Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

Duszka - Tekst Małgorzata Bartosińska

 Tekst Małgorzata Bartosińska

Trawestując słowa Ernesta Hemingwaya - „Jeden kot prowadzi do drugiego", mogę powiedzieć o kotkach w mojej rodzinnej legendzie - jedna Duszka prowadzi do następnej.

Kotka fin de siecle'u
Wszystkie Duszki w mojej rodzinie były kotkami kobiet. Pierwsza pojawiła się w mieszczańskim, warszawskim domu mojej prababci Rozalii. Były to lata 80. XIX wieku. Ponoć śliczne kociątko w kolorze dymu, przywiózł za pazuchą aż z samego Kaukazu wielbiciel Rozalii. Prababcia na męża wybrała innego, ale z Duszką nigdy się nie rozstawała. Kotka nie tylko była prześliczna, o złotych oczach - ale niezwykle mądra i dobrze ułożona. Podobno Rozalia wychowała kotkę nigdy nie podnosząc głosu, za pomocą jednego napomnienia: „Moja Duszko, to nie uchodzi". Rozalia wierzyła święcie, że Duszka ma dar rozpoznawania złych i dobrych ludzi. Jeśli kotka odnosiła się do kogoś z niechęcią, nie był więcej zapraszany. W czasie długiej choroby prababci, Duszka była zawsze pod ręką, i jak mówi przekaz rodzinny, okazała się najlepszym środkiem kojącym przewlekły ból. Rozalia zmarła młodo osierocając dwie córki. Młodsza z nich - to moja babcia Stasia. Ojciec całą miłość przelał na dziewczynki, nie ożenił się powtórnie i niemiłosiernie je rozpieszczał. Nie wyszło to mojej babci na zdrowie. Spośród oddanych, i dobrze sytuowanych pretendentów do jej ręki, wybrała uroczego lekkoducha, który zabrał ją do Kielc, gdzie wiele
obietnic okazało się mirażem. A to nie były czasy na rozwód. Wprawdzie nie pamiętam babci Stasi, zmarła gdy miałam niecałe dwa lata, mam jednak dla niej dużo współczucia i sentymentu.
Duszka Druga
Ze zdjęcia w sepii, wiszącego na ścianie, Babcia Stasia uśmiecha się powściągliwie, może nawet nieco
ironicznie. Nie zachowało się, niestety, żadne zdjęcie największej jej pociechy i przyjaciółki- kotki Duszki
Drugiej. W rodzinnej legendzie Duszka babci Stasi, matki mojej mamy, jawi się już jako młoda, ale dorosła
kotka. Skąd się wzięła, nie udało mi się ustalić. Po prostu przyszła i została. Zachowała się tylko pamięć
o ich niezwykłej relacji. Duszka była szaro-srebrzysta, bezgranicznie przywiązana do babci, ale harda
i nieprzystępna dla innych. Jak pies towarzyszyła babci w zakupach i sąsiedzkich odwiedzinach. Znali ją na
całej ulicy, zwłaszcza rzeźnik, u którego często się stołowała. Z dużym wyczuciem pojawiała się na
zapleczu sklepu właśnie wtedy, gdy właściciel sprawiał mięso. Była niezłą aktorką, bo kiedy nie zanosiło się na
posiłek, nie łasiła się, nie prosiła, tylko spokojnie siedziała ze zwieszonym łebkiem. „No, no, coś się może
znajdzie..." - mamrotał skruszony rzeźnik i wynosił okrawki. Babcia Stasia zmarła mając niewiele ponad 60 lat.
Kiedy leżała w domu, ci którzy ją odwiedzali, zapamiętali, że Duszka zawsze była blisko niej. Kiedy babcia czegoś potrzebowała, a była już bardzo słaba, Duszka potrafiła w nocy obudzić kogoś z domowników i zmusić go do wstania. Pewnego dnia, wczesnym rankiem dziadek zajrzał do babci i nie zobaczył Duszki.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY  Nr 108 październik 2011