Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

Z KOTEM NA SMYCZY – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 165-166 – LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Tekst: behawiorystka, lek. wet. Dagmara Mieszkis-Święcikowska

Zdjęcia: Izabela Ewert, Kotka Majka

Jeszcze kilka lat temu widok kota spacerującego na smyczy w towarzystwie opiekuna wzbudzał duże zainteresowanie otoczenia. Wiele osób nie mogło uwierzyć, jak tak niezależną jednostkę, jaką jest mruczek, można zdyscyplinować i nauczyć chodzenia przy nodze. Wśród kociarzy funkcjonowało też przekonanie, że szkolenie kota mija się z celem, gdyż nie jest on zwierzęciem pokornym, ma wrodzony instynkt drapieżcy i nie lubi, gdy coś mu się narzuca. Dla wielu widok futrzaka ubranego w kolorowe szelki z przypiętą do nich smyczą wydawał się śmieszny, a nawet dziwaczny.

W końcu miłośnicy kotów podzielili się na dwie grupy: na zwolenników i przeciwników kociego spacerowania.

Domowy leniwiec
Udomowienie kotów spowodowało, że wiele z nich zatraciło wrodzony instynkt typowy dla drapieżcy – odbywania wędrówek, zdobywania i patrolowania rewiru. Polowania stały się często tylko zabawą. Przekarmiane przez opiekunów koty zaczęły preferować siedzący tryb życia, stały się typowymi domatorami i kanapowcami.
Dla kotów przyzwyczajonych od kociaka do czterech ścian opuszczenie domowego zacisza stało się więc bardzo stresującym przeżyciem, z którym trudno im sobie poradzić. Najważniejszy jest dla nich spokój, przewidywalność działań domowników, poczucie bezpieczeństwa. Zwierzęta szybko przyzwyczajają się też do wszelkich wygód, takich jak czysta kuweta, ciepłe i wygodne legowisko, dostęp do smacznego pożywienia. Nic więc dziwnego, że kot szybko znalazł plusy przebywania w domowym zaciszu, leżąc na kanapie, siedząc na okiennym parapecie czy beztrosko patrząc z okna na świat.

Niebezpieczny świat zewnętrzny
Oczywiście nie wszystkie koty są typowymi domatorami. Wśród udomowionych osobników zdarzają się i takie, które nie mają nic przeciwko wychodzeniu na zewnątrz i poznawaniu świata.
W tej grupie przeważają jednak koty młode, aktywne płciowo, o ekstrawertycznej naturze.

Z kociego punktu widzenia samodzielne, swobodne zwiedzanie okolicy wydaje się najbardziej interesujące. Jednak opiekunowie mając na uwadze bezpieczeństwo swoich podopiecznych, rzadko zgadzają się na takie samotne wojaże.
Przecież o nieszczęśliwy wypadek z udziałem mruczka na ulicach nietrudno.

Koty znajdujące się poza domem bez opiekuna mogą popadać w konflikty z innymi zwierzętami, zwłaszcza z kotami i psami. Mogą też łatwo wpaść pod samochód. Zagrożeniem dla czworonogów są również ludzie, zwłaszcza osoby, które nie lubią kotów i nie mają skrupułów przed wyrządzeniem im krzywdy. Poza tym kot swobodnie spacerujący po okolicy może zostać uznany za zwierzę bezpańskie. Takie mruczki są na ogół wyłapywane i umieszczane w schroniskach.

Nie wolno zapominać też o tym, że swobodne wypuszczanie kota z domu niesie dla niego duże ryzyko zdrowotne, także dla jego opiekunów.
Warto więc zabezpieczyć go czipem, odpowiednimi szczepieniami i systematycznie odrobaczać.

Jednak gdy mieszkamy w niebezpiecznej dla kota okolicy, nie trzeba całkowicie rezygnować z jego wyjść poza próg domu, zwłaszcza gdy mruczek ma wielką potrzebę poznawania świata i obcowania z naturą lub gdy przed trafieniem pod nasz dach był wychodzący i teraz bardzo mu tego brakuje. W takiej sytuacji doskonale sprawdzą się wspólne spacery z kotem na smyczy.

              

Nauka chodzenia na smyczy
Nauczenie kota chodzenia na smyczy wcale łatwe nie jest, ale nie oznacza to, że jest niemożliwe. Wystarczy odrobina wysiłku, cierpliwość i zaangażowanie ze strony opiekuna.
Taka nauka powinna rozpocząć się jak najwcześniej. Najlepiej, jeśli oswajanie ze smyczą przypadnie na 3–6 miesiąc życia czworonoga. Kociętom zdecydowanie łatwiej i szybciej przychodzi akceptacja „wyjściowej uprzęży”, czyli szelek i smyczy. Zwierzęta w młodym wieku z natury są bardziej otwarte, ciekawe świata, więc zdecydowanie łatwiej i chętniej nabywają nowych umiejętności. Starsze koty są znacznie bardziej oporne na naukę. Mają już swoje przyzwyczajenia, nie lubią zmian, nie chcą być nakłaniane do nieznanych działań. Nic więc dziwnego, że w szelkach i smyczy protestują, okazują niezadowolenie. Z czasem jednak i one w większości przypadków zaczną się do tego przekonywać, gdy poznają plusy spacerów.

Naukę chodzenia na smyczy zawsze rozpoczynamy w domu. Treningi powinny odbywać się codziennie i przebiegać w spokojnej, miłej atmosferze. Nie mogą być zbyt długie, zwłaszcza w początkowym okresie, gdyż tylko zniechęcą kota. W pierwszym etapie zapoznajemy czworonoga z wyglądem i zapachem uprzęży. Te bodźce wizualne i zapachowe są bardzo istotne dla każdego mruczka. Elementy kociego ekwipunku spacerowego (smycz, szelki) powinny stale znajdować się w jego polu widzenia. Najlepiej położyć je w pomieszczeniu, w którym kot najczęściej przebywa.
Następnie można spróbować ubrać go w szelki. Szelki muszą być dopasowane wielkością do gabarytów kota. Nie mogą być ani za duże, ani za małe. Powinny być wykonane z wysokiej jakości materiałów, zaopatrzone w specjalne elementy służące do regulacji. Zdecydowanie odradza się używania tylko obroży, która może okazać się nieskuteczna i mało bezpieczna dla kota w czasie spaceru. Może uciskać okolicę krtani, kiedy opiekun zbyt mocno napnie smycz. Poza tym kot przestraszony w czasie spaceru zdecydowanie łatwiej oswobodzi się z obroży niż z szelek, a w panice może uciec w nieznane.
Zakładanie szelek kotu najlepiej praktykować po posiłkach, gdy najedzone zwierzę odpoczywa. Wówczas jest nie tylko bardziej leniwe, ale i zadowolone. Dobrze jest ustalić w kocim harmonogramie stałą porę na „szelkowe szkolenie”. W ten sposób kot szybciej przyzwyczai się do tej codziennej czynności, co z pewnością ułatwi przedsięwzięcie.
W początkowym okresie oswajania się z uprzężą zwierzę może protestować. Może stać się nadpobudliwe: skakać, turlać się po podłodze, głośno nawoływać bądź przeciwnie – zastygać w bezruchu. To kocie zacho wanie ma na celu zwrócenie uwagi otoczenia, że coś jest nie tak. Jeżeli kot zaczyna okazywać duże zdenerwowanie, należy przerwać próbę i zdjąć szelki z czworonoga. Dopiero gdy negatywne emocje opadną, można spróbować ponownie je założyć.
Dodatkową zachętą dla kota mogą okazać się smakołyki. Sprawdzą się one przede wszystkich u łasuchów. Istotne, aby szelkowe zmagania i późniejsze noszenie spacerowego ekwipunku kojarzyło się zwierzakowi z czymś przyjemnym, a przynajmniej było dla niego neutralnym przeżyciem i nie wzbudzało negatywnych emocji.
Dobrze, jeśli treningi spacerowe przeplatają się z elementami zabawy. Aktywności ruchowe typu: pogoń za nakręcaną myszką, piórkiem nanizanym na kawałek sznurka czy papierową kulą – potrafią skutecznie rozluźnić mruczka, pozwalają mu na dłuższą chwilę zapomnieć o trudach szkolenia. Koty beztrosko się bawiąc, szybko zapominają o noszeniu niewygodnych szelek, a jednocześnie się z nimi oswajają.

Kiedy mruczek zaakceptuje już szelki i nauczy się w nich swobodnie chodzić, można przejść do kolejnego etapu spacerowego szkolenia, czyli dopięcia do szelek smyczy. Na rynku zoologicznym dostępnych jest wiele modeli smyczy dla kotów. Tradycyjne, automatyczne, skórzane, wykonane z syntetycznych materiałów. Jest więc w czym wybierać. Na co jednak powinniśmy zwrócić uwagę? Najważniejsze, aby smycz nie była ani zbyt długa, ani zbyt krótka. Najlepsza jest taka mająca około dwóch metrów długości.
Za krótka smycz zbyt mocno ograniczy kota, utrudni mu poruszanie się. Z kolei zbyt długa uprząż może powodować, że zwierzę zacznie wymykać się spod naszej kontroli. Może gubić spacerowy rytm, plątać się w smyczy, tracić grunt pod łapkami.

Rzadko któremu kotu smycz od razu przypadnie do gustu. Kot musi przyzwyczaić się do poruszania na uwięzi. Niewskazane jest prowadzanie czworonoga na smyczy zaraz po doczepieniu jej do szelek. Lepiej, jeśli przypięta do szelek smycz będzie puszczona luźno, wręcz będzie ciągnęła się za kotem po ziemi. Wijąca się jak wąż uprząż będzie przykuwała kocią uwagę, wydając szeleszczące dźwięki. Zaciekawiony smyczą kot może nawet próbować polować na jej ruchomy koniec lub uciekać przed goniącym go „wężem”. Powinniśmy wtedy uważnie obserwować poczynania pupila i nagradzać każdy postęp smakołykiem lub pieszczotą.
Kolejnym krokiem w nauce chodzenia kota na smyczy jest chwycenie wolnego jej końca przez opiekuna. Nie wolno nam jednak zbyt mocno naprężać smyczy ani wywierać zbyt dużej presji na czworonogu. Powinniśmy raczej podporządkować się kotu, podążając w kierunku wybranym przez podopiecznego. Spacerowe postępy w domu powinny być nagradzane.

Jeśli opiekun stwierdzi, że jego kot opanował dobrze umiejętność poruszania się na smyczy w czterech ścianach, może zaplanować swój pierwszy spacer ze zwierzakiem w plenerze.

Spacer w plenerze: uprząż i transporter
Pierwsze wspólne przechadzki na świeżym powietrzu powinny być stosunkowo krótkie, 15–20 minut w zupełności wystarczy. Z czasem można je wydłużać, maksymalnie do 45 minut. Pory spacerów należy ustalać indywidualnie, w zależności od upodobań czworonoga. Ważne, by unikać godzin szczytu, gdyż zbyt duży ruch uliczny czy hałas może rozpraszać, denerwować zwierzaka, a tym samym utrudniać spacer.
Najlepiej, jeśli przechadzki odbywać się będą w ustronnym miejscu. Niewskazana jest obecność w pobliżu innych zwierząt oraz osób postronnych.
Opiekun nie może okazywać zdenerwowania, gdyż jakiekolwiek negatywne emocje mogą udzielić się już i tak zestresowanemu całą sytuacją mruczkowi. W panikę wpadać mogą zwłaszcza osobniki o introwertycznej, bardziej wrażliwej naturze. Pula bodźców świata zewnętrznego, zwłaszcza tych zapachowych, wizualnych i dźwiękowych, może być dla zwierząt zbyt duża, wręcz przytłaczająca. Nic więc dziwnego, że koty mogą reagować nerwowo.
Wrodzony instynkt będzie podpowiadał im reakcję obronną. Najczęściej ucieczkę, choć część z mruczków może do obrony użyć zestawu sygnałów ostrzegawczych, takich jak prychanie, syczenie, miauczenie. Koty mogą też stawiać opór, próbować wyrwać się opiekunowi ze smyczy, z rąk, a w kryzysowej sytuacji mogą nawet drapać go lub kąsać niczym dzikie koty. Poza tym kot uciekając, może sam sobie wyrządzić krzywdę, choćby wpaść pod nadjeżdżający samochód. To wszystko trzeba mieć na uwadze, gdy decydujemy się na wyprowadzanie mruczka na zewnątrz.
Konieczne jest więc, by w czasie spacerów mieć pod ręką transporter, w którym w każdej chwili można umieścić zestresowanego kota.

Na spacerze kot musi mieć czas na zapoznanie się z nieznanym sobie rewirem. Dobrze, jeśli zwierzę przez dłuższą chwilę przed przechadzką pozostanie w transporterze. W ten sposób będzie mogło zapanować nad emocjami, niepokojem. Powinniśmy w tym czasie obserwować podopiecznego, a kiedy objawy stresu osłabną, otworzyć drzwiczki transportera i poczekać, aż kot sam z niego wyjdzie.
Na nowym terenie koty na ogół cały czas zachowują czujność. Początkowo ostrożnie poruszają się po podłożu, jak najbliżej ziemi, oswajają się z nowymi bodźcami wizualnymi i zapachowymi.
Kiedy poczują się pewniej, zaczynają wyraźnie przyspieszać kroku, naprężając smycz.

Nic na siłę!
Koty na spacerach, w przeciwieństwie do psów, poruszają się zawsze w swoim tempie. Same wybierają też kierunek, w którym podążają.

Opiekunowie na ogół poddają się woli swoich podopiecznych, a kiedy tylko próbują przejąć nad kierunkiem spaceru kontrolę, natrafiają na opór. Wówczas o wspólnych spacerach można zapomnieć. Uwaga! Odmawiający współpracy kot jest naprawdę trudnym współtowarzyszem wyprawy. Dlatego aby opiekun miał jakikolwiek wpływ na przebieg spaceru, musi pokusić się o znalezienie skutecznego sposobu na swojego mruczka. Jednym z nich jest przekupienie go smakołykami. Oczywiście muszą być one mądrze dozowane. Nie mogą być podawane zbyt często, gdyż szybko stracą na atrakcyjności. Kot musi wyczekiwać smakołyków. Musi wiedzieć, że jeśli podda się woli opiekuna, otrzyma smakowity kąsek. Wizja takiej nagrody naprawdę potrafi zmotywować zwierzę do działania.

Na kolejną trudność opiekun może napotkać w chwili, kiedy zamierza zabrać czworonoga ze spaceru. Kiedy zwierzę stawia opór, nie można zabierać go na siłę. Lepiej uzbroić się w cierpliwość i chwilę poczekać. Można go pogłaskać, podsunąć smakowity kąsek, a dopiero później zdecydować się na zmianę kierunku spaceru i podążanie w stronę domu lub kontenera. Ważne, aby opiekun nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Nie powinien nadużywać wobec zwierzaka siły ani na niego krzyczeć. Zbyt duża ekspansywność w działaniach może tylko przestraszyć czworonoga i zniechęcić go. Dlatego tak ważny jest spokój w działaniu.

Szczęśliwy powrót do domu
Po powrocie do domu dobrze jest podziękować kotu za wspólną przechadzkę, okazać uznanie. Przysmaki i pieszczoty pozwolą mu się rozluźnić.

Z przyjemnością uda się w kierunku legowiska, gdzie po toalecie odda się błogiemu lenistwu. Odpoczywając, będzie delektował się wrażeniami z ostatniego spaceru, a może nawet zacznie obmyślać plan kolejnej interesującej przechadzki…