Tekst Barbara Sieradzan
KOCIE SPRAWY - Nr 83 wrzesień 2009
Są tacy ludzie, którzy o kotach wiedzą prawie wszystko (wszystko wiedzą tylko same koty i to te wtajemniczone). Są też miejsca przyjazne kotom, w których takich ludzi można znaleźć. Jednym z nich jest warszawska lecznica dla kotów „Myszkin". O fenomenie kocich zmysłów rozmawiam z chirurgiem dr Małgorzatą Wilkowską i dr. Dariuszem Korzeniewskim, szefem kliniki „Myszkin".
Barbara Sieradzan: Które z kocich zmysłów odgrywają kluczową rolę w procesie przetrwania?
dr Małgorzata Wilkowska: Wszystkie kocie zmysły są świetnie przystosowane do trybu życia drapieżnika, można powiedzieć, że tu natura wykazała się doskonałością. Jednakże na wyróżnienie zasługuje wzrok, słuch i węch. Zaraz po nich postawiłabym dotyk, na końcu smak.
Zacznijmy zatem od zmysłu wzroku - mówi się, że kot widzi po ciemku.
Rzeczywiście kot widzi nawet wówczas, gdy do jego oka wpada odrobina światła, a to dzięki specjalnej błonie na dnie oka zwanej tapetum lucidum. To właśnie ta błona świeci na czerwono, kiedy w mroku zaświecimy kotu w oczy. W kompletnej ciemności kot nie widzi wcale. Kocia źrenica ma niesłychanie szybką zdolność akomodacji, czyli rozszerzania się i zwężania. Również pole widzenia gałki ocznej obejmuje 280 stopni, podczas gdy oko ludzkie jedynie 210. Jednakże koty są dalekowidzami, więc bliskie i nieruchome obiekty widzą niewyraźnie. Ich oko odnotowuje raczej ruch niż szczegóły, ale wtedy w sukurs przychodzi zmysł słuchu i węchu. Trudno powiedzieć, czy koty widzą kolory, wiadomo jednak, że reagują bardziej na barwy zimne, czyli całą gamę fioletowo-niebiesko-zieloną.
Słuch. Czy bardzo się różni koci narząd słuchu od naszego?
Znacznie w zasięgu słyszenia: kot odbiera dźwięki o częstotliwości 70 000 Hz (kocięta nawet do 100 000 Hz), gdy ucho ludzkie rejestruje najwyżej do 20 000 Hz. Słyszy na przykład dźwięki wydawane przez gryzonie, niesłyszalne dla nas. A co ciekawe, ucho kota potrafi wyodrębnić interesujące go dźwięki z szumu wszystkich pozostałych. Daje mu to większe możliwości jako łowcy.
O kocim węchu wiemy, że jest dużo słabszy od psiego. Czy jest mniej przydatny?
Jest bardzo ważny i to w różnych dziedzinach życia kota. Nie musi być tak silny, jak u psa, gdyż wspierają go inne zmysły. Oczywiście, węch pomaga wytropić i rozpoznać ofiarę, ale też i mówi mu o granicach swojego (czy też innego kota) terytorium, wskazuje kierunek, w którym ma się udać, pozwala identyfikować osobniki swojego gatunku (swojej grupy, jeśli w takiej przebywa). Węch odgrywa ważną rolę w sprawdzaniu pożywienia - właściciele kotów wiedzą, że ich kot zawsze najpierw powącha pokarm, zanim go spróbuje. Dlatego warto podawać kotom pokarm co najmniej w temperaturze pokojowej (nigdy z lodówki), gdyż cieplejszy mocniej wydziela zapach. Kot swoim zapachem oznacza wszystko to, co uważa za swoje na swoim terytorium. Robi to poprzez ocieranie się. Nie łudźmy się: kiedy kot nas pociera pyszczkiem, to nie jedynie objaw sympatii. Zostawia na nas pieczątkę: to mój człowiek. W końcu zapach to kocie emocje: feromony, czyli substancje zadowolenia. Dziś ludzie potrafią wykorzystać tę wiedzę: stworzono urządzenia emitujące feromony zbliżone do kocich. Można je kupić w lecznicach weterynaryjnych; są pomocne, gdy trzeba zwierzęciu złagodzić stres (przeprowadzka, nowy domownik, drugie zwierzę w domu).
Dotyk. Wiemy o włoskach czuciowych. My takich nie mamy.
My mamy wrażliwe receptory na prawie nie owłosionej skórze, kota okrywa futro. Rozpoznaje więc świat za pomocą tzw. wibrysów, czyli różnej długości włosków czuciowych znajdujących się w kilku miejscach pyszczka i głowy. Podobne włoski występują na przednich łapach i na grzbiecie zwierzęcia. Są bardzo czułe, pomagają poruszać się kotu w terenie, nawet gdy nie widzi, w kompletnych ciemnościach. Również poduszki kocich łap są dość wrażliwe; są jednym z niewielu miejsc na ciele zwierzęcia, którym kot się poci. Kot nie lubi, by dotykać jego łap - my, lekarze, wiemy o tym najlepiej. Znacznie łatwiej wykonać przy pacjencie różne czynności, byleby to nie dotyczyło łap, jak na przykład pobranie krwi czy założenie wenflonu.
Pozostał nam - zmysł smaku.
Smak oczywiście spełnia swoją rolę przy doborze pokarmu, ale jest jakby najmniej ważnym zmysłem. Mówi się, że kubki smakowe kota nie odróżniają słodkiego smaku, ale naprawdę nikt tego nie wie poza kotem.
Znam koty, które uwielbiają słodycze, choć nie jest to zjawisko nagminne. Czy świadczy to przeciwko tej teorii?
Trudno powiedzieć. Koty mają przeróżne i przedziwne gusta kulinarne. Jedne uwielbiają ryby, inne ich nie znoszą. Dla wielu kotów zielony groszek i oliwki to wręcz afrodyzjaki, nie dość, że je lubią jeść, to jeszcze się w nich wytarzać. Znałam koty, które przepadają za warzywami, choć w kociej diecie niewiele one znajdują uzasadnienia. Przestrzegam jednakże przed nadmiernym eksperymentowaniem: cebula i czosnek są dla kota wręcz trujące!
Miałam kiedyś kota Leopolda, który przepadał za... zupą ogórkową, mocno kwaśną. Ja też taką lubię. To ta miła wspólna sfera - jak jedzenie z jednej miski.
Mówi się o kocim „szóstym zmyśle"
- wyczuwanie różnych stanów czy przewidywanie takich zjawisk jak trzęsienie ziemi. Albo znajdowanie drogi do domu z miejsc odległych.
Rzeczywiście, koty mają taki wewnętrzny „radar". Ale nie tylko one. Wiele zwierząt wyczuwa zjawiska dla nas niezauważalne, mają to np. ptaki. Może ludzie utracili tę zdolność, tak jak stępił im się instynkt samozachowawczy?
Jak widać, znacznie różnimy się od kotów w odbieraniu świata.
dr Dariusz Korzeniewski: Co nie przeszkadza nam we wzajemnych fascynacjach.
Tyle jedynie powiedział szef kliniki „Myszkin". Za to uśmiechnął się tak, że pozostałam z tym uśmiechem niczym Alicja w krainie czarów nawet wówczas, gdy doktor zniknął.