Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

CZCIGODNY WIEK KOTA - cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 160 – LUTY 2016


Starość nie omija również kotów. Jednak to od nas, ich opiekunów, w dużym stopniu zależy, czy nasze domowe pupile będą długo żwawe, i czy ich życie nie będzie tylko szarą wegetacją.

O tym jak dbać o kota w jesieni życia, z lek. wet. Adamem Pietroniem z warszawskiej Przychodni Weterynaryjnej Hau-Miau rozmawia Barbara Sieradzan.


Barbara Sieradzan: Jak długo przeciętnie żyją koty – zarówno te domowe, jak i wolnożyjące?

Lek. wet. Adam Pietroń: Dużo, dużo dłużej niż kiedyś. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki warunkom, jakie im stwarzamy, dzięki opiece, jedzonku, które dostarczamy im wręcz w nadmiarze.
Domowe koty niewiele muszą, no może poza denerwowaniem się od czasu do czasu podczas wizyty u lekarza weterynarii. Ich średnia długość życia to 15–17 lat.
Co do kotów wolnożyjących, przyjmuje się, że maksymalny, uśredniony wiek wynosi 5–7 lat. To tylko szacunki, brak bowiem tutaj danych statystycznych. Cóż, łatwo nie mają, żyją w dużych skupiskach, narażone na choroby wirusowe, które atakują wszystkie układy kociego organizmu (na przykład kaliciwiroza – układ oddechowy, nerki, wątrobę, mięśnie, nawet serce). Ich wrogiem są szybko jeżdżące samochody, luzem puszczane psy, ale też i nieżyczliwi zwierzętom ludzie. Znane są przecież przypadki trucia kotów piwnicznych czy inne okrutne ludzkie zachowania.
Zatem koty, które mają zapewniony dach nad głową, właściwe pożywienie, ciepło, ograniczony stres (całkiem wyeliminować się go nie da), w razie potrzeby opiekę medyczną – żyją dłużej. Nie bez znaczenia są również ich geny.

No właśnie. Czy prawdą jest, że dachowce żyją dłużej?

Kiedyś istniał taki pogląd, że zwiększanie puli genowej i dobór tych genów wpływały pozytywnie na funkcjonowanie organizmów zwierząt. Ale wszystko zależy od tego, jakie geny ulegają uwydatnieniu. Wydawałoby się, że im bardziej się je miesza, tym lepsze geny powinny się uwydatnić.
Ale to się sprawdza w naturalnym ekosystemie, w sytuacjach bardzo prymitywnych, gdzie nie ma ingerencji człowieka, gdzie zwierzęta ulegają naturalnej selekcji poprzez choroby bądź z powodu innych drapieżników. Wówczas giną słabsze osobniki i dochodzi do wyodrębnienia puli najsilniejszych genów. I wówczas geny chroniące najmocniejsze zwierzęta są powielane.
Jeśli chodzi o nasze domowe koty, ingerencja ludzka jest gigantyczna, nawet jeśli chodzi o tak zwane koty uliczne, wolnożyjące. Te koty są dokarmiane, doleczane, opiekunowie często regulują ich płodność poprzez kastracje czy podawanie leków hormonalnych, wcale nieobojętnych dla ich organizmów. Nie dochodzi więc do selekcji naturalnej materiału genetycznego, a raczej do tej negatywnej. Zwierzęta te żyją też w dużych skupiskach, na ograniczonym terenie, więc siłą rzeczy dochodzi do inbredowania, czyli kojarzenia krewniaczego. Utrzymujemy przy życiu słabsze osobniki, które pozostawione bez naszej pomocy nie poradziłyby sobie i uległy naturalnej selekcji, a one, mnożąc się, powielają niewłaściwe geny. Uważam, że coraz częściej spotykamy się z sytuacją powielania tych złych cech, a nie wynoszenia dobrych. A więc z jednej strony ratujemy koty, a z drugiej pogarszamy stan całej populacji.

W jakim wieku kot staje się seniorem?
Ze względów lekarskich uznajemy, że wiek senioralny zaczyna się między 7 a 10 rokiem życia kota. Ta granica jest dosyć ruchoma, choćby dlatego, że są różne rasy kotów, różne typy zwierząt: mniej lub bardziej obciążone (miały w swoim życiu różne doświadczenia, przeszły różne choroby). Na to, kiedy kot staje się seniorem, wpływają przebyte choroby kostne, choroby układu oddechowego, moczowego. Dokładnie tak jak u ludzi: zużycie organizmu powoduje wcześniejsze starzenie się.
Dlaczego starzeją się więc tak wcześnie, zważywszy na długość ich życia? Myślę, że dlatego, iż zwierzę zostało „obliczone” przez naturę na krótsze życie, takie, jakie ma w warunkach naturalnych. Stare, niesprawne nie ma szans przeżyć na wolności, a więc najczęściej starości nie dożywa.
Uświadomienie sobie faktu, że nasz kot jest już stary w wieku 7 lat, kiedy spokojnie biega po meblach i zrzuca wazony, jest trudne dla opiekuna.


Należy zacząć baczniej obserwować zwierzę. Uzmysłowić sobie, że musimy zrobić więcej, niż do tej pory, żeby żyło ono jak najdłużej. Być może pomyśleć o zmianie diety, wspomaganiu stawów, dostarczaniu większej ilości wrażeń. Im więcej bodźców będziemy kotu dostarczać, tym dłużej jego system nerwowy będzie sprawny, a kot nie zapadnie na demencję.

Jak u starszych kotów sprawują się stawy?

Koty są lepiej skonstruowane niż ludzie. Jeśli nawet dosyć wcześnie pojawiają się u nich problemy ze stawami, to o wiele później zaczynają o nich „mówić”. Lepiej sobie z nimi radzą, ponieważ cieszą się wyższą od naszej sprawnością fizyczną – lepszy jest ich indeks kostno-mięśniowy.
Mają lekkie kości i dosyć dużą masę mięśniową; kocie kości co prawda nie są zbyt wytrzymałe, ale za to rewelacyjnie się goją. Ich kościec ma tak olbrzymie możliwości naprawcze, że, przytaczając żart profesora z wydziału chirurgii i ortopedii, „kawałki kości kota rozrzucone w jednym pokoju i tak się zrosną”.

Czy koty chorują na osteoporozę?
Może nie jest to typowa osteoporoza, ale w wieku starczym u kota może zmniejszyć się wysolenie masy kostnej solami mineralnymi. Dzieje się tak z powodu chorób nerek, z utraty fosforu; razem z fosforem ucieka z organizmu wapń. Widać to zwłaszcza na zdjęciach rentgenowskich: kościec staje się dziurawy i tak to opisujemy, jak przy osteoporozie. Nawet gdy dochodzi do utraty masy kostnej, to i tak koty nieźle sobie z tym radzą.
Leczenie jest trudne, gdyż suplementacja wapnia i fosforu jest bardzo słabo wchłaniana, a w starszym wieku dodatkowo obciąża kocie nerki. Poza tym koty w starszym wieku chorują często na tarczycę i przy podawaniu wapnia i fosforu może być zakłócona praca przytarczyc.

A gdyby stosować u kotów coś bardziej naturalnego, zawierającego wapń, na przykład sok z młodego jęczmienia? Na pewno wchłania się lepiej niż z czystej, przetworzonej chemii?

Zapewne warto się tym interesować. W leczeniu zwierząt stosuje się wiele naturalnych metod.

Na przykład mogę polecić olej z czarnuszki do skutecznego podnoszenia odporności, warto stosować go w przebiegu chorób wirusowych.
Można go kupić w wielu sklepach spożywczych czy ze zdrową żywnością. Podawany kotu po łyżeczce od herbaty trzy razy w tygodniu na pewno zrobi mu dobrze.
Wróćmy do stawów. Podlegają one takim samym procesom zwyrodnieniowym jak u ludzi i psów, ale z mojego doświadczenia wynika, że następuje to później. Niestety, często sami opiekunowie przyspieszają czy wręcz powodują chorobę stawów poprzez… podawanie kotu wątróbki, zwłaszcza surowej. Jest to niewątpliwie dla wielu kotów przysmak, ale powoduje hiperwitaminozę A, która z kolei przyczynia się do zwyrodnień stawów. Owa nadwyżka witaminy A powoduje nadaktywność okostnej, ta z kolei produkuje pseudo zwyrodnieniowe zmiany; przeka
rmiane wątróbką roczne, dwu -, trzyletnie koty mogą mieć już wielkie problemy ruchowe. Tak więc niewłaściwa dieta może być niekorzystna dla nich w każdym wieku.
Nasze koty najczęściej prowadzą monotonny tryb życia, głównie od miski do kanapy, bądź od miski w pobliże kaloryfera, czy też komputera, skąd emanuje ciepło. Nie mając za dużo ruchu, późno objawiają nam swoje problemy stawowe.
Koty wychodzące lub te, którym wymyślamy różne atrakcje, stale ćwiczą, „smarują” stawy w naturalny sposób. Poprzez naszą ingerencję, o czym już wspominaliśmy, powielamy zmiany utrwalające się w genotypie. Kociaki dziedziczą taką skłonność, a ta po wielokrotnym powieleniu staje się trwałą wadą. Potwierdza to fakt, że w gabinecie pojawiają się coraz młodsze koty z problemami zwyrodnienio
wymi stawów. By te zmiany spowolnić, można podawać kotom suplementy; są już obecnie opracowane konkretnie dla kotów – w formie żeli, płynów. Działają bardzo dobrze i starszemu kotu warto ze dwa razy do roku profilaktycznie taką kurację zafundować, a w razie istniejącej już choroby zastosować dawki lecznicze bez konieczności podawania leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych.

Jak u kociego emeryta działają zmysły: wzrok, słuch, węch, smak?
W przypadku kotów zmysły zostają aktywne do końca życia, stępiają się o wiele mniej niż na przykład psom. Ale też koty są o wiele mniej udomowione. Tak naprawdę żyją u nas, ale nie z nami. Genetycznie i fizycznie nie są tak uzależnione od nas jak psy. Te ostatnie polują w stadzie, kot jest samotnym łowcą. Jego pożywieniem są ptaki, drobne, bardzo szybkie gryzonie, a więc zdobywanie pokarmu wymaga od nich bardzo wysokiej sprawności. Kot ze stępionymi zmysłami nie przeżyje. Oprócz zaćmy, spowodowanej zresztą innymi chorobami, nie zauważyłem specjalnych problemów ze zmysłami u kota. Pogarsza się smak (a może polepsza?) i koty z wiekiem stają się bardziej wybredne. Dlatego też karmy dla kocich seniorów są lepiej dosmaczane, tłustsze i zawierająwięcej białka – w starszym wieku ze względu na słabszą pracę wątroby zarówno trudniej białko przyswoić, jak i je przerobić.

Czy koty zapadają na demencję?
Tak, ale moim zdaniem demencja nie wynika z wieku, ale raczej z procesów chorobowych. Często

podejrzewamy naszego kota o demencję, bo leży i nic mu się nie chce, a to my sami spowodowaliśmy u niego taki stan poprzez zafundowanie mu nadwagi czy braku bodźców. Nie stwarzamy mu warunków, by chciał być aktywny. Nie utrudniamy mu przyjmowania pokarmów poprzez umieszczanie karmy w różnych miejscach, na przykład na półkach, żeby sobie zapolował. Oczywiście, kot 18-letni nie będzie mentalnie identyczny jak 5-letni, ale przy odpowiednich warunkach wcale nie musi popaść w demencję. Zdarza się, że starsze koty wokalizują, często w nocy. Sądzę, że bardziej jest to zniecierpliwienie niż demencja. Koty szkolą (by nie rzec: tresują) nas przez cały czas wspólnego życia i na starość oczekują naszej szybszej reakcji.
Z mojej praktyki wynika, że nocna wokalizacja starszego kota może oznaczać niezadowolenie z czegoś lub zwiastować problemy z nadczynnością tarczycy, związane na przykład z gruczolakiem tego organu. Trzeba więc być czujnym i kota obserwować. Ze dwa razy do roku określić wskaźnik T4 i w razie jego zwyżki zgłosić się do lekarza. Jest to schorzenie, które dobrze zdiagnozowane daje się skutecznie leczyć.

Jak możemy osłodzić kotu starość?
Oczywiście robiąc to, czego nie powinniśmy: urozmaicać mu jedzenie. Poza dietą codzienną dać mu od czasu do czasu coś ulubionego, nawet jeśli to wykroczenie dietetyczne. Sprawić mu radość, na przykład kładąc poduszki na parapecie, by mógł sobie obserwować ptaszki, a przy okazji mieć ulubione ciepełko. Zainstalować akwarium i wpuścić tam bojownika – będzie miał swój telewizor. Dać mu nową piłeczkę czy pluszową myszkę. Położyć mu poduszki przy kanapie, żeby łatwiej mu było wchodzić. Poświęcić mu więcej czasu i uwagi – oczywiście, jeśli sobie tego życzy. Wszystko to, co podniesie mu komfort życia.
Ale nie wolno przestawiać mu ulubionego fotela w inne miejsce, bo dla kotów, zwłaszcza starych, bardzo ważne są przyzwyczajenia. Duże, całościowe zmiany nie są dobre, ale też całkowity brak zmian nie wpływa stymulująco na kocią psychikę. Można też zastanowić się nad zafundowaniem mu odpowiedniego towarzysza życiowego. Nawet jeśli początkowo spowoduje to jego niezadowolenie, to ten drobny poziom stresu wprowadzi jakiś ruch w jego życiu. Szczególnie u takiego kota, któremu drogi życiowe wyznaczają lodówka, kanapa i kaloryfer. Koty są stworzone do aktywnego trybu życia, a my im robimy krzywdę, przerabiając je na zwierzęta kanapowe.
Tym towarzyszem może być kot, ale może być i pies. Czasem połączenie kota z psem jest lepsze niż dwa koty – wiem to z autopsji. Kot z psem się ostatecznie dogada, a kot z kotem nie zawsze.
Nawet zdominowany przez kota pies znajdzie sobie swoje miejsce w stadzie i nie będzie z tego powodu cierpiał. Konkurencja zmobilizuje kota do ruchu, do aktywności, do dbania o swoje życie, do aktywności w stosunku do nas.
Nawet jeśli się eksperyment nie uda, co zdarza się rzadko, warto taki trud podjąć. Ma to jeszcze jeden pozytywny aspekt, może nie najważniejszy, ale dobry dla nas: posiadanie zwierzęcia „na zakładkę”. Nie pozostaje się z pustką w domu i z bólem w sercu. Ale z przyjacielem, który dzieli naszą stratę.

Dziękuję za rozmowę.