Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

WYCHODZĄCY CZY DOMATOR? – cały tekst

KOCIE SPRAWY Nr 141-142 LipiecSierpień 2014

ZAGROŻENIA

Wielu opiekunów kotów często staje przed trudnym dylematem: czy umożliwić swojemu futrzakowi życie zgodne z naturą drapieżnika, nocnego łowcy, i wypuszczać go na dwór, gdzie czyha jednak wiele niebezpieczeństw, czy też zapewnić mu długie i spokojne, ale niestety odmienne od jego kociej natury życie.
Z lek. wet. Urszulą Taraską. właścicielką nowoczesnej lecznicy w Rawiczu, rozmawia Barbara Sieradzan.

Barbara Sieradzan: Czy wypuszczać koty z domu, czy też nie?
Lek. wet. Urszula Taraska: Na to pytanie niestety każdy sam musi udzielić sobie odpowiedzi.Wszystko zależy bowiem od warunków w domu, w którym mieszka kot, od miejsca zamieszkania oraz od wielu innych czynników.
Opiekunowie kotów domowych, którzy obawiają się wypuszczania ich na dwór, muszą być świadomi tego, że nawet w zamkniętym mieszkaniu ich pupil jest także narażony na szereg pułapek.
Wbrew pozorom, nasze mieszkania nie są do końca bezpiecznym azylem dla kota. Szykując dom na jego przyjęcie, musimy pamiętać o tak oczywistych sprawach, jak osiatkowanie okien i balkonu. Trzeba oduczyć się nawyku uchylania okien – nawet tych zabezpieczonych siatką! Wystarczy bowiem chwila nieuwagi i tragedia gotowa. Gdy kot wpada w sidła uchylnego okna, często kończy się to dla niego śmiercią, kalectwem, a w najlepszym wypadku długą i kosztowną rehabilitacją. Tak zwany syndrom otwartego okna, to typowo kocia przypadłość. U kota, który zaklinuje się w uchylonym oknie, dochodzi do ucisku aorty brzusznej, a tym samym do niedotlenienia tylnego odcinka rdzenia kręgowego, co może doprowadzić do przejściowego lub trwałego niedowładu.
Szczególną uwagę trzeba także zwracać na wszystko, co przez przypadek może rozsypać się na podłodze, na otwarte pojemniki z proszkami do prania czy innymi detergentami – kot nie poliże ich celowo, ale jeśli ubrudzi łapki czy futerko, będzie chciał je oczyścić poprzez wylizanie. Podobnie jest z mokrą podłogą umytą wodą z detergentem lub świeżo zapastowaną – pamiętajmy, żeby wpuścić kota dopiero po jej całkowitym wyschnięciu.

Bardzo dokładnie musimy wybierać też rośliny doniczkowe, sprawdzać, czy przypadkiem któraś nie jest dla kota trująca (np. dracena, bluszcz, gwiazda betlejemska, skrzydłokwiat, lilia, azalia).
Jeżeli jesteśmy jednocześnie miłośnikami zieleni w doniczkach i szczęśliwymi opiekunami kota, możemy ograniczyć ryzyko podgryzania niebezpiecznych roślin poprzez wysiewanie mu specjalnej trawki dostępnej w sklepach zoologicznych lub zwykłego jęczmienia i ustawienie doniczki w miejscu łatwo dostępnym dla zwierzaka.
W domu niebezpieczeństwo jest łatwiejsze do przewidzenia. Trudniej przed nim ustrzec kota na dworze. Koty korzystające z uroków wolności, a mieszkające w domu, są podwójnie narażone na zagrożenia.
Niestety najczęstsza przyczyna zgonów, to wypadki komunikacyjne, których liczba wzrasta szczególnie w okresie „kocich godów”. Możemy ograniczyć te wypadki poprzez zabieg kastracji wykonany przed ukończeniem przez kota szóstego miesiąca życia, czyli jeszcze przed osiągnięciem dojrzałości płciowej. U zdecydowanej większości kotów zabieg ten spowoduje, że kot nie będzie oddalał się od domu.
Motoryzacja i wszystko, co z nią związane, to kolejne zagrożenie. Smary, płyny chłodnicze kuszą koty swoim słodkim smakiem, a podstępnie niszczą najdelikatniejszy koci narząd, jakim są nerki.

Czyli w przypadku kota wychodzącego łatwo o zatrucia?
Oczywiście. Niebezpieczne są też trutki wykładane przeciwko myszom i szczurom. Kot może się zatruć po jej zjedzeniu (trutki często celowo mieszane są z karmą, mięsem, przez osoby nieprzychylne kotom) lub po zjedzeniu samego gryzonia, który wcześniej spożył truciznę. Takie trutki to preparaty o opóźnionym działaniu – efekt może się pojawić nawet dopiero po dwóch tygodniach od spożycia. Najpowszechniej stosowane trutki należą do grupy antykoagulantów (uniemożliwiają krzepnięcie krwi), stąd głównym objawem zatrucia są krwotoki.
Równie szkodliwie mogą działać preparaty do ochrony roślin. Tutaj objawy pojawiają się niemal natychmiast po spożyciu. Mogą być bardzo różnorodne: od ślinotoku, wymiotów, biegunki, drgawek, po objawy neurologiczne. Nie muszę dodawać, że po ich wystąpieniu powinniśmy natychmiast udać się po pomoc do lekarza weterynarii. Jeżeli mamy taką możliwość, powinniśmy zabrać ze sobą również etykietę bądź opakowanie preparatu, który zastosowaliśmy w ogródku, co znacznie ułatwi lekarzowi dalszy tok postępowania.

Kontakty z innymi zwierzętami też stanowią zagrożenie?
Przede wszystkim z innymi kotami – dotyczy to ran i zadrapań prowadzących do ropni. Przyczyną walk jest z reguły obrona terenu lub rywalizacja o kotkę. Istnieje też wiele chorób wirusowych przenoszonych w kontakcie bezpośrednim. Najgroźniejszą i zbierającą największe żniwo jest oczywiście białaczka.
Kolejne zagrożenia to kontakty z innymi drapieżnikami: lisami czy kunami. Nie możemy zapominać, że kot ze względu na swój tryb życia jest realnie narażony na wściekliznę; pomimo braku urzędowego nakazu, u kotów wychodzących warto wykonać szczepienie przeciwko niej.
Kontakty z innymi kotami, psami, jeżami to ryzyko zarażenia różnymi pasożytami, jak pchły,
świerzbowce uszne i drążące. Wędrówki w wysokich trawach, krzakach i zaroślach to z kolei dobry sposób na złapanie kleszcza.
Reasumując – kot żyjący zgodnie ze swoją naturą jest zdrowszy psychicznie, mniej narażony na nadwagę i choroby z nią związane, ale niestety taki tryb życia niesie ze sobą szereg zagrożeń. Wielu z nich możemy zapobiec, przestrzegając zaleconego przez lekarza weterynarii harmonogramu szczepień, regularnie odrobaczając swojego kota i chroniąc go przed pasożytami zewnętrznymi (na przykład preparatami typu spot-on zabezpieczającymi przed inwazją pasożytów). Każdy kot, szczególnie ten wychodzący, powinien być pod stałą obserwacją opiekuna. Nawet najdrobniejsza zmiana w jego zachowaniu – posmutnienie, brak apetytu, nadmierne pragnienie, bladość błon śluzowych czy małżowin usznych – powinna skłonić nas do szukania przyczyny takiego stanu rzeczy.


Co sądzi Pani o popularnym obecnie czipowaniu kotów?
Osobiście nie jestem zwolenniczką czopowania wszystkich kotów. Nadal trafiają się zwierzęta zaczipowane, ale nie wprowadzone do żadnej bazy albo zarejestrowane w bazach, które ciężko
odnaleźć. Z naszych doświadczeń wynika, że zdecydowanie najlepszym oznakowaniem zwierzęcia jest adresówka – można ją odczytać bez posiadania jakiekolwiek sprzętu i dostępu do internetu. Zdaję sobie jednak sprawę, że spora część kotów mimo najgorętszych chęci opiekunów nie nosi obróżek, gdyż często je gubi. Czip jest jednak ciałem obcym i coraz częściej dochodzą do nas sygnały o pojawianiu się odczynów na ich obecność. Nie zabezpieczy też nas przed kradzieżą kota – jest bowiem łatwiejszy do usunięcia niż tatuaż.

Czy ma Pani w pamięci jakiś ciekawy przypadek dotyczący naszych kocich przyjaciół?
Dumą naszej lecznicy jest kotka Kasia, która pod naszą opieką dożyła pięknego wieku 22 lat, mimo że od 16 roku życia rozpoczęły się u niej problemy z nerkami. Dzięki wzorcowej współpracy z opiekunką udało się nam zapewnić jej pełny komfort jesieni życia. O dziarskich 18–19-letnich staruszkach mogłabym jeszcze długo opowiadać...

Bardzo dziękuję za rozmowę!