mali krwiodawcy

Z lek. Wet. Jerzym Kemilewem rozmawia Barbara Sieradzan

 Parę lat temu suka naszego kuzynostwa wraz z kilkoma innymi psami oddawała krew dla chorego na hemofilię labradora Milusia.Tak dowiedziałam się o banku krwi, dziś noszącym jego imię. Milusia już nie ma, ale bank działa i ratuje życie psom i kotom.

Barbara Sieradzan: Jest Pan jednym z pary założycieli Weterynaryjnego Banku Krwi im. Milusia. Co słychać w tej placówce po paru latach działalności?
Lek. wet. Jerzy Kemilew:
Bank założyliśmy z kolegą Robertem Marczakiem w styczniu 2004 r., czyli 7 lat temu. W czerwcu 2006 r. nasze drogi się rozeszły, ja założyłem swoją działalność i teraz działają równolegle dwa banki obsługujące Warszawę i okolice. Od niedawna jest trzeci w Mikołowie na Śląsku. W jakimś sensie jesteśmy dla siebie konkurencją, ale jest to z korzyścią zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów, gdyż każdy może wybrać dogodniejszą dla siebie ofertę.
Czy można przedstawić jakąś przybliżoną statystykę dotyczącą dawców i biorców krwi. Ile zwierząt udało się uratować?
Są stali dawcy, jedni ubywają, inni przybywają. Tak naprawdę po pierwszej setce straciliśmy rachubę. To są już tysiące. Na początku, kiedy bank już był znany, sprzedawaliśmy kilkadziesiąt jednostek krwi na miesiąc, co daje kilkaset rocznie. Można powiedzieć, że są to setki, jeśli nie tysiące uratowanych zwierząt, ponieważ krew podawana jest zazwyczaj w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia. Wśród uratowanych koty stanowią jakieś 10-15 procent.
Jaki kot może być dawcą?
U kotów krew stanowi 6,5 proc. masy ciała. Dawcami mogą być koty o wadze nie mniejszej niż 5 kg i od nich pobieramy 50 ml krwi (jednostka „psia" to 450 ml od psa co najmniej 27-kilogramowego). Muszą to być zwierzęta zdrowe, zaszczepione, przebadane, z negatywną odpowiedzią na testy FIV i FeLV, mające aktualne badanie diagnostyczne - morfologiczne i biochemiczne, ze szczególnym uwzględnieniem stanu wątroby i nerek. Badania wykonujemy we własnym laboratorium na nasz koszt, ale zasadą jest, by dawcy rekrutowali się ze znanych nam kotów, będących pod naszą kontrolą i opieką. Mamy na przykład w Józefowie zaprzyjaźnione kocie siedlisko. Kotów jest kilkanaście, mieszkają w domu z ogrodem. Dobrze znamy te zwierzęta, łatwo więc byłoby zauważyć coś niepokojącego w zachowaniu czy samopoczuciu poszczególnego kota. Z zasady nie pobieramy krwi od zwierząt ze schronisk. A każdy honorowy, choć może nie dobrowolny krwiodawca, obdarowywany jest opakowaniem wysokogatunkowej karmy.
Czy pobranie krwi nie jest dla kota-dawcy niebezpieczne?
Przez siedem lat mojej pracy i parę tysięcy pobrań tylko dwukrotnie wystąpił problem, jeden związany z reakcją alergiczną na znieczulenie. Taka reakcja na narkozę może wystąpić zawsze, a niestety, kotom nie da się pobrać krwi „po dobroci". Kot nie jest zwierzęciem tak uległym i cierpliwym jak pies (i to też nie każdy), by usiedzieć bez ruchu kilkadziesiąt minut, zresztą dla niego taka forma pobrania jest o wiele mniej stresująca. Koci dawcy są przebadani pod czujnym okiem właścicieli (to oni decydują o ich krwiodawstwie). Oczywiście, może się zdarzyć, że czegoś się nie wychwyci, choroba jeszcze nie daje objawów. Tak najprawdopodobniej było w drugim przypadku, gdzie pobranie krwi u kota będącego już wcześniej krwiodawcą musiało być jednym z czynników ujawniających chorobę.
Czy ludzie chętnie przywożą swoich podopiecznych na krwiodawstwo?

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 104 czerwiec 2011

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl