Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

„Czego chciał(a)bym nauczyć się od swojego kota?" - rozstrzygnięcie konkursu

Rozstrzygnięcie konkursu literackiego

kategoria wiersz:

I nagroda


Czego się można nauczyć od kota

Anna Kapustyńska

Czego się można nauczyć od kota?
Ot, choćby tego, że być sobą - to cnota.
Kot nie udaje tego, kim nie jest -
szczere jego spojrzenie i taki też gest.
Nigdy nic nie ma do ukrycia
i emanuje radością życia -
czy to jest kociak skory do psot,
czy też stateczny, dorosły kot.
To mistrz zabawy do utraty tchu
oraz dobrego, spokojnego snu.
A ile w każdym kroku szyku...
Póz wdzięku pełnych przybiera bez liku.
Lubi to futro, które ma
i o nie z wielkim zapałem dba.
Gdyby się jeszcze dało nauczyć
mniej pokrzykiwać, a więcej mruczeć -
taki przez kota ktoś przyuczony
do ideału byłby zbliżony.

 

II nagroda

Czego chciałabym nauczyć się od swojego kota?
Marta Bieniasz, 13 lat


A czy sam kot zechciałby
Nauczycielem mym zostać?
Czy zechce zadania się podjąć,
Trudnemu wyzwaniu sprostać?
Może by zmierzył mnie tylko
Kocim, krytycznym wzrokiem
I uznał, że człowiek, to człowiek,
Choćby i uczył mnie
Rok za rokiem.
Lecz gdyby zechciał -
Któż wie, co ja bym chciała?
Jaką cechę posiąść,
Gdybym możliwość miała?
Może ruchy kocie,
Gibkość smukłego ciała
Skakałabym tak wysoko
I cicho jak duch bym stąpała.
A może kocie zmysły?
To ludzkie pojęcie przekracza!
Widziałabym, czuła, słyszała
Wszystko co mnie otacza.
Lub umiejętność tak prostą,
Co człowiek choć chce, nie pojmuje;
Tę miłość, oddaną i szczerą
Którą obdarzyć umie.
A może
(Jak kot, jedno zwierzę,
Zalet niezwykłych ma wiele!)
Niezwykłą, subtelną urodę
Kryjącą się w drobnym ciele?
Lub uśmiech, jaki wywołać
Umie ogona skinięciem,
Turlaniem się po dywanie,
Drobnego pyszczka mruknięciem.
Mimo powyższych cech kocich,
(Ich ilość podziw budzi)
Ja chciałabym mieć cierpliwość
Którą mają do ludzi.
Mimo krzywd niezliczonych,
Jakie im wyrządzamy,
Na głód i ból skazujemy,
Litości często nie znamy,
To one lgną do nas nadal,
To u nas szukają pociechy.
Chciałabym umieć, jak koty
Przebaczać innym ich grzechy.

 

 

kategoria proza:

I nagroda  (ex aequo)

Spokój i uważność
Dorota Krzyżanowska-Gernand


Spokój jest w całym kocim ciele, w każdej łapce, w ogonku, w złocistym, głębokim spojrzeniu i w delikatnym mruczeniu. Ten spokój osiada i gromadzi się w naszych sercach, a my dzielimy się nim z całym światem, z każdą żywą istotą. Jesteśmy uważniejsi, stajemy się lepszymi ludźmi.

Moje koty są wyjątkowe. Choć każdy jest inny... Ale - będę się chwalić - to także moja zasługa. Dla cze go? Bo je kocham, bo nie krzyczę na nie, bo ich nie karcę, bo ich nie wychowuję, bo często z nimi rozmawiam, bo zawsze odpowiadam na ich przyjacielskie „mrugruchnięcie", bo nie przejdę obok nich, że by nie pogłaskać nadstawiającego się kociego łepeczka lub grzbieciku. No tak, pomyślicie, to są rozpasane i rozbestwione koty, które rządzą domem i światem. Też tak bym kiedyś pomyślała, bo mojego pierwszego kota wy-cho-wy -wa -łam! I co? I nic - był taki sam jak te niewychowywane, tylko z pewnością bardziej zestresowany. Bo koty są niezwykłe. Bo koty mają wyczucie. Bo mają (tak, tak!) wrodzoną kulturę osobistą, takt i wdzięk. Jeśli tylko człowiek ich nie zepsuje...
Zawsze zastanawiałam się, dlaczego moje koty wiedzą, gdzie można (biurko komputerowe), a gdzie nie należy (stół kuchenny) wchodzić. Skąd wiedzą, czym można się poczęstować, a czym nie? Skąd wiedzą, że wracam do domu, i czekają na mnie pod drzwiami? Skąd wiedzą, że czesanie futerka to wielka przyjemność, a obcinanie pazurków to odrobinkę mniejsza  przyjemność (choć nie wzbraniają się przed manikiurem)! Oczywiście,  tak jak każdemu stworzeniu, należy kotom wytłumaczyć, po co należy czasem skracać pazurki.
Taki wyedukowany kot siądzie naprzeciwko was, weźmiecie go za łapkę i sprawnie (w okularach) dokonacie tej naprawdę prostej czynności, licząc wraz z kotusiem kolejne paznokietki. Oczywiście, kot nie spuści z was oka, kontrolując sytuację przez cały ten czas.
Należy być wówczas uśmiechniętym, pogodnym, sprawiać wrażenie zrównoważonego, spokojnego i godnego zaufania, a także miło i sympatycznie zagadywać zwierzątko. No bo sami powiedzcie, czy bylibyście zadowoleni z manikiurzystki, która ucapiłaby was z całej siły za palce, przydusiła kolanem i ze złowieszczym błyskiem w oku, narzędziem wielkości połowy waszej kończyny, odcinała kawałki paznokci (hodowanych przez was i specjalnie ostrzonych), i jeszcze mamrotała jakieś obelgi pod nosem na wasz temat?
Z moich doświadczeń z kotami, w tym z koteczką, która trafiła do mnie jako dorosły kot „po przejściach", wynika, że miłością, delikatnością i własną „kulturom osobistom" z każdego kota można wydobyć anioła. Patrząc im w oczy i wyczuwając, co one właśnie sobie myślą i czego chcą, nawiązujemy wyjątkowy i nieziemski wręcz kontakt z tymi arcydziełami Pana Boga. Odwdzięczą się nam za to niesamowitym wręcz oddaniem i kocią miłością.
Miałam koty przynoszące zarówno mnie, jak i moim gościom „prezenty" w postaci upolowanej zabawki, zwiniętej reklamówki (no bo szczurów i innego mięsnego pożywienia, które można zdobyć i podarować, w moim domu, niestety, nie ma...), miałam koty aportujące (ale to dość powszechne u kotów), miałam kota podającego prawą łapkę na powitanie, mam kotkę podstawiającą łapkę do pocałowania (nie wiem tylko, czy ona tak bardzo to lubi, czy też może uważa, że ja to uwielbiam - ale że łapka na ogół jest dość czysta, to sprawiamy sobie na wzajem tę grzeczność), mam też kotkę, która na krok nie opuszcza mnie w czasie mojego chorowania, układając się na mnie i grzejąc chore organy. Czasem, na przykład kiedy boli mnie gardło, trochę to utrudnia oddychanie, ale co tam - choroba mija na ogół w ciągu jednego dnia.
Jest jednak coś, czego kotom szczególnie zazdroszczę. Pomijając, oczywiście, urodę, grację i wdzięk, zazdroszczę kotom niesamowitego kociego spokoju. Ten spokój jest w ich całym ciele, w każdej łapce, w ogonku, w złocistym, głębokim spojrzeniu. Jest w głębi ich oczu i w delikatnym mruczeniu. I co najbardziej niesamowite - ten ich spokój emanuje na całe otoczenie. Spokojniej świeci słońce, spokojniej pada deszcz, spokojniej unosi się listopadowa mgła, spokojniej mróz maluje na szybach kwiaty.
Nawet czajnik spokojniej gotuje herbatę, a i pralka też jakoś tak spokojniej pierze... Ten spokój jest nieodłącznym składnikiem kociego istnienia, kociego spojrzenia, kociego snu zwiniętego w kłębuszek, kociego ułożenia się na naszych kolanach, kociego polizania mordki drugiego kota-przyjaciela. Uczę się tego spokoju, choć wiem, że nigdy nie będę w  tym tak perfekcyjna, jak te urokliwe istoty. Kiedy wchodzisz do domu, gdzie są koty wychodzące ci na spotkanie, ułożone w przepięknych pozach w różnych (czasem bardziej, czasem mniej oczekiwanych) miejscach, od razu czujesz niesamowitą błogość, którą wdychasz wraz z powietrzem do wnętrza swojego serca. Ten spokój osiada i gromadzi się w naszych sercach i roznosimy go po domach naszych przyjaciół, zanosimy go chorym i strapionym, dzielimy się nim z całym światem, z każdą żywą istotą. Jesteśmy uważniejsi, zaczynamy dostrzegać potrzeby i problemy innych. Stajemy się lepszymi ludźmi. Takimi, którzy uśmiechają się do innych - nie tylko do ludzi, ale i do zwierzaków, gołębi, drzew. I kiedy napotkają przewróconego do góry brzuszkiem chrząszczyka, pomogą mu stanąć z powrotem na nóżkach.
A potem... Potem wracamy do swoich domów po kolejną porcję Kociego Spokoju i Kociej Uważności, z którą witają nas na progu te przeurocze, nieziemskie istoty.
Koty...

 

Oczywiście, jak zwykle...
Marta Gajewska-Glen


Oczywiście, jak zwykle! Na ostatnią chwilę! A tak się zbierała, myślała, kombinowała... i co?! Nie mogła tego wcześniej napisać? Nie...! Teraz ja muszę. Cały czas muszę jej pilnować. Wszystko na moim małym, kocim łebku...

Ja bym ją nauczył! Trzeba wiedzieć, co i kiedy robić. Kiedy poganiać piłkę (na przykład o siódmej rano, a co, niech się już w końcu obudzi), kiedy się wylizać (raz mnie chciała wyprać... brrr!), popatrzeć przez okno (co to leci z góry, takie białe?), zjeść (no i gdzie schowała w końcu tę wątróbkę, przecież widziałem ją w lodówce), przespać się (oczywiście tylko na jej krześle). I to wszystko jednego dnia! A ona nie ma czasu kuwety (no i co z tego, że po raz kolejny) posprzątać.

Nie wiem dlaczego, ciągle słyszę jakąś „ość". A to asertywność, a to kreatywność lub ciekawość. Czy ona wie chociaż, co to znaczy? Bo ja wiem. Chcę, żeby mnie pogłaskała (oczywiście tylko wtedy, kiedy ja mam na to ochotę), to zrobię fikołka i się rozłożę. Chcę jeść, to pomiziam się i pomruczę. Chcę spać, to śpię. I to takie trudne być asertywnym?

I po co mi te zabawki? Takie wymyślane przez tych dużych.
Przecież zawsze gdzieś coś wisi. I orzeszka można upolować albo ukraść koreczek. Wskoczyć na szafę, podrapać tapetę (taka nudna była wcześniej). Lub sprawdzić, jak szybko biega się od balkonu do okna w drugim pokoju. To się nazywa kreatywność.

Najbardziej mnie denerwuje, jak zamyka te deski z drugiej strony i gdzieś znika. Gdzie ona wtedy jest? Ciekawi mnie ten jej świat. Ale i tak odkrywanie mojego jest ciekawsze. Można go oglądać z dołu, z góry, do góry nogami. Te wszystkie kąty... co tam jest? A za szafą, w szafie, za lodówką, w lodówce, w wannie? I co w tej wannie tak kapie? To samo jest w kuchni, ale tam jeszcze coś bulgocze...? Takie fajne. A jak coś przestawi, zmieni? Przecież trzeba wszystko obwąchać. Sprawdzić, czy spada. A jak spadnie... cóż, widocznie spada. Fascynujące!

(O! spaliła garnek... spuścić ją tylko z oka... ech, ci duzi...)
Ona mówi, że ma problemy. A ja to nie mam? Mam! Wielkie kocie problemy. Codziennie muszę walczyć z sobą i każdą przeszkodą. Co, ja nie przeskoczę?! Może po drodze trochę się prześpię, ale zrobię tysiące prób i w końcu dam radę. Bo najważniejszy jest cel! Jest coś, co się rusza, więc nie ma nic ważniejszego. Trzeba namierzyć, cierpliwie czekać i upolować. Nieważne, że gołębia za oknem się nie da, a muchy są tylko latem. Zawsze jest coś takiego, jak ręka Pani. Ważny jest cel i zdobycie go.
Ale chyba właśnie o tym wszystkim moja Pani zapomniała. Trzeba się wziąć za nią! Podobno dużych można nawet na starość czegoś nauczyć, a ona jeszcze nie jest taka stara.

Dobra, kończę, wysyłam i idę spać na skaner.


 

III nagroda

Zdrowy egoista
Luiza Weder

Czego chciałabym nauczyć się od swojego kota?

Życia w zgodzie z własną naturą. Podążania za swoim instynktem i potrzebami. Podążania za swoją ciekawością i chęcią doświadczania. Odwagi. Spontaniczności. Otwartości w okazywaniu emocji. Bycia w pełni „tu i teraz", nie wczoraj, nie jutro, a po prostu w tym miejscu i dziś. Poczucia własnej wartości? Luzu? Dystansu do wszystkiego i wszystkich?... Kot jest zdrowym egoistą. EGOistą. Jest sam dla siebie priorytetem. A co przy tym ciekawe, jego pełnia zadowolenia, jego szczęście, nie umniejsza wcale naszego, wynikającego z przebywania z nim. I miłość, i szacunek wciąż płyną w obydwie strony.

Ja, Człowiek, zazdroszczę Kotu pełni samorealizacji, dbałości o siebie i własne dobro. Te cechy są wciąż jeszcze w naszym „ludzkim" świecie tak rzadko akceptowane... Kot sobie myśli: „Ja będę szczęśliwy, to i ty będziesz szczęśliwy", a człowiek sądzi: „Albo ja będę szczęśliwy, albo ty będziesz szczęśliwy...".

Mój kot mi dzisiaj wymruczał: „Kto nie szanuje samego siebie, kto nie kocha samego siebie i nie dba o własne potrzeby, nie będzie przez innych w pełni szanowany, kochany i nikt inny nie zadba o jego własne potrzeby tak dobrze, jak on sam..."

Sporo jeszcze nauki przed nami, a kociaki więcej uważności... uważności na siebie! w tym procesie uczenia nam życzą. Do zobaczenia na lekcji!

 

 

Wyróżnienia


Nigel i Filemon 
Celina Karaś,12 lat

,, Kot nadaje domowi duszę” (Clebert), dlatego u mnie w domu od zawsze są koty, przeważnie dwa. Teraz na przykład Rudy Nigel, który we wszystkim chce dominować; oraz biały w bure łaty Filemon, którego na osiedle podrzuciły dziewczyny z mojej szkoły.
Przyznaję się do tego, że jestem kociarą. Koty dają mi dużo radości. Jestem jedynaczką i zgadzam się ze słowami Daniela Defoe, że,,kto posiada kota, nie musi obawiać się samotności”. Zwierzęta te cały czas uczą mnie cierpliwości i spokoju.
Ostatnio dzięki kotom doznałam prawdziwej weny.
Przez kilka wieczorów napisałam opowiadanie o moich kocurach, o ich życiu, relacjach z domownikami. Moje opowiadanie zostało nagrodzone w konkursie literackim, co dało mi ogromną satysfakcję.

Oto ono:

Od kotów można nauczyć się wierności i miłości.Kot kocha opiekuna takiego, jakim on jest. Nie ważny jest dla niego wygląd człowieka. Nigel i Filemon szaleją za mną, chociaż nie jestem doskonała. Gdy wracam ze szkoły, biegną w moją stronę z ogonkami w pionie, wesoło miaucząc. Jak najszybciej chcą mnie „tucnąć” w nogę, domagając się pieszczot.
Obydwa mają inny charakter, a mimo to żyją wspólnie pod jednym dachem bez większych zgrzytów.
Dają mi przykład, że człowiek też może z innymi żyć w zgodzie.
Moja mama bardzo lubi słodycze. To jej słabość. Kiedyś powiedziała, że zazdrości kotom tego, iż nie znają słodkiego smaku. Rozróżniają tylko podobno smak gorzki, kwaśny i słony. Tym sposobem żaden kot nigdy nie będzie łasuchem na słodycze, który ciągle zajada czekoladki.
Przypatrując się moim czworonożnym przyjaciołom, zauważyłam, jak bardzo są zwinne i że poruszają się z wielką gracją. Zawsze pamiętają o tym, aby unieść wysoko głowę, o czym ja zapominam i czasem się garbię. Popracuję nad tym... Chciałabym być tak wysportowana jak kot. Szybko biegać i skakać z wysokości na cztery łapy.
Filemonowi zazdroszczę odwagi. Pewnego dnia zachorował. Pan weterynarz musiał mu podawać kroplówkę, żeby go nawodnić. Otrzymywał również antybiotyki w domięśniowych zastrzykach. Znosił te zabiegi w spokoju. Ja to bym chyba uciekła, nie dając sobie zrobić zastrzyku, tak bardzo boję się igieł. Jednym słowem niesamowicie odważny jest ten mój Filemon.
Od Nigela mogę nauczyć się skupienia. Obserwowałam go, jak „poluje” na listek bzu, który spadł na trawę. Wyłączył się całkowicie z rzeczywistości. Nie dochodziło do niego nawet moje nawoływanie, tak bardzo był skupiony. Przyjął odpowiednią pozycję i rzucił się do ataku na liść. Można mu pozazdrościć takiej perfekcji.
Czasem denerwuje mnie to, że muszę kupować tyle ubrań. Ciepłą kurtkę na zimę, lżejszą na jesień, jakąś bluzę na lato i wiele innych… A moje koty nie wydają pieniędzy na ciuchy. Mają piękne ciepłe kożuszki na sezon zimowy i przewiewne garniturki na cieplejsze dni. Jak napisała o kocie Halina Poświatowska: ,,Ja mam Pana Boga w futrze”.
Od moich kotów uczę się cały czas. Mogę nauczyć się tylko dobra, gdyż one nie czynią zła tak jak człowiek. Z pewnością są lepsze od ludzi. Ksiądz Twardowski mówił: ,,Zwierzę” po łacinie nazywa się „animal”, co znaczy – ,,istota żywa, mająca duszę”. Koty prawdziwie kochają, są wierne, nie udają, są szczere i uczą pokory. Można rzec więc słowami Wisławy Szymborskiej: ,,Panu Bogu nic się nie udało, z wyjątkiem kotów”.

Tekst publikowany w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 122/2012


Szczęście tu i teraz
Małgorzata Wróblewska-Bakaj
 

Szczęście wdarło się w moje ciało równie niespodziewanie jak dźwięk telefonu, który nagle przeciąłwieczorną ciszę, zapowiadając radosną wiadomość. Uśmiech bezwiednie rozkwita, dłonie otwierająsię, by zebrać cudowną nowinę, serce łopocze… Jednak coś jest nie tak. Myśl przykra, niczym burzowa chmura wisi na horyzoncie pamięci. Gaśnie uśmiech, dłonie otwarte powoli zaciskają się w pięści, zbyt szybko znika echo najmilszych słów.
Gdzieś poza światłem staromodnej lampki dostrzegam miękką sylwetkę kota, smacznie rozciągniętegona ulubionej części kanapy. Dla niego nigdy nie istniało wczoraj, nie straszne mu jutro. Chłonie całym swoim jestestwem rozkosz cichej chwili wieczoru, miękkość kanapy, ciepło pokoju. Radość mojego kota nie posiada skazy zmartwień, nie burzy jej pamięć złych wspomnień oraz niepewność jutra. Radość mojego kota zawieszona jest w emocjonalnej próżni.
Podchodzę do niego tak cicho, jak podchodzi się do brzegu lustrzanej tafli jeziora nie skalanej najmniejszą falą. Nie chcę niczym zburzyć tej definicji spokoju. Pochylam się, przytulając policzek do miękkiego futra. Chcę choć przez chwilę poczuć w sobie to, czym wypełniony jest wewnętrzny świat mojego rudzielca. Kątem oka widzę, jak lekko unosi głowę. Gdzieś z samego środka wydobywa się mruczenie, mimo że zakłóciłam popołudniową drzemkę. Ale mój ukochany kot przyjął to jako prezent wieczoru. Bez skarg, bez wspomnień, że bez mojej opartej o niego głowy było znacznie wygodniej. Mruczy, delektując się moją bliskością.
Staram się przywołać radosną nowinę, szukam ukojenia w rezonującym futrze. Próbuję wyłapać spośród nawału rzeczywistości zasłyszaną radość i koci spokój. Gdzieś jest, ale daleko jej do niezwykle
sterylnego odbioru świata przez mojego kota, który żyje tu i teraz, i tylko tu i teraz.
Zazdroszczę.

Tekst publikowany w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 120 - Październik 2012

 

 

.

...

Trwa konkurs literacki!


„Jak zostałem/am kociarzem?”
Mówi się, że wszyscy kochają koty, tylko niektórzy jeszcze o tym nie wiedzą. A jak było z Wami? Opowiedzcie nam, jak to się stało, że jesteście kociarzami. Na teksty czekamy do końca listopada 2017 r. pod adresem mailowym:
konkursy@kociesprawy.pl z dopiskiem w „Jak zostałem/am kociarzem”
Najciekawsze historie zostaną opublikowane na naszych łamach, a ich autorzy otrzymają interesujące książki o kotach.

.

..
...