Z profesor dr hab. Elżbietą Wirth-Dzięciołowską, genetykiem z warszawskiej SGGW oraz Centrum Onkologii rozmawia Barbara Sieradzan
Kiedy decydujemy się na kota rasowego, spodziewamy się konkretnych, przewidywalnych jego cech. Nie tylko wyglądu, ale również charakteru i predyspozycji psychicznych. No, i oczywiście chcemy mieć zdrowe zwierzę. Tymczasem kocia arystokracja z rodowodem, z hodowli, wcale nie musi być
wolna od wad genetycznych.
Barbara Sieradzan: Jak trzeba kojarzyć koty, aby uzyskać zdrowe potomstwo?
Prof. Elżbieta Wirth-Dzięciołowska:
Najważniejsza jest pewność, że w przypadku obu kotów, które kojarzymy, nie występowały wady genetyczne. Najlepiej byłoby umieszczać w rodowodzie zwierzęcia, obok danych dotyczących pochodzenia i umaszczenia, również informację o pojawiających się wadach genetycznych. Niestety, nie ma takiego wymogu i nie leży on w interesie hodowców, gdyż automatycznie deklasowałby jego hodowlę. Ale bez takiej wiadomości nie ma możliwości wyeliminowania pewnych wad.
Jakie błędy genetyczne mogą wystąpić w przypadku nieprawidłowego kojarzenia kotów?
Są różne. Zupełne niegroźne dla zwierzęcia, jak np. załamek ogona, który jedynie może wyglądać niezbyt ładnie przy wąskim ogonie, bo już przy puszystym jest niewidoczny, ale kotu w niczym nie przeszkadza. Nie znamy wszystkich przyczyn tego stanu rzeczy; może to być czynnik genetyczny i kotek urodzi się z załamkiem ogona, ale też może być środowiskowy - koniuszek ogonka małego kotka może zostać przygnieciony i pozostanie odkształcony. Skutek będzie ten sam. Jeśli jednak w tej samej rodzinie rodzą się kocięta z załamkiem ogona, to możemy podejrzewać, że cecha ta uwarunkowana jest genetycznie. Ale są też i poważne, nieuleczalne schorzenia.
Od czego zależy, czy wada będzie dla zwierzęcia niebezpieczna?
Przede wszystkim od zasięgu zmian, jakie powoduje w organizmie, od tego czy dotyczy ważnego dla życia zwierzęcia narządu czy procesu fizjologicznego, a także od uwarunkowania genetycznego. Mendel, kiedy formułował swoje teorie, opierał się na cechach uwarunkowanych jednym genem i prostym założeniem dominacji lub współdominacji alleli (allel - jedna z wersji genu). Dziś wiadomo, że cech jednogenowych jest niewiele; większość wad warunkuje kilka genów, których współdziałanie może dawać różne nasilenie cechy, przede wszystkim u zwierząt różnych ras. Są jednak cechy uwarunkowane pojedynczym genem o charakterze dominującym. Wystarczy wtedy obecność jednego allelu powodującego wadę, aby była ona widoczna fenotypowo. Niektóre z nich zostały zakwalifikowane jako cechy rasowe, np. brak ogona u kotów Manx. Zwierzęta bez ogona są heterozygotami, czyli każdy osobnik posiada dwa allele w obrębie tego genu; jeden warunkujący brak ogona i drugi warunkujący posiadanie ogona. Jeśli skojarzymy ze sobą dwa osobniki bez ogona, to wśród ich potomstwa będą kocięta z ogonkami i bez ogonów, ale część tego potomstwa nie będzie zdolna do życia. Dlatego zasadą jest unikanie takiego kojarzenia. Zalecane jest natomiast kojarzenie Manxa bez ogona z kotem o normalnym ogonie. Wówczas rodzą się kocięta z ogonem oraz bez ogona, ale wśród nich nie ma śmiertelności. Nieco inaczej wygląda sprawa, gdy wada uwarunkowana jest genem recesywnym. W takiej sytuacji mutacja, nawet szkodliwa, może nie ujawniać się przez wiele pokoleń, aż do momentu, gdy wystąpi w pojedynczej dawce u obojga rodziców. Osobniki rodzicielskie są zdrowe, ale ich potomstwo może przejawić nową wadę. Przykładem może tu być bezwłosość, wodogłowie czy torbielowatość nerek szczególnie często występująca u persów.
Czy są badania, dzięki którym można wykryć przynajmniej niektóre wady genetyczne?
Jak wcześniej wspomniałam, wady o charakterze dominującym uwidaczniają się już przy obecności
jednego allelu. Testowania nosicielstwa wad w zasadzie wymagają cechy uwarunkowane genami recesywnymi. Jest kilka podstawowych testów kojarzeniowych, zalecanych od wielu lat. Np. kojarzenie z kotem, o którym wiadomo, że ma konkretną wadę. Jeśli w miocie połowa potomstwa będzie miała tę wadę, to wiadomo, że kot jest jej nosicielem. Jest metoda kojarzenia takiego kota ze zdrową kotką, a potem z własnym potomstwem - oczywiście jedynie do testowania, nie do hodowli - i obserwowania, czy wada pojawi się w kolejnym pokoleniu. Ta metoda wymaga jednak czasu. W testowaniu ważniejszy jest samiec, gdyż w czasie, kiedy kotka wyda na świat jeden miot, on może pokryć wiele kotek. Toteż ważniejsze jest, żeby samiec nie był obciążony wadami genetycznymi. Pod koniec lat 90. rozwinęły się techniki molekularne, bardzo pomocne w diagnozowaniu uwarunkowania różnych cech. Do tej pory znano ok. 80 wad występujących u kotów, dziś wiemy o blisko stu pięćdziesięciu. Okazało się, że u różnych gatunków mogą występować te same wady, powodowane takimi samymi mutacjami. Wiemy, jaki gen je powoduje i technikami molekularnymi możemy poszukać ich u innego gatunku. Tak więc wada występująca np. u kota, może być modelem wady występującej u ludzi. Przykład: u kotów abisyńskich zdarza się utrata wzroku na skutek zaniku siatkówki. Podobna wada, o podobnym przebiegu i konsekwencjach, występuje u ludzi. Daje to możliwość poszukiwania właściwej terapii przez prowadzenie badania na kocim oku i zastosowania jej u ludzi.
Czy hodowca powinien wykonywać testy mogące wykryć bądź wykluczyć pewne wady genetyczne?
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 105/106 lipiec/sierpień 2011
Powrót do: Poradnik |