Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

DALEKA DROGA DO DOMU - Tekst Piotr Tucholski

Magazyn KOCIE SPRAWY Nr 120 październik 2012

Tekst: Piotr Tucholski

Przed 1960 r. Natalia Godzieba, siostra mojej mamy, postanowiła z mężem przeprowadzić się z Gruduska na Pomorze. Zmiana miejsca zamieszkania zawsze zmusza do porządnej selekcji rzeczy: jedne należy koniecznie zabrać ze sobą, z innych można zrezygnować, przekazać znajomym czy rodzinie. Moi rodzice, którzy mieszkali w Zalesiu, poproszeni przez ciocię, udali się wozem do Gruduska i powrócili z przedmiotami bardzo przydatnymi do wyposażenia jednej z izb zbudowanego właśnie przez nich domu. Pamiętam jeszcze wyraźnie fotel zwany „amerykanką”, duży obraz na ścianie przedstawiający wrzosowisko przecięte koleinami polnej drogi czy zabawkę z drewna – postać tracza trzymającego w rękach piłę. Wśród przywiezionych rzeczy znalazł się także koszyk z zaskakującą zawartością. Leżała w nim zwinięta w kłębek kotka z dwoma kociętami...

Jak się okazało po pewnym czasie, kotka mimo naszych najlepszych chęci nie podeszła przychylnie do zmiany miejsca zamieszkania. Kociej mamie zależało przecież na stworzeniu potomstwu najlepszych warunków życia i rozwoju. Doświadczenie życiowe podpowiadało jej, że to dom w Grudusku był najlepszym środowiskiem dla jej kociej rodzinki. Znała go na wylot, mieszkała w nim od dawna i żadne zmiany nie wydawały jej się potrzebne. W Zalesiu znalazła się w zupełnie obcym miejscu. Obce kąty nowego domu pachniały zupełnie inaczej. W główce zaczął jej się rodzić pomysł na zmianę tej sytuacji.
Absolutnie nie mogła pozostać tu dłużej. Chciała przecież jak najszybciej zapewnić bezpieczeństwo maluchom...

Nie dając nic znać po sobie, powzięła ostateczną decyzję. Musi wrócić do domu rodzinnego... Trzeba tylko przechytrzyć nowych gospodarzy, żeby nie pokrzyżowali jej planów ucieczki. Najlepiej udawać zadowolenie, by nie zamknęli jej w jakiejś komórce. Należy uciec nocą, bo wtedy ludzie słabo widzą i zazwyczaj śpią. Kotka nie jest w stanie przenieść jednocześnie wszystkich swoich maleństw. Postanowiła więc, zgodnie z kocią naturą, brać w pyszczek za skórę na karku jednego z maluchów, nieść go przez kawałek drogi, umieszczać w bezpiecznym miejscu i biegiem po następnego. Jak postanowiła, tak zrobiła. Niosła jakiś czas kociaka, zostawiała i wracała po drugie z dzieci. Manewr ten powtarzała zapewne setki razy, ponieważ Zalesie i Grudusk dzieli aż siedem kilometrów. Jakimś niepojętym sposobem wiedziała, w którą stronę ma się kierować, aby dotrzeć do swojego miasta. Nie zawiodły jej instynkt i niezbadane kocie umiejętności.Przez wiele godzin musiała być bardzo uważna, by ochronić swoje potomstwo przed czyhającym zewsząd niebezpieczeństwem. Była w końcu na otwartej przestrzeni. Część trasy prawdopodobnie przebyła wzdłuż pełnej samochodów szosy... Duży wysiłek fizyczny, stres i wielkie napięcie nadwerężały jej siły. Mimo wycieńczenia, pełna nadziei, że dotrze do swojego bezpiecznego domu, nie poddawała się. W końcu jej bohaterska wyprawa, która zajęła całą długą noc, dobiegła końca. Mogła spokojnie złożyć kocięta przed drzwiami swojego domu i nareszcie odpocząć.Gruduscy gospodarze wczesnym rankiem oniemieli na widok baraszkujących na progu maluszków.

Zaskoczenie i zdziwienie przeszło jednak szybko w smutek i żal. Obok kociątek leżała nieżywa kotka, ich matka... Patrzyli ze wzruszeniem oraz podziwem na jej zmizerowane bezwładne ciałko, widząc w nim najwspanialszy pomnik macierzyństwa, odpowiedzialności i bezgranicznej miłości do swoich dzieci.