Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KIEDYŚ BEZDOMNY, TERAZ DOMOWY – CZY SZCZĘŚLIWY? – Antonina Kondrasiuk – KS 177-178 – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 177-178 LIPIEC-SIERPIEŃ 2017

z cyklu KTO PYTA NIE BŁĄDZI

Odpowiada
Antonina Kondrasiuk

Grażyna O.: Od dwóch lat opiekuję się najlepiej jak mogę kocurkiem w wieku około czterech lat. Dwa lata temu zawitał na mój taras i już nie odszedł.
Gdy robił jeszcze podchody, oprócz czuwania na tarasie lubił też siedzieć na parapecie okna, na schodach, a potem przy garażu, czekając, aż zaparkuję i będę go przytulać. W końcu zabrałam kocurka do weterynarza, który go zaszczepił, odrobaczył itp. Był jednak tzw. kotkiem wolnym – spał u mnie w domu lub na tarasie, ale biegał swobodnie, aż do czasu, gdy… wpadł we wnyki.
W klinice weterynaryjnej przez prawie trzy tygodnie ratowano mu życie, próbowano ocalić też łapkę – była bez sierści, z
aropiała i wyglądała przerażająco. Zagoiła się dopiero po pół roku.
Bardzo przeżyłam jego wypadek i postanowiłam ograniczyć mu wolność przez założenie siatki na tarasie (ma na nim do dyspozycji ok. 20 m kw.). Nie wiem jednak, czy dobrze zrobiłam, ponieważ widzę, że kocur pragnie wolności.

Poświęcam mu wiele uwagi – zabawy, pieszczoty, z pracy szybko do domu... Nie chcę go wypuszczać, gdyż nie wybaczyłabym sobie, gdyby znowu coś mu się stało! Ciągle go obserwuję.
Pije wodę, je i bawi się zabawkami, przy mnie mruczy i przytula się. Wydaje mi się, że nie jest mu źle, jednak nie jest wolny... Nie ma też drugiego kota do towarzystwa. Myślałam o przygarnięciu kotki, ale mój weterynarz odradza mi to, tłumacząc, że nie znam przeszłości kocurka, że jest bardzo rozpieszczany i może się poczuć zagrożony. Miesz ka nie ma tylko 50 m kw. i będzie też problem z socjalizacją obu zwierzaków. Nie wiem, co robić, a żal mi, że jest sam. Z drugiej strony sami piszecie przy okazji tekstów o adopcji o różnych charakterach kotów, o tym, że niektóre nie tolerują się wzajemnie i nie potrzebują towarzystwa innych kotów. Nie potrafię podjąć decyzji, czy mam przygarnąć kotkę, czy może innego zwierzaka. Proszę Redakcję o poradę, co robić…

Beh. Antonina Kondrasiuk:
Zalecam zawsze dużą ostrożność przy adoptowaniu kolejnego kota do dorosłego rezydenta, ponieważ jest ryzyko, że taka adopcja się nie uda (zapraszam do poczytania na mojej stronie: www.zoopsycholog.com/2011/05).
Jeśli chodzi o Pani kota, myślę, że lekarz weterynarii dobrze radzi, bo nie przypuszczam, żeby kocurek marzył o towarzyszu.
W stanie wolnym koty oczywiście się zaprzyjaźniają, ale tylko z wybranymi przez siebie osobnikami, a większość życia spędzają na pilnowaniu swojego rewiru przed ewentualnymi intruzami.

Pani kocurkowi jest teraz całkiem dobrze, choć na pewno wolałby wychodzić wtedy, kiedy chce i gdzie chce. Oczywiście niesie to ryzyko wypadku, czego zresztą już Pani doświadczyła. Dobrym wyjściem byłby tu dosyć duży, osiatkowany i ciekawie urządzony taras (zachęcam do zajrzenia na stronę: catiospaces.com), choć kot przyzwyczajony do wolności, który jej już doświadczył, faktycznie może pragnąć więcej. Ale zależy to od konkretnego osobnika, więc jeżeli udało mu się przystosować do obecnej sytuacji i nie próbuje uciec przy każdej nadarzającej się okazji na dwór, nie jest tak źle. Zawsze warto spojrzeć na sytuację z punktu widzenia kociego dobrostanu i wybrać lepsze rozwiązanie – choć nie zawsze doskonałe z punktu widzenia kota.
Rozwiązaniem mogłoby być też przyzwyczajenie kota do spacerów na szelkach i smyczy. To nie jest oczywiście to samo dla kota, co samotne wychodzenie, ale dla osobników, które bardzo tęsknią za światem zewnętrznym – zawsze coś. Proszę jednak pamiętać, że spacery z kotem to jednak zupełnie coś innego niż spacery z psem. To kot decyduje, w jakim tempie mają się odbywać. Nie są też tak atrakcyjne dla opiekuna, bo polegają głównie na staniu i czekaniu, aż kot uzna, że czas obserwacji i kontemplacji danego miejsca się skończył i zechce się przemieścić. W przypadku kotów penetrujących w ten sposób swój ogródek ważne jest, żeby to kot pokazywał, gdzie chce pójść, bo spacer to dla niego także sposób na sprawdzenie, co dzieje się w jego włościach, i poprawienie zapachowych oznaczeń ważnych strategicznie na jego terytorium miejsc.
Spacery w mieście powinny się odbywać w miejscach bezpiecznych i spokojnych, raczej wolnych od spacerujących psów, najlepiej w godzinach kociej aktywności, tzn. o świcie i o zmierzchu. Ważne też, aby przyzwyczajać kota (najlepiej od małego, ponieważ dużemu może to zająć trochę więcej czasu) do akceptacji szelek i smyczy, bo dla kota takie ograniczenie nie jest oczywiste. W przypadku domu z ogrodem można kota na smyczy wyprowadzać do ogrodu albo nawet „zapalikować” na jakiś czas, ale wtedy musi pozostać jednak pod naszą obserwacją, żeby nie zaplątał się ze smyczą między drzewami.
I w końcu najważniejsza sprawa – jeżeli zdecydujemy się na wychodzenie z kotem, musi się to odbywać bardzo regularnie, codziennie, najlepiej w formie rytuału o określonej porze, bo kot będzie na to czekał i tego się domagał, stojąc pod drzwiami i miaucząc.