Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

„JAK ZOSTAŁEM KOCIARZEM” – nagrodzone teksty



JAK ZOSTAŁAM KOCIARĄ – Tekst Hanna Krakowiak

I miejsce w konkursie literackim pt. „Jak zostałem kociarzem?

Plan inwazji został przygotowany starannie, precyzyjnie i wieloetapowo. Najpierw należało znaleźć Punkt Zaczepienia i przekształcić go w Podatny Grunt. Szara kotka przystąpiła zatem do działania. – Mamo, jakiś kot chodzi po ogrodzie! Ma śliczne oczka i chyba jest głodny! – mała dziewczynka przyglądała się stworzeniu, nie zdając sobie zupełnie sprawy ze straszliwego niebezpieczeństwa, które z wdziękiem zbliżało się ku niej. Matka wyjrzała z domu. – Aha! Kot! Czekaj, damy mu jeść, może jest biedny i bezdomny – orzekła, uruchamiając w każdej komórce ciała swej córeczki odziedziczone po mamuńci geny. Geny przystąpiły do wywierania wpływu oraz presji na świadomość dziewczynki, przekształcając jej umysł nieodwracalnie… Tak utworzono Podatny Grunt. Mijały lata, prawie pół wieku jak z bicza strzeliło, mała dziewczynka zmieniła się w starą babę – i tylko jedno pozostało w niej to samo: Podatny Grunt utwardzony na amen i zajmujący tak mniej więcej pół mózgu… W zasadzie nawet „większe pół”… W tej sytuacji totalna inwazja była już bułką z masłem!
Co jakiś czas baba wychodziła do ogródka i dokonywała odkrycia: – Ooo! Kociak! Ooo, biały! A tam jeszcze dwa, bury i łaciaty! Zaraz, coś takiego nie zdarza się w jednym miocie, a wygląda, że są w podobnym wieku… Trzeba dokładniej poszukać… W ten sposób sześcioro podrzuconych przez kogoś kociąt (jeszcze dwa białe i jedno szare!) przejęło kontrolę nad ogródkiem, domem i życiem baby. A potem historia jęła się powtarzać z oczywistą regularnością… Siedzi baba u weterynarza w kolejce, gada z taką jedną, co ma do oddania rudego kotka: – Pani kochana, ja ciągle mam jakieś koty, uwielbiam rude, ale nie, nie wezmę, za dużo mam!
Następnego dnia dzwoni wet: – Ten rudy kotek, o którym panie wczoraj rozmawiały, czeka na panią u mnie, zapraszam! A baba co? Żadnego weta wetowi postawić nie potrafiła! Rudowłosy Ciapunio w tym roku skończył 18 lat… Kawał czasu, co...?
A skąd u baby Kicia? A z ulicy! Szło takie maleństwo, ślepe jak kret, bo wirus kociego kataru właśnie dojadał mu oczka – i akurat musiało na babę trafić! Przypadek? Nie sądzę! Baba do dziś nie może się nadziwić, jakie szczęście miała niewidoma kocina, żeby znaleźć sobie dom, opływać w luksusy i jeść karmę po 45 złotych za kilogram, chociaż baba żywi się byle czym, aby w promocji droższe niż 10 zł nie było! A Buras i Puszek? Przyszli i poszli w zaparte, że bezdomni! A skąd Buras umie pić bieżącą wodę z kranu, skoro, jak twierdzi, w życiu dachu nad głową nie miał, więc wodociągu też nie?! A skąd Puszek wie, że na kolankach leży się najwygodniej, skoro był niczyj?!
W tej chwili ogródek, dom, życie i finanse baby okupuje 13 kotów… A zaczęło się niewinnie, od małej, szarej koteczki o wielkich oczach…

Cały tekst przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 186 – KWIECIEŃ 2018


Ryszard Choiński, II miejsce w konkursie literackim pt. „Jak zostałem kociarzem?”

To była długa droga i trwała wiele lat. Od dzieciństwa miałem przy sobie psy – zawsze owczarki alzackie, i aż do osiągnięcia mocno już dojrzałego wieku byłem zamiłowanym psiarzem. Pierwsze bliższe kontakty z kotami zaczęły się po rozpoczęciu pracy zawodowej na statkach morskich, gdzie nie było możliwości trzymania psa.
Przygarnąłem kolejno dwa koty, które przybłąkały się na mój statek, kotkę o imieniu Carmen i kocura Notka. Ich historię opisałem w dwóch opowiadaniach, zamieszczonych na gościnnych łamach KOCICH SPRAW.
Ale prawdziwym kociarzem stałem się znacznie później, kiedy wraz z żoną zaczęliśmy opiekować się stadkiem bezdomnych kotów przy naszym domku wypoczynkowym w Myśliborzu Wielkim koło Szczecina. Jest to mała osada położona w środku puszczy Wkrzańskiej, zamieszkana przez kilku leśników z Nadleśnictwa Trzebież i kilkudziesięciu takich jak my – uciekinierów od miejskiej cywilizacji. Zdarzało się, niestety dość często, że pod koniec wakacji domowe koty porzucano w lesie, być może niektóre same się zagubiły, ale rezultat był ten sam – głodne i przerażone „rozpłaczliwie” szukały jakiegoś bezpiecznego kąta. Kocia wieść gminna szybko rozniosła wśród futroni, że pod numerem 369 dobrze karmią, a ponadto jest taka „dwunożna”, która chętnych wręcz artystycznie potrafi drapać za uszami, zaś dudnienie silnika granatowego BMW ogłasza przyjazd przyjaznych „dwunogów”.
Po kilku tygodniach przy każdym naszym wjeździe do Myśliborza końcowy odcinek drogi odbywał się w towarzystwie pędzącego za samochodem kociego stadka, a na teren ogrodu, gdzie pod zadaszeniem była „jadalnia”, wchodziliśmy otoczeni lasem wyprężonych w radosnym powitaniu ogonów. Jedna z sąsiadek, starsza pani o nazwisku Lewko, zorganizowała drugą stołówkę dla kotów, bo razem było ich już ponad 50. Mąż pani Lewko ustawił na drewnianych podporach stare
drzwi i tak powstał słynny „Lewko-Bar” odległy od naszego domu o kilkaset metrów i położony bliżej jeziora.

Cały tekst przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 186 – KWIECIEŃ 2018


...

Konkurs literacki

 „Szczęśliwy kot”  
rozstrzygnięty

Szczęśliwy kot, czyli jaki? Czy to ten kot, który może spokojnie się wylegiwać, bo wie, że jego ludzie zawsze napełnią mu miseczkę? A może to ten, który jest niczym nieograniczony i może swobodnie poznawać otaczający go świat? Jaką miarą zmierzyć kocie szczęście? I ile opiekunowie kotów są gotowi zrobić, by znaleźć na nie receptę?

Nazwiska laureatów w majowym numerze
KOCICH SPRAW
 

...

..