Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

PANI ADWOKAT OD SPRAW ZWIERZĄT – Rozmowa z Karoliną Kuszlewicz – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 187 MAJ 2018

Adwokat Karolina Kuszlewicz jest wyjątkową postacią wśród osób wykonujących zawód prawnika. Zajmuje się prawami zwierząt i interweniuje wszędzie tam, gdzie psom, kotom, ptakom, a nawet karpiom dzieje się krzywda. O wszystkim, co dotyczy dobrostanu zwierząt w Polsce, o zmianach w prawie oraz o własnych zawodowych doświadczeniach na tym polu pisze na blogu
www.wimieniuzwierzat.com. Z Karoliną Kuszlewicz rozmawia Ania Dąbrowska.

Kocie Sprawy: W którym momencie postanowiła pani poświęcić część swojego zawodowego życia prawom zwierząt i co wpłynęło na tę decyzję?
Karolina Kuszlewicz: Od pierwszego roku studiów mówiłam, że moim celem jest zostanie „adwokatem zwierząt”, choć mało kto ze środowiska prawniczego wierzył w powodzenie mojej drogi. Nie była to jednak fanaberia ani chwilowa zachcianka, ponieważ od dzieciństwa byłam wrażliwa na los zwierząt. Pamiętam, jak nie godziłam się na zamykanie ślimaków w słoikach przez moich rówieśników. Oczywistym było dla mnie, że każde zwierzę odczuwa radość i cierpienie, a naszym obowiązkiem jako ludzi jest akceptacja świata zwierząt i dbanie o ich dobro. Gdy dorosłam, uznałam, że prawo również musi się wreszcie pochylić nad tym tematem. Napisałam więc pracę magisterską o prawnej ochronie zwierząt, a następnie odbyłam aplikację adwokacką.
Nieocenionym wsparciem była dla mnie rodzina. Wspólnie uważaliśmy, że w Polsce trzeba rozpocząć poważną debatę prawną o ochronie zwierząt. Od tego czasu minęło 10 lat i wiele się zmieniło. Jestem adwokatem, a moja kancelaria specjalizuje się w sprawach ochrony zwierząt. Wiem, że poszłam właściwą drogą.

Na jakie trudności napotyka pani wswojej pracy?
Najczęstszy problem, to brak zrozumienia powagi tych spraw. Niestety nadal wśród wielu osób pokutuje przekonanie, że ochrona zwierząt to temat mniej ważny niż choćby temat podatków, nieruchomości czy prawa spółek. Nic bardziej mylnego, bo przecież mamy do czynienia z żywymi istotami i walczymy o wolność od bólu i cierpienia, czyli walczymy o pryncypia. Problemem niestety jest często lekceważący stosunek organów ścigania, do których przecież jako pierwszych należy się zgłosić, jeśli dowiadujemy się o znęcaniu nad zwierzęciem. Od reakcji policji zależeć może dalsze przeżycie cierpiącego zwierzęcia i ze smutkiem stwierdzam, że jest zbyt dużo opieszałości w tym zakresie.
Wyzwaniem w mojej codziennej pracy jest też dla mnie stykanie się z okrucieństwem i brutalnością. Często jest tak, że spędzam z jakąś organizacją z drugiego końca Polski pół nocy na telefonie, bo właśnie interwencyjnie odbiera bardzo cierpiące zwierzę i konieczne jest wsparcie prawne. Akta spraw, które prowadzę, są specyficzne – jest w nich wiele cierpienia, bardzo trudnych zdjęć lub filmów do analizy, obrazy, które wgryzają się w głowę, ale też motywują do tego, by sprawa znalazła finał w sądzie. Żadna kara nie przywróci zwierzęciu życia czy nie odwróci jego krzywdy, ale jednocześnie ważne jest, by sprawcy przestali czuć się bezkarni.

W jaki sposób polskie prawo chroni zwierzęta przed przemocą? I jakie prace są prowadzone, by lepiej chroniło ono zwierzęta?
Podstawowym aktem prawnym jest ustawa o ochronie zwierząt. W 1997 r. uznano w końcu, że zwierzę nie jest rzeczą, jest istotą czującą, zdolną do odczuwania cierpienia. Truizm, ale był potrzebny. W ślad za tym stwierdzeniem ustawa o ochronie zwierząt za naczelną uznała zasadę ich humanitarnego traktowania, wyrażoną w art. 5. Oznacza ona, że każde zwierzę powinno być traktowane w sposób uwzględniający jego potrzeby, zapewniający mu opiekę i ochronę. Dotyczy to zarówno zwierząt domowych, jak zwierząt hodowlanych, a także wolnożyjących. Nasze prawo zabrania znęcania nad zwierzętami i uśmiercania ich, poza wyjątkami określonymi w ustawie.
Zatrzymajmy się chwilę przy znęcaniu, bo jest to istota ochrony zwierząt przed przemocą. Znęcanie nad zwierzętami to przestępstwo zagrożone karą do 3 lat więzienia, a w przypadku działania ze szczególnym okrucieństwem grozi kara od 3 miesięcy do lat 5. Ustawa określa, że znęcanie polega na zadawaniu bólu lub cierpień zwierzęciu albo świadomym dopuszczaniu do tego, a następnie wymienia przykłady, takie jak bicie zwierzęcia, utrzymywanie go w stanie rażącego zaniedbania, transport wywołujący zbędne cierpienie, brak zabezpieczenia przed warunkami atmosferycznymi, głodzenie itp. Ważne jest, że są to jedynie przykłady, a zatem jeśli intuicyjnie czujemy, że zwierzęciu wyrządzona jest krzywda, to nie musimy szukać, czy to konkretne zachowanie jest wskazane w ustawie. Ustawodawca nigdy nie wpisze do prawa wszelkich przejawów okrucieństwa, dlatego posługuje się ogólnymi określeniami, jak ból i cierpienie. Ważne również, że przestępstwo popełnia nie tylko osoba, która bezpośrednio krzywdzi zwierzę, ale również taka, która do tej krzywdy świadomie dopuszcza. Przykładowo, jeśli opiekun chorego, cierpiącego kota nie poddaje go leczeniu, wówczas również może być odpowiedzialny za znęcanie się nad tym zwierzęciem. Niestety ta zasada humanitarnego traktowania zwierząt dziś doznaje wielu wyjątków, w mojej ocenie zbyt wielu. Przykładem jest hodowla zwierząt na futra, związana z utrzymywaniem ich przez całe życie w małych klatkach, bez dostępu do naturalnego środowiska; czy wykorzystywanie zwierząt w cyrkach – na przykład zmuszanie tygrysa do skakania przez płonącą obręcz. Dlaczego tygrys skacze? Bo ten wielki, silny, wolny (z natury) i dziki drapieżnik został złamany przez człowieka. Prawdopodobnie okaleczono go fizycznie, piłując mu pazury lub zęby, i psychicznie – zmuszając podczas tresury do robienia sztuczek kompletnie sprzecznych z jego naturą i instynktem. Przecież to zwierzę panicznie boi się ognia. Nasuwa się więc pytanie, jak bardzo musi bać się swojego tresera, że woli jednak w ten ogień skoczyć? Wielki kot, wolne zwierzę, które powinno w swoim życiu przemierzyć setki kilometrów, spędza kilkanaście lat zamknięte w klatce i na cyrkowym wybiegu.
Między innymi tego dotyczy znajdujący się aktualnie w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt – chce zakazać hodowli zwierząt na futra, wykorzystywania zwierząt w cyrkach, czy trzymania psów na łańcuchach.

Na jakie przepisy prawne możemy się powoływać jako obywatele, kiedy widzimy, że zwierzęciu dzieje się krzywda?
Przede wszystkim trzeba reagować. Dla skutecznej walki z przemocą niezbędne jest wyzbycie się obojętności. Jeśli wiemy albo choćby podejrzewamy, że gdzieś dzieje się krzywda, zawiadamiajmy policję. Jeśli mamy dokumentację, zdjęcia lub filmy, przekażmy je policji i złóżmy formalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Następnie przekażmy również tę wiedzę organizacji pozarządowej, której statutowym celem jest ochrona zwierząt, ponieważ taka organizacja może występować w sprawie karnej w charakterze pokrzywdzonego. Oznacza to, że będzie mogła złożyć zażalenie, jeśli policja bezpodstawnie umorzy postępowanie, będzie mogła składać wnioski dowodowe, a w postępowaniu sądowym – będzie oskarżycielem posiłkowym. To zdecydowanie zwiększa powodzenie takiej sprawy.

Dzwoniąc na policję w sprawie przemocy wobec zwierzęcia, warto powołać się na ustawę o ochronie zwierząt, wskazując, że zgodnie z art. 35 ust. 1a znęcanie nad zwierzętami jest przestępstwem, a jego znamiona z art. 6 ust. 2 polegają na zadawaniu bólu lub cierpień zwierzęciu, z czym mamy do czynienia w danej sprawie. Warto również wiedzieć, że jeśli wobec zwierzęcia dochodzi do przemocy, to nie trzeba czekać na wyrok w sprawie karnej, by zwierzę zabezpieczyć. Może być ono odebrane na podstawie decyzji wójta, burmistrza albo prezydenta miasta, dlatego również ten organ warto zawiadomić, co wynika z art. 7 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt.

Jeśli z kolei zwierzę potrzebuje pilnej, niezwłocznej pomocy, bo jego dalsze przebywanie u właściciela lub opiekuna zagraża jego zdrowiu lub życiu, wówczas odebranie go jest obowiązkiem policji, straży gminnej albo organizacji społecznej, której statutowym celem jest ochrona zwierząt. Warto czasem wręcz tego zażądać. Wynika to z art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt.

Chciałabym zapytać o prowadzonego przez panią bloga? Skąd taka potrzeba i jakich informacji najczęściej szukają odwiedzający go goście?
Założyłam go, by dzielić się swoją wiedzą z tymi, którzy na co dzień działają na rzecz zwierząt. Piszę przystępnym językiem o tym, jak w praktyce korzystać z ustawy o ochronie zwierząt.

Czytelnicy bloga najczęściej poszukują porad. Przykładowo: jak pomóc psu, który trzymany jest przez lata na łańcuchu; albo dlaczego koty wolnożyjące mogą przebywać na ogródkach działkowych, a zakazy utrzymywania zwierząt wydawane przez zarządy nie dotyczą tych kotów.
Zawsze podaję przepisy, na które się można powołać. Chcę wyposażyć zwykłego człowieka w argumenty natury prawnej, dzięki którym będzie silniejszy w walce o dobro zwierząt.

Co robiła pani podczas Festiwalu Woodstock w 2017 roku? To dość nietypowe miejsce na mówienie o prawach zwierząt?
Prowadzę działalność edukacyjną, ponieważ wierzę, że tylko podnoszenie wiedzy i budowanie empatii może przyczynić się do tego, że prawo wobec zwierząt będzie przestrzegane. Z wielką przyjemnością prowadzę warsztaty, szkolenia, zajęcia terenowe dla różnych grup – od dzieci, przez młodzież szkolną czy studencką, do dorosłych. Dla policji czy organizacji pozarządowych prowadzę szkolenia na wysokim poziomie merytorycznej wiedzy, zaś dla dzieci czy młodzieży – opracowuję scenariusze lekcji, które przenoszą nas za pomocą wyobraźni i kilku rekwizytów do sądu. Wspólnie wcielamy się w rolę zwierząt i staramy wypowiedzieć w ich imieniu.
Lubię wykraczać poza stereotypy i dlatego byłam w ubiegłym roku na Przystanku Woodstock. To ogromny festiwal, gdzie corocznie przebywa kilkaset tysięcy osób – czemu i tam nie porozmawiać o prawach zwierząt? W tym roku również tam jadę, by wraz z innymi adwokatami przekazywać bliskie nam wartości.

Jakich zwierzęcych towarzyszy ma pani pod swoją opieką?
Aktualnie mieszka ze mną Zirka – pies, kundel, ale nie bury, lecz krwi północnej, po swojej mamie w typie husky. Jest ze mną już ponad 9 lat, ale historia Zirki do łatwych nie należy. Jej matka oszczeniła się na budowie pod Warszawą. Pieski przeżyły tak kilka miesięcy, dokarmiane przez pracowników budowy. Niestety matka szczeniąt zginęła pod kołami samochodu i wówczas ludzie zaczęli organizować domy dla maluchów. Jeden taki, zupełnie zdziczały, trafił do mnie. Gdy się oswoił, zrodziła się ogromna miłość. Nazwałam go, a w zasadzie ją, bo to suczka - Zirka, co znaczy „gwiazda”. Zirka ma błękitne mądre oczy, jest wspaniałą przyjaciółką i stałą bywalczynią mojej kancelarii.
Z kolei mój rodzinny dom, w którym się wychowałam, to dom kocio-psi, więc z „kocimi sprawami” często mam do czynienia. Zresztą jednego kociaka ściągnęłam kiedyś z ruchliwej drogi. Miał zaledwie kilka tygodni. Odkarmiliśmy go i przeżył z nami wiele dobrych lat.

Dziękuję za rozmowę!

Adwokat Karolina Kuszlewicz w internecie:
www.wimieniuzwierzat.com/
www.facebook.com/wimieniuzwierzat/
www.instagram.com/adwokatka_zwierzakom/