Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

Przeczytaj cały tekst

Tekst Marta "Majorka" Chociłowska-Juszczyk
magazyn KOCIE SPRAWY Nr 108 - Październik 2011

 W końcu sierpnia rodzice zostali zaproszeni do odwiedzenia znajomych mieszkających w domu za miastem. Postanowili pojechać razem z Gackiem.
- Gacusiu, wybierzesz się z nami? - spytała mama. -
Poznasz swojego rówieśnika Antosia i pochodzisz trochę po świeżym powietrzu.
- Nie mam ochoty - burknął Gacek. - Nie znoszę wizyt. Wolałbym, żeby tatuś mi wytłumaczył, dlaczego jestem niebieski, a Norka czarna.
- To kwestia genów. Czarne koty mają gen dominujący...
- Aaa, teraz rozumiem, dlaczego ona dominuje i rządzi w domu. Wszystko przez te jakieś... geny! - parsknął Gacek ze złością.
- Ciekaw jestem, jakie geny ma ten Antoś?
- Jest czarny, czyli dominant... - powiedział tatuś i puścił do Gacusia oko.
- Czy moglibyście odłożyć te dysputy na później? Spóźnimy się na pociąg! - mama była naprawdę zła.
Znajomi mieszkali w białym domku z zielonym dachem, otoczonym ogrodem. Goście i gospodarze
usiedli w altance, a Gacek chwilę przysłuchiwał się ich rozmowie i trochę znudzony poszedł się przejść.
Pod świerczkiem zobaczył czarnego kota o pięknej dużej głowie i mądrym spojrzeniu żółtych oczu,
wygrzewającego się w promieniach słońca. Na widok Gacka przesunął się uprzejmie, robiąc mu miejsce.
- Domyślam się, że jesteś Antoś - powiedział Gacek.
- Jak się miewasz?
- Ostatnio nawet nieźle, upolowałem jaszczurkę - pochwalił się Antoś.
- Co prawda Fiona mi pomogła, bo ja jestem trochę niesprawny, nie mam jednej łapki.
- Widzę, że znakomicie sobie radzisz. My nie mamy ogrodu, możemy wychodzić tylko na balkon i na
dłuższą metę to jest okropnie nudne.
- Wszystko robi się nudne po jakimś czasie - stwierdził Antoś filozoficznie.
- Czasem tylko dzieje się coś naprawdę ciekawego, jak wtedy gdy Filut wpadł do basenu u sąsiada.
- Utopił się? - przestraszył się Gacek.
- Gdzie tam, to płytki, gumowy basenik. Ale trzeba było widzieć, jak szybko się gramolił z wody! Do
dzisiaj chce mi się śmiać na samo wspomnienie.
- Ja nie lubię wody - otrząsnął się Gacek z obrzydzeniem.
- Kiedy patrzę, jak kąpią Tymoteusza, ciarki mnie przechodzą. Na szczęście ze mną nie próbowali, bo musiałbym zaprotestować.
- Słusznie, ja zdecydowanie wolę kąpiele słoneczne - zgodził się Antoś.
- Może coś przekąsimy? Poproszę Anielę o porcję mięsa z okazji twojej wizyty.
- Nie jadasz mięsa na co dzień? Ja lubię zatopić zęby w sprężystym kawałku świeżej wołowinki.
- Jasne, że lubię, ale mi nie wolno. Jestem poważnie chory na nerki. Karmią mnie jakimś świństwem,
tłumacząc że to karma lecznicza i że będę dzięki niej zdrowszy. Założę się, że niczego bardziej obrzydliwego
nigdy nie jadłeś! Zbuntowałem się i odmówiłem jedzenia, dopóki nie dostanę porządnej porcyjki mięsa.
Antoś milczał chwilę i spojrzał prosto w oczy Ga cka.
- Niedługo umrę. To moje ostatnie lato.
Mimo upału Gacek poczuł chłód.
- Skąd wiesz? - spytał ze ściśniętym gardłem.
- Czuję to - odparł Antoś spokojnie. - Jest bardzo blisko. Staram się to powiedzieć Anieli, ale ona nie
chce mnie słuchać i płacze. A przecież byłoby mi łatwiej, gdyby zrozumiała. I może nie byłaby taka
surowa w kwestii mojej diety. Niewiele już czasu zostało na przyjemności.
- Boisz się? - chłód na plecach Gacka nie ustępował i rozchodził się po całym ciele, dochodząc aż do
mózgu.
- Nie, umrzeć się nie boję. Jest mi tylko trochę smutno, bo lubię tu być i nie wiem, co jest Tam...
Boję się bólu i cierpienia, a najbardziej powolnego umierania, które pozbawia wszelkiej godności.
- Jestem pewien, że Aniela to rozumie - powiedział Gacek.
- Ona ciebie kocha i nie pozwoli, abyś cierpiał. Pomoże ci odejść, kiedy dasz jej znak, że już nadszedł czas. Wtuli twarz w twoje futro i chociaż serce będzie jej pękać z bólu, zrobi do dla ciebie.
- Tak, kobiety już takie są... trochę niekonsekwentne - uśmiechnął się Antoś z czułością.
- Znam je trochę. Moja poprzednia pani nagle, ni z tego, ni z owego, przestała mówić i chodzić. Mogła
tylko poruszać oczami. Na mój rozum wzrokiem prosiła męża, a mojego przyjaciela o to samo, o co ty
poprosisz Anielę. Ale on nie mógł pomóc jej odejść. Podobno prawo tego zabrania... Pewnego ranka popatrzyła na mnie tak jakoś mocno... pomyślałem, że chce mi coś powiedzieć, wskoczyłem na łóżko i spojrzałem jej w oczy. Były mokre, a w ich kącikach dostrzegłem cień uśmiechu. Tak pożegnała się ze mną.
- Tęskniłeś?
- Obaj tęskniliśmy. Mój przyjaciel stracił ochotę do życia i martwił się, co ze mną będzie, kiedy jego zabraknie. Z tej tęsknoty rozchorował się na serce i pojechał do szpitala. A ja czekałem, długo, bardzo długo... Ktoś przychodził, przynosił mi jedzenie, ale ja nie chciałem jeść. Schowałem się pod kołdrą i wolałem umrzeć, jeśli On miałby nie wrócić.
- Czy wrócił? - Antoś był wstrząśnięty.
- Nie. - Gacek polizał łapkę, ukrywając wzruszenie.
- Nigdy.
- Nie powinno się tego robić kotu... - wyszeptał Antoś w zamyśleniu.
- Ludzie często się martwią, co się stanie z nami po ich śmierci. Słyszałem, że są tacy, którzy chcą, byśmy odeszli wraz z nimi, by nie dopadł nas zły los... Czy twój przyjaciel zostawił testament lub coś w tym rodzaju i wyznaczył ci nowego opiekuna?
- Nie zdążył. Przyszedł list zza wielkiej wody, no wiesz, zza oceanu, od jego córki. Pisała w nim, żeby mnie uśpić albo oddać do schroniska. Śmierci się nie bałem, ale do schroniska nie chciałem iść za nic na świecie! Dlatego pozwoliłem, żeby mnie zabrano do nowego domu, chociaż w starym zostawiłem całe moje życie, zapach ludzi, których kochałem, zapach domu, zabawki, myszkę nasączoną walerianą, ulubiony fotel, widok za oknem, wszystko... wziąłem tylko mój stary, ukochany taboret do ostrzenia pazurków.
- Miałeś jednak trochę szczęścia - uśmiechnął się Antoś, patrząc na rodziców Gacka.
- Ja też miałem szczęście, że Aniela wypatrzyła mnie w schronisku. Nie pożyłbym tam długo, a tak podarowała mi sześć lat... leczyła, troszczyła się o mnie jak rodzona matka! A teraz muszę odejść. Słońce zaszło i zrobiło się chłodno, jak zwykle w sierpniu. Goście zaczęli zbierać się do powrotu. Gacek popatrzył w oczy Antosia.
- Żegnaj, teraz muszę już iść. Spotkamy się za Tęczowym Mostem... za jakiś czas.
- Do zobaczenia, przyjacielu. - Antoś uśmiechnął się ciepło.
- Będę na ciebie czekał. Może uda mi się przekazać ci jakoś wiadomość, jak tam jest...
Mama podeszła do Antka i pogłaskała go czule.
- Do widzenia piękny, mądry kocie - wyszeptała. Będzie mi ciebie brakowało...
Antoś patrzył za nią długo, dopóki nie znikła mu z oczu. Wiedział, że ona wie...
Nadszedł ciepły, słoneczny wrzesień i wraz z nim smutna wiadomość o śmierci Antosia. Odszedł tak jak pragnął - z godnością i bez zbędnego cierpienia. Pochowano go w ogrodzie, pod ulubionym świerczkiem. Kilka lat później, w grudniowy poranek, Gacek wyruszył w swoją ostatnią podróż i przekroczywszy Tęczowy Most zobaczył
oczekującego go Antosia.