Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

NIE ODEJŚCIE, TYLKO PRZEJŚCIE – cały tekst

KOCIE SPRAWY Nr 132 – Październik 2013

Tekst: Izabella Rozbicka

Był drugi czerwca – „Dzień sąsiada”. Siedziałam więc w ogrodzie z moimi sąsiadami, sącząc schłodzone sabaudzkie winko. Moje dwa wychodzące wówczas koty wylegiwały się na trawie w aurze zachodzącego słońca. W pewnym momencie kotka Mania pobiegła gdzieś za kotem z sąsiedztwa.
Po jakimś czasie zadzwonił telefon, którego nigdy nie zapomnę. Świat się dla mnie zatrzymał. Głos w telefonie poinformował mnie, że ten numer telefonu znaleziono na obróżce kotki, która kilka minut temu zginęła pod kołami samochodu. Chwilę później okazało się, że zginęła tuż przed naszym domem, przebiegając przez ulicę.

Męża nie było wówczas w domu, więc sąsiedzi pomogli mi w pochówku koteczki. Mimo że łzy ciurkiem spływały mi po twarzy, bezustannie czantowałam „NAM MYOHO RENGE KYO”.
Jestem buddystką i ta modlitwa miała pomóc Mani przejść łagodnie przez tunel śmierci na Szczyt Orła, skąd później po odpoczynku uda się w kolejne wcielenie. Wieczorem wrócił mój mąż, który także jest aktywnie praktykującym buddystą. Wiele godzin czantowaliśmy o naszą koteczkę. Poczuliśmy, że odpoczywa w „międzybycie”, by wkrótce do nas wrócić.

Podczas wielokrotnego analizowania okoliczności śmierci Mani odkryliśmy z mężem pewne fakty, które nasz buddyzm potwierdza w swoich założeniach.
Oto mała geneza: Kilka tygodni wcześniej Mania zniknęła na prawie dwa tygodnie. Zdarzało jej się nie wracać na dzień czy dwa, ale nigdy dłużej.
Lubiła wycieczki i eskapady. Choć oczywiście była wysterylizowana, ale trafiła do nas jako raczej dzika kotka i spacery na wolności były częścią jej życia. Nie mieliśmy więc sumienia zamknąć jej w domu. Po kilku dniach od jej zniknięcia rozpoczęliśmy poszukiwania w okolicy, m.in. rozwieszając plakaty.

Czantowałam z silną determinacją, że Mania musi wrócić. Jeśli nawet wybrała ten czas na
przejście w inne wcielenie, to muszę się z nią pożegnać. Kilka dni później wróciła. Była zmęczona i wychudzona, ale wyglądała na szczęśliwą. Później dowiedziałam się od pracowników centrum kultury z naszej ulicy, że widziano ją na romantycznych spacerach z szaro-burym kocurem.
Tego ranka, gdy zginęła pod kołami samochodu, zachowywała się bardzo nietypowo. Kilkakrotnie wychodziła z domu, by za chwilę wracać i się do mnie łasić. Teraz jestem pewna, że w ten sposób żegnała się ze mną. W jej karmie był plan zakończenia tego dnia aktualnego życia i przejścia w inne, lecz moja więź z nią w tym wcieleniu była bardzo silna. Mania czuła moją modlitwę podczas swojej dwutygodniowej nieobecności i jestem pewna, że wróciła właśnie po to, aby się pożegnać.

Buddyzm uczy, że życie nigdy się nie kończy. Jest udowodnione naukowo, że istniejąca forma energii nie może się ulotnić czy zostać unicestwiona i zniknąć. Jedna forma życia zamienia się w inną po uprzednim odpoczynku czy przystanku w międzybycie.

Buddyzm Nichirena Daishinina, Buddy z XIII wieku wyjaśnia, że sami decydujemy o momencie odejścia. To również moment w którym własna, wybrana przez nas misja dobiega końca. Wybieramy nie tylko okoliczności, w których żyjemy, ale także swoich rodziców i innych członków rodziny. Nic nie dzieje się przypadkowo.
Moje koty są moimi dziećmi. Jestem pewna, że istnieje powód, dla którego mnie wybrały. Chciały, bym się od nich czegoś nauczyła i potrafiła lepiej zrozumieć ich kocią naturę. Bym mogła dostrzec ich wyjątkowość, oryginalność, mądrość i niebywały urok, ale też ich oddanie i zdolność do miłości.

Nowoczesne cywilizacje próbują ignorować śmierć. Usuwają ją w cień, nadając wizerunek nicości czy pustki. Bardzo często życie ukazywane jest jako dobro, światło i racjonalność, a śmierć jako zło, ciemność i bezsens. Buddyzm nie pozwala ignorować śmierci. Wręcz przeciwnie – podkreśla jej głębokie znaczenie i nierozerwalne więzy z życiem. W buddyzmie nie traktuje się życia i śmierci jako oddzielnych zjawisk czy procesów. Mówi się o bezustannie powtarzającym się cyklu. Natura Buddy niezmiennie istniejąca w naszym życiu nadal istnieje, kiedy kończy się aktywna część życia i gdy przechodzimy w międzybyt przed ponownym odrodzeniem się. Wszelkie zjawiska, łącznie z życiem, między bytem i śmiercią są elementami pewnej całości. Śmierć często porównywana jest do snu, czyli okresu pewnej regeneracji. Tak samo jak sen przygotowuje nas do aktywności, które czekają nas dnia następnego, śmierć powinna być rozpatrywana jako etap odpoczynku i „naładowania akumulatorów” przed nowym wcieleniem. Buddyzm podkreśla, że śmierć nie tyle jest końcem życia, ile początkiem nowej egzystencji.

Póki nie spotkałam praktyki buddyjskiej, żadna religia czy filozofia nie była w stanie wytłumaczyć mi rozstania z ukochanymi istotami.
Buddyzm jako pierwszy wskazał mi na aspekt przejścia, a nie odejścia. Głęboko wierzę, że moja kotka Mania odrodziła się jako dwa koty, które trafiły do nas parę miesięcy po jej odejściu. Zarówno w Jimmym, jak i Timmym widzę charakterystyczne dla niej zachowania. Dostrzegam je nie tylko oczami, ale także sercem. Czy oznacza to, że nie płakałam po jej odejściu? Czy mi jej nie brakowało? Oczywiście, że nie mogłam powstrzymać łez i do dzisiaj tęsknię za jej fizyczną obecnością.
Jako ludzie mamy prawo do łez, do żalu i do tęsknoty. Ale w głębi serca czuję, że Mania jest ze mną nadal, tylko w nowej postaci. Nie mam co do tego ani krzty wątpliwości.


Izabella Rozbicka

Ur. w Warszawie, ukończyła studia we Francji, w Sabaudii – urokliwym rejonie wina Apremont. Po studiach wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkała w Bergenfield, w stanie New Jersey. Jest autorką książki pt.: „Mr. O’s book”, autobiografii genialnego, choć aroganckiego kota o imieniu Orange. Książka wydana w jęz. ang. w USA i dostępna na amazon. com.