Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

GDY DOMATOR ZACZYNA BYWAĆ – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 165-166 – LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Zdarzają się w naszym życiu szczęśliwe zrządzenia losu, kiedy z ciasnego mieszkania na wysokim piętrze w bloku przeprowadzamy się do domku z ogródkiem. I zabieramy oczywiście ze sobą kota, dotąd z konieczności niewychodzącego. To bardzo kusząca perspektywa z kociego punktu widzenia, ale niestety pociągająca za sobą pewne niebezpieczeństwa.
O tym, jak uchronić przed nimi naszego przyjaciela, ze znaną już Państwu z poprzedniego wywiadu lek. wet. Martą Meissner z warszawskiej lecznicy Fiolka, rozmawia Barbara Sieradzan.


Barbara Sieradzan: Nasz kot z rozleniwionego kanapowca zmienia się w bywalca okolicznych chaszczy. To dla niego zapewne niesłychanie atrakcyjna okoliczność?
Marta Meissner:
To dla niego wielka nowość i ogromne wyzwanie. Łatwość adaptacji kota do nowych warunków tak naprawdę zależy od jego wieku oraz od tego, czy wcześniej miał możliwość wychodzenia z domu. Koty młodsze na pewno lepiej się adaptują niż te, które spędziły w mieszkaniu wiele lat. Może trudno w to uwierzyć, ale nie każdego kota uda się nam przestawić na zupełnie inny tryb życia; nasze oczekiwania mogą go zwyczajnie przerosnąć, szczególnie jeżeli mówimy o zwierzętach przewlekle chorych, którym musimy regularnie podawać leki bądź stosować u nich dietoterapię.

Czyżby instynkt nie zawsze działał? Jak to możliwe?
Kot, który od kociaka mieszkał pod dachem, miał wszystko podstawione pod nos, zminimalizowany stres, zwyczajnie będzie się bał. Ma wyjść z domu i później sam do niego wrócić, dookoła obce psy, nieprzyjazne koty, które już oznakowały „jego” terytorium, przejeżdżające samochody, rowery. Może nie czuć się dość zmotywowany, by podjąć wyzwanie wyjścia na zewnątrz. Ale młodego zawadiakę na pewno to skusi.

I tu zaczynają się problemy: jak zapewnić mu jak największe bezpieczeństwo?
Musimy pamiętać, że dając kotu tak zwaną wolność, nie na wszystko będziemy mieć wpływ. Ryzyka wypadków samochodowych czy pogryzień przez inne zwierzęta nie jesteśmy w stanie zniwelować.

Są jednak zagrożenia, przed którymi możemy go ustrzec.
Zacznijmy od zabezpieczenia przeciwko pchłom i kleszczom. Kropelki wylewane na kark zwierzęcia (tzw. spot on) działają 4 tygodnie, jednak bezpieczniej będzie, jeśli zastosujemy je ponownie po upływie 3 tygodni. Niedługo na polski rynek mają wejść preparaty typu spot-on do zakraplania dla kotów, które będą działać aż 3 miesiące. Uwaga! Pamiętajmy, że nie można stosować u kota preparatów przeznaczonych dla psa!
W tych „psich” znajdują się często substancje, które mogą kota nawet otruć.

Czy zakraplanie jest bezpieczne w przypadku przyjacielskich kontaktów między kotami? Chodzi o możliwość polizania.
Kropelki aplikujemy wysoko na karku, najlepiej między uszami, gdzie kot nie sięgnie językiem.
Preparat rozprowadzi się równomiernie po całym ciele zwierzęcia dzięki naturalnej powłoce lipidowej obecnej na skórze i jeśli kota nie będziemy kąpać, zapewni mu ochronę. Co do innych kotów – wystarczy poczekać około półgodziny, by preparat wysechł i się wchłonął, a wówczas nie będzie stanowił zagrożenia w przypadku polizania. Rzeczywiście – polizanie świeżego preparatu jest dla kota niebezpieczne; większość substancji czynnych obecnych w preparatach spot-on uszkadza system nerwowy pcheł i kleszczy (takie jest ich działanie, prowadzące do śmierci pasożytów), mogą więc podobnie zadziałać na kota.

Pchły – wiadomo, są problemem zarówno dla kota, jak i dla jego opiekuna, mogą zresztą przenosić larwę tasiemca. Ale jak naprawdę jest z kleszczami u kotów?
Zagrożenia ze strony kleszczy faktycznie nie są w Europie Środkowej tak groźne dla kotów, jak na przykład dla psów. Choć koty są atakowane przez kleszcze nie rzadziej niż psy.
Możemy spotkać się z babeszjozą kotów, gdzie czynnikiem zakaźnym jest
Babesia felis, jednak choroba ta zdarza się niezmiernie rzadko, szczególnie w naszym klimacie. Podobnie jest z boreliozą, pojedyncze doniesienia mówią o przypadkach zakażeń kotów przez Borrelia burgdorfeli, j
ednak choroba ta przebiegała u wymienionych kotów bezobjawowo (obecność patogenu potwierdzono metodami biologii molekularnej).
W literaturze opisano także pojedyncze przypadki zakażeń kotów riketsjami z rodzaju
Ehrlichia
, również przenoszonymi przez kleszcze.

Wróćmy jeszcze do przeprowadzki z bloku do domu z ogrodem. Jak w nowej rzeczywistości odnajdzie się kot kastrowany?
Oczywiście będzie stał w hierarchii niżej od niekastrowanych, choćby był wielkim, dorodnym kocurem. Tak samo rzecz ma się z kotkami. Ale z doświadczenia wiemy, że kastrowane koty dobrze sobie radzą na zewnątrz. Przede wszystkim mają mniejsze terytoria, są mniej skłonne do bijatyk (odchodzi czynnik walki o kotkę), bardziej trzymają się domu. Ale w razie konfrontacji są niestety na przegranej pozycji i mogą dostać lanie tak dla zasady…

Czy nasz do tej pory domowy piecuch zawsze odnajdzie drogę do domu?
Na pewno trzeba go zaczipować. Czip chroni też przed kradzieżą atrakcyjnego kota rasowego, możemy bowiem bez trudu udowodnić, że jest to nasz kot.
Koty mają niby szósty zmysł, ale w stanie paniki, spowodowanej nagłym zagrożeniem, mogą pobiec przed siebie i zwyczajnie zabłądzić. Czipowanie jest na pewno ważną sprawą, tym bardziej że każdy lekarz weterynarii ma możliwość odczytania czipa. Jeśli więc nasz zdezorientowany wędrowiec zostanie znaleziony, będzie wiadomo, komu go oddać.

W przypadku kota wychodzącego musimy zapewne rozszerzyć gamę szczepień?
Tak, kot wychodzący narażony jest na dużo więcej chorób zakaźnych, również przenoszonych w bezpośrednim kontakcie z drugim zwierzęciem. Począwszy od kociego kataru, aż po wściekliznę. Co prawda od lat nie odnotowano w Polsce przypadku kota chorego na wściekliznę, nie ma także ustawowego obowiązku szczepienia kota (taki obowiązek dotyczy corocznego szczepienia psów), niemniej jednak dobrze jest wychodzącego kota zaszczepić przeciwko wściekliźnie. Może on zetknąć się z innym zwierzęciem zarażonym tą chorobą; chorują na nią lisy, wiewiórki, nietoperze.
Sądzę nawet, że koty, zwłaszcza przebywające w okolicach wiejskich, zapuszczające się do lasu, są bardziej narażone na kontakt z dzikim (zarażonym) zwierzęciem, niż bardziej pilnujące się człowieka
psy. W przypadku tej choroby wystarczy kota zaszczepić raz, następnie po roku, a później co dwa-trzy lata – daje to pełne zabezpieczenie.

A co z chorobami zakaźnymi, na które nie ma szczepionek albo nie zawsze są one skuteczne?
Kotu wychodzącemu, który okazuje objawy gorszego samopoczucia, spadku odporności, zawsze warto zrobić testy (zespół niedoboru immunologicznego, kocia białaczka). Niestety są to właśnie choroby przenoszone przy kontaktach bezpośrednich z innymi kotami.
Warto też uważnie oglądać kota: czy nie ma drobnych ranek, z których może rozwinąć się infekcja albo choroba pasożytnicza (np. świerzb), zwłaszcza jeśli rana długo nie chce się zagoić, swędzi…
Po walkach z innymi kotami mogą pojawiać się ropnie i tu konieczna już będzie interwencja lekarsko-weterynaryjna.
Szczególnie kocury lubią znikać na parę dni, ale nie musimy się tym od razu niepokoić. Dla zwierzaka świat zewnętrzny to prawdziwy żywioł i może po prostu „zapomnieć” stawić się na kolację. Musimy liczyć się też z pewnym rozluźnieniem więzi z właścicielem – kot ma wiele uciech, ważnych spraw kocich i bodźców na zewnątrz, i niestety nie jesteśmy w stanie zaproponować mu podobnych atrakcji w domu.

Przeciwwskazaniem do swobodnego wychodzenia jest też konieczność utrzymywania diety. Są schorzenia, w których dieta jest bardzo istotnym elementem terapii. Dotyczy to kotów z chorą trzustką, wątrobą, nerkami, alergią pokarmową.
Gdy taki kot korzysta z pozadomowego bufetu, może się to dla niego skończyć tragicznie.

Nie można pominąć też kwestii odrobaczania. Teraz będziemy musieli przeprowadzać je o wiele częściej?
Koniecznie trzeba o tym pamiętać. Kot wychodzący ma większy dostęp do wszelkich postaci rozwojowych pasożytów znajdujących się w największej ilości w kale innych zarażonych kotów, a, jak wiemy, pasożyty najchętniej przenoszą się w obrębie konkretnego gatunku zwierząt. U kota wychodzącego odrobaczanie należy przeprowadzać nie rzadziej niż co 3 miesiące (u niewychodzącego wystarczy co pół roku). Można wykonać okresowe badanie kału, ale jaja w kale pojawiają się w konkretnym etapie cyklu rozwojowego pasożyta i w badanej próbce może ich akurat nie być (np. w przypadku glisty kociej pojawiają się co 2 tygodnie).

Wspomnijmy także o roślinach, które także stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia kota. Czy możemy liczyć na jego instynkt, że będzie wiedział, czego nie ruszać na wolności?
Doświadczenie mówi, że więcej zatruć roślinami zdarza się w mieszkaniach. Ktoś przynosi lilie, astry, wszelkiego rodzaju różaneczniki (na zewnątrz rododendrony, a w domu azalie) i nieświadomie pozwala kotu je obgryzać. Można powiedzieć, że większość roślin hodowanych w domu to te nieprzyjazne kotom (tulipany, maranty, bluszcze, oleandry, difenbachie, begonie, konwalie). Na wolności jest więcej atrakcji i sądzę, że kot bardziej zainteresuje się myszką czy ptaszkiem niż rododendronem.

Są niebezpieczeństwa, których nie przewidzimy, na przykład kiedy kot położy się pod samochodem i zabrudzi sm arem, szkodliwymi chemikaliami.
Tak, to nie do przewidzenia. Zimą koty lubią się układać na rozgrzanych częściach samochodu i jeżeli nie wykażą się dostateczną czujnością i w porę nie odskoczą, ruszający z miejsca samochód może potrącić zwierzaka.

Opiekuna kota wychodzącego obowiązuje zasada:
poddajemy go oględzinom po każdym powrocie do domu
. Zaglądamy w uszy, zęby, przeglądamy, czy na skórze nie ma ran po bójkach. Wówczas w porę możemy zareagować.
Reasumując: jest ryzyko, jest zabawa! Ale myślę, że gdyby spytać kota, jakie życie woli, wybrałby „wolność” z opcją powrotu do domu, do pełnej miseczki, głaszczących rąk i miękkiego legowiska.

Dziękuję za rozmowę

Lek. wet. Marta Meissner ze swoją kotką Manią rasy syjamskiej