Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

NOWOTWORY U KOTÓW W XXI WIEKU – Rozmowa z dr. n. wet. Dariuszem Jagielskim – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 185 – MARZEC 2018

Onkologia to dziedzina, w której co roku widoczny jest postęp. Kilka lat temu rozmawialiśmy z dr. n. wet. Dariuszem Jagielskim, specjalistą w zakresie onkologii weterynaryjnej, na temat leczenia nowotworów u kotów. Czy dziś mają one większe możliwości w walce z rakiem? Odwiedzamy ponownie warszawską lecznicę „Białobrzeska”, by poznać najnowsze możliwości leczenia.
Z dr. n. wet. Dariuszem Jagielskim rozmawia Barbara Sieradzan.


Barbara Sieradzan: Co się zmieniło w onkologii weterynaryjnej od naszej ostatniej rozmowy sprzed kilku lat?
Dr n. wet. Dariusz Jagielski:
Ogromnie dużo. I wciąż się zmienia. Najświeższa wiadomość jest taka, że jedna z trzech największych na świecie firm produkujących karmę, istniejąca na rynku ponad 150 lat, prowadzi właśnie w Europie badania naukowe i testuje karmę adresowaną dla zwierząt z chorobą nowotworową – głównie z chłoniakami, bo to jest właśnie największa grupa naszych pacjentów.
W 10 klinikach, m.in. w Hiszpanii, Francji, Portugalii, Anglii, Belgii, Holandii, na Węgrzech i u nas, trwa rekrutacja pacjentów do testu i jestem jednym z 10 lekarzy, którzy się rekrutują.
W planie jest leczenie standardowe chłoniaków (a więc chemioterapia) plus podawanie badanej karmy, która ma wspomagać leczenie. Opiekunowie psów i kotów, które biorą udział w badaniu, otrzymują od firmy zwrot kosztów leczenia w wysokości 1400 euro (suma ta przewyższa realne koszty) oraz przez rok zaopatrywani są w nową karmę wspomagającą leczenie. W zamian opiekun zobowiązany jest do wypełniania ankiety dotyczącej jakości życia ulubieńca oraz poddawanie go szczegółowym badaniom.
Kot musi się zakwalifikować: trzeba ściśle określić konkretny typ chłoniaka, zwierzę nie może też cierpieć na inne choroby, które potencjalnie skrócą czas jego życia. Niestety, nie każdy chory kot zakwalifikuje się do badań. Może jest to trochę bezduszne, ale tylko konkretne reguły gwarantują postępy w medycynie. Tylko w ten sposób można wiarygodnie ocenić wpływ karmy na przedłużenie życia pacjenta.
To znakomita propozycja dla osób, które nie mogą pozwolić sobie na leczenie. Mówię o tym tak dużo, ponieważ dotąd w Polsce nie przeprowadzano żadnego badania klinicznego w kierunku nowotworów. W przyszłości pojawią się też inne badania, medycyna ludzka czerpie z doświadczeń weterynarii – i podobnie jest na odwrót. Wiadomo, że w leczeniu raka jelita grubego u ludzi skuteczna jest aspiryna i ta metoda leczenia niesterydowymi lekami przeciwzapalnymi (terapia metronomiczna) będzie sprawdzana u suk po usunięciu bardzo złośliwych nowotworów gruczołu mlekowego.
Wartość statystyczna takiego badania jest mała,
gdyż liczba poddanych badaniu suk będzie o wiele mniejsza niż ludzi z podobnym nowotworem. Ale bez statystyki i bez badań klinicznych nie ma postępu.
Wiele osób uważa to za eksperymentowanie, za coś negatywnego. A ja uważam, że jeżeli medycyna nie ma pomysłu na leczenie określonego przypadku, to zdecydowanie zasadne są badania kliniczne, bo to one dają szansę na terapię. Poza tym do badań kwalifikowane są zwierzęta, dla których nie ma innego satysfakcjonującego leczenia.

A jak wygląda statystyka w leczeniu guzów sutka u kotek?
U kotek ponad 85% nowotworów gruczołu mlekowego jest wysoce złośliwa, więc z założenia wiąże się ze słabym rokowaniem. Ale stosując chemioterapię jesteśmy w stanie przedłużyć im życie.
Z kotami w ogóle jest kłopot. Czasem guz jest duży, 2–3 cm, i albo uległ owrzodzeniu, albo spowodował przerzuty do węzłów chłonnych. Według statystyk czas przeżycia takiego kota to około 6 miesięcy – i to po zabiegu chirurgicznym. Jeśli wdrożymy chemioterapię, ten czas wydłuży się o 100%, czyli do około roku.

Wspomniał pan, że najczęstszymi nowotworami u kotów są chłoniaki. Co atakują?
Jakieś 15–20 lat temu najczęściej występowały chłoniaki śródpiersia u młodych zwierząt, ściśle związane z zarażeniem wirusem białaczki. Obecnie szczepienia znacznie wyeliminowały tę chorobę. Teraz chłoniak częściej atakuje przewód pokarmowy i dotyczy kotów starszych. Zdarzają się też chłoniaki nerek, tchawicy, rdzenia kręgowego, gałki ocznej czy nosa. Rokowania są różne, zależnie od typu nowotworu.
Dzielimy je na dwie grupy: o agresywnym przebiegu (blastyczne) oraz mniej agresywne, które się wolno dzielą z komórek. Przy tych agresywnych przeżywalność to 7–9 miesięcy przy intensywnej chemioterapii dożylnej, ale paradoksalnie przy tej agresywnej terapii zdarzają się przypadki całkowitego wyleczenia, nawet do 20% leczonych kotów.
Przy drugiej grupie chłoniaków, tych łagodniejszych, podaje się wyłącznie tabletki doustne; średni czas przeżycia zwierzęcia wynosi 16–24 miesiące.
Dość krótko, ale zważywszy na to, że dotyczy to kotów kilkunastoletnich i że leki podaje opiekun w domu, bez dodatkowego stresu dla kota – wynik jest zadowalający. W przypadku chłoniaka śródpiersia przeżywalność zwierząt wynosi średnio rok – do półtora. Z chłoniakami nerek jest gorzej: na leczenie reaguje około 55–60% kotów, a czas przeżycia to kilka miesięcy. Z kolei z chłoniakami rdzenia kręgowego jest niestety jeszcze trudniej, bo dodatkowo dochodzi do porażeń i niedowładów. Chłoniaki skóry też trudno się leczą, lepsze rokowania są natomiast przy chłoniakach nosa, może dlatego, że z reguły zlokalizowane są tylko w nosie. Przy standardowym postępowaniu jesteśmy w stanie uzyskać rok życia, natomiast jeśli dołożymy radioterapię, to okres ten wydłuża się do dwóch lat i dłużej.

Jakie metody leczenia nowotworów u kotów sprawdzają się najlepiej?
Najbardziej skuteczna dla kotów jest chemioterapia. Znoszą ją lepiej niż psy. Koty niestety źle tolerują niesterydowe środki przeciwzapalne, więc wspomniana wcześniej terapia metronomiczna nie ma u nich zastosowania. Skuteczna byłaby w wielu przypadkach radioterapia, ale w Polsce (pod Wrocławiem) dostępny dla zwierząt jest tylko jeden aparat o bardzo małej mocy i nadaje się tylko do leczenia powierzchownego, a więc leczenia nowotworów skóry. W Europie nie ma zbyt wielu aparatów do naświetlań. Ich cena jest zbyt wysoka (kilka jest tylko w Niemczech, w Austrii, w Słowenii, dwa we Włoszech). Rok temu będąc gościem na Uniwersytecie w Wisconsin w USA, miałem możność podziwiać znakomity sprzęt do leczenia zwierząt, włącznie z aparatem do tomoterapii (to połączenie aparatu do radioterapii z tomografem). Dzięki niemu leczenie jest precyzyjnie celowane ze ściśle określoną dawką napromieniowania. W Polsce mamy dwa takie aparaty, przeznaczone tylko dla ludzi.

Radioterapia też niestety daje skutki uboczne?
Tak, są ich dwa rodzaje: wczesne – głównie zapalenia skóry trwające 2–4 tygodnie po naświetlaniu (jak bardzo silne poparzenie słoneczne); i z tym dajemy sobie radę. Natomiast późniejsze, nawet po wielu latach, to wtórne nowotwory, zwłóknienia, uszkodzenia rdzenia kręgowego, martwica kości. U młodego zwierzęcia wybierzemy więc raczej inny rodzaj leczenia, u starszego – naświetlania. Mam wielu pacjentów po naświetlaniach wykonywanych poza granicami kraju.

Opiekunowie kotów obawiają się chemioterapii u swoich pupili.
Obawy biorą się stąd, że przenosimy doświadczenia z chemioterapii u ludzi. To błąd, gdyż w medycynie ludzkiej wartością samą w sobie jest utrzymanie życia, nawet przy bardzo wysokich dawkach leków.
W weterynarii chemioterapia ma służyć głównie poprawie jakości życia, a więc dawki leków są znacznie mniejsze. Aż 90% zwierząt toleruje chemioterapię bez większych komplikacji. Oczywiście do trzech dni po podaniu leków mogą czuć się gorzej, ale potem wszystko wraca do normy. Około 10% zwierząt źle toleruje chemioterapię i wtedy albo dokładamy cały zestaw leków wspomagających, albo odstępujemy od tej metody w ogóle. To kwestia priorytetu: jeśli mamy pacjenta, którego nie jesteśmy w stanie wyleczyć, a zepsujemy mu resztę życia za pomocą chemioterapii, nie ma to sensu. Należy mieć świadomość, że chemioterapia to podawanie de facto trucizny i zdarzają się też, choć rzadko, zejścia śmiertelne (ok. 3% ludzi umiera z powodu skutków ubocznych chemioterapii).

A więc za każdym razem jest to poważna decyzja, konieczność podjęcia ryzyka?
Tak, jak choćby przypadek kotki z rakiem jelita grubego, z wodobrzuszem, komórkami nowotworowymi, które rozsiewają się po całej jamie brzusznej.
Nie istnieje satysfakcjonujące leczenie raka jelita grubego z rozsiewem, również u ludzi (umiera z tego powodu coraz więcej mężczyzn). Mogę zaproponować tu bardzo nowoczesny lek blokujący receptory, ale o silnych skutkach ubocznych.
Opiekun pyta, czy lek nie zabije kotki. Owszem, istnieje takie ryzyko, ale jeśli go nie podejmiemy, kotka na pewno umrze w ciągu miesiąca. Podając lek, dajemy jej szansę na wydłużenie życia w samopoczuciu nie gorszym niż obecne.

Jakimi jeszcze innymi metodami walczy medycyna XXI wieku z nowotworami?
Tak naprawdę walka z nowotworami odbywa się dziś na płaszczyźnie immunologiczno-genetycznej, ponieważ istotą nowotworu jest błąd genetyczny. Na przykład kotu choremu na mięsak poszczepienny pobieramy krew, z której izolujemy komórki układu odpornościowego prezentujące antygen, homogenizujemy wycięty guz i z tych materiałów tworzymy szczepionkę zawierającą „gotowy sposób” na walkę z komórkami mięsaka.
Dysponujemy lekami, które są w stanie zablokować receptory na powierzchni komórek nowotworowych, co daje w rezultacie spowolnienie postępu choroby. Są leki uruchamiające mechanizm apoptozy (usuwania uszkodzonych komórek). Ale nadal nie znaleźliśmy wszystkich mechanizmów mutacji.

Jak teraz wygląda problem z mięsakami poszczepiennymi?
Obecne szczepionki zawierają mniej adiuwantów, czyli elementów drażniących, które przyczyniają się do powstania mięsaka. Niestety, co tydzień diagnozuję przypadek tego nowotworu, co jest konsekwencją wcześniejszych szczepień, nawet tych sprzed wielu lat. Dziś standardem jest szczepienie w środkowej części powłok brzusznych, gdzie nowotwór można łatwo znaleźć i usunąć poprzez wycięcie całej grubości tej powłoki. Kiedyś zalecaliśmy szczepienia w tylną łapę, wówczas, gdy pojawił się nowotwór, usuwało się go wraz z łapą.
Usunięcie powłoki brzusznej jest równie bezpieczne, a mniej traumatyczne dla kota niż pozbawienie go kończyny. Istnieje też specjalna szczepionka dla kotów z mięsakiem poszczepiennym, która wzmacnia odporność w miejscu nowotworu.

Czy istnieją szczepionki przeciwnowotworowe?
Jest szczepionka przeciw czerniakowi, ale tylko dla psów. Niestety, nie jest dopuszczona do użytku w UE, ale jako jeden z nielicznych lekarzy w Polsce posiadam specjalne pozwolenie do sprowadzania jej z USA. Polega na wprowadzeniu do genomu psa ludzkiego genu, w którym jest specjalny aminokwas (tyrozynaza) odpowiedzialny za produkcję czarnego barwnika w organizmie człowieka, zawierającego melaninę. Wprowadzenie do organizmu psa genu ludzkiego powoduje produkcję ludzkiej tyrozynazy. Organizm psa rozpoznaje tę produkcję jako wadliwą i zaczyna atakować wszystkie komórki, które produkują melaninę, w tym również komórki czerniaka! Takie sprytne wprowadzenie konia trojańskiego. Unia Europejska nie lubi modyfikacji genetycznych – w szczepionce jest fragment genomu człowieka! Opinie na temat szczepionki są więc rozbieżne, ale mimo że kosztuje ona w Stanach Zjednoczonych 1,5 tys. dolarów, sprowadzamy ją na życzenie polskich właścicieli psów. Niektóre źródła podają, że w przypadku kotów z tym rodzajem nowotworu (choć rzadko na niego chorują) ta szczepionka także działa!

Wykonuje pan trudny, odpowiedzialny zawód…
Tak, ale lekarz nie może sobie pozwolić na to, by usiąść i płakać, a proszę mi wierzyć, poziom emocji jest bardzo wysoki. Trzeba je móc wyłączyć, bo tylko przeszkadzają w obiektywnej ocenie sytuacji.
W onkologii ze śmiercią spotykamy się częściej niż w innych dziedzinach weterynarii. Dermatolog, okulista nie traci pacjentów, bo gdy mu się przydarzy przypadek nowotworu, to go odeśle do onkologa! Odejście każdego pacjenta boli, boli za każdym razem, ale najbardziej odbiera siły niesprawiedliwa ocena lekarzy weterynarii przez niektórych opiekunów, których zwierząt nie udało się uratować. Szukają winnego tego, że pies czy kot umarł, chcą karać za to, że nie dokonaliśmy cudu.

Obecnie w internecie można napisać wszystko, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności, nie podając nawet nazwiska… Jednak w większości opiekunowie są ludźmi świadomymi, wspaniale współpracują i umieją trzeźwo ocenić sytuację.
Czasem muszę też być nie tylko weterynarzem, ale i psychologiem. To niełatwe. Wymyśliłem jednak odskocznię w postaci gospodarstwa rolnego z kozami! Wyprowadzamy się całą rodziną z Warszawy i moim antidotum na stres będą moje kozy. Właśnie buduję koziarnię!

Ale nie zaprzestaje pan praktyki onkologicznej?
W żadnym wypadku. Nie zostawiłbym moich pacjentów. Ja w gruncie rzeczy kocham to, co robię i wierzę, że postęp w medycynie pozwoli mi na jeszcze skuteczniejszą pomoc.

Dziękuję za rozmowę.