Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

Literacki


Rozstrzygnięcie konkursu literackiego „Szczęśliwy kot”

Kochani Kociarze!

Ponieważ nasz magazyn w wersji drukowanej ukazuje się w maju po raz ostatni, zmuszeni byliśmy skrócić termin nadsyłania prac na konkurs literacki i ogłosić wyniki już w tym numerze. Mimo krótkiego czasu, jaki mieliście tym razem, nadeszło jednak wiele prac o szczęśliwych kotach, których autorów mamy przyjemność nagrodzić.
A oto zwycięzcy!

Ewa Kołodziejczyk, Wiktoria Jóźwiak, Aleksandra Kadłubowska 10 lat, Milena Kwiatkowska 9 lat

Zwycięzcom gratulujemy i nagrodzimy ich ciekawymi książkami o kotach, pozostałym uczestnikom bardzo dziękujemy za udział w konkursie! Nagrodzone teksty przeczytacie na naszej stronie internetowej www.kociesprawy.pl


                            ...


„Koci imiennik”

Teksty publikowane w majowym numerze magazynu KOCIE SPRAWY

CZARNE TO

Nigdy nie miałam własnego zwierzaka. I przyznam szczerze – jakoś nie cierpiałam z tego powodu. Psów się bałam i boję do dzisiaj, a koty? Cóż... były mi obojętne. Piętnaście lat temu moja córka zapragnęła mieć kota. Odmówiłam, tłumacząc się alergią na sierściucha. Mądre moje dziecko zażyczyło sobie przeprowadzenia testów – wyszły negatywne. Drążyła więc Aśka „koci temat” dalej. U znajomej mojej koleżanki w pracy kotka na okrągło obdarzała świat kociętami. Zgodziłam się wziąć na odczepnego jedno z nich, ale pod dwoma warunkami: że będzie to dziewczynka i musi być cała czarna. Ha! Prędzej w totka wygram – myślałam, ciesząc się, że będę wreszcie miała święty spokój z kocim tematem. I tak 14 lipca 2003 roku przyszło na świat kocie rodzeństwo: rudy synek i... czarna córka. Z początkiem września pojechaliśmy więc (ja, moja Aśka i mój tata) po sierściucha. Czekał już u mojej koleżanki. Przyniosła nam TO – małe, chude, biedne, przerażone, z oczami jak stare pięciozłotówki. Mój tato wziął TO na ręce – widziałam, jaki był wzruszony – a TO się w niego wczepiło i wtuliło. Moja Aśka głaskała TO po grzbiecie, a ja z przerażeniem myślałam tylko o stadzie pcheł, które według mojego mniemania na pewno buszowały w czarnym futrze. Bezwiednie i trochę z litości wyrwało mi się jednak: „No nawet milusia jest...”. Nie była odtąd bezimienna – była już Milusią. Przez dwa tygodnie obchodziłam ją szerokim łukiem, tolerowałam, czyściłam kuwetę, myłam miski, dawałam jedzenie. A ona – jakby na przekór – wybrała właśnie mnie na swoją ludzką matkę.
Pewnej nocy kocie dziecko przemknęło niepostrzeżenie do mojego pokoju i cichutko, delikatnie, prawie bezszelestnie się przy mnie ułożyło. Już miałam się poderwać i wynieść ją z pokoju, kiedy zobaczyłam wpatrujące się we mnie te dwa ślepka. Z małego ciałka wydobywało się mruczenie, ślepka patrzyły... I wtedy pękło moje serce... Tak miało być, że małe, przerażone kocię, z oczami jak stare pięciozłotówki, nazwane Milusią wlazło do mojego życia i serca.
Barbara Kłodowska, laureatka konkursu „Koci imiennik”


SZARUŚ, CZYLI GREY


Jest piątek, 29 września, około godziny 16. Ledwo trzymam się na nogach, znosa mi cieknie, ale mam spotkanie z klientką i muszę się na nim pojawić. Chwilę przed wejściem do kawiarni dostaję telefon, że piękny kocur szuka domu, choćby tymczasowego. Ma czas do jutra, później wróci w miejsce, skąd został odłowiony przez OTOZ na kastrację. Niewiele myśląc, zgadzam się wziąć go na parę dni i poszukać stałego domu. Po spotkaniu dzwonię do mojego partnera z prośbą, żeby odebrał ze mną kota. Pakujemy kocura do transportera, bierzemy książeczkę i jedziemy do domu, gdzie czekają na nas koci rezydenci. W książeczce nowy kot miał wpisane imię Szaruś.
Stwierdziliśmy, że jest mało „marketingowe” i partner zaproponował, żeby zmienić je na Grey (na falipopularności książkowych i filmowych romansów). W ogłoszeniach
adopcyjnych pisaliśmy, że Grey szuka swojej Anastazji…
Po paru tygodniach i po poprawnej socjalizacji z naszymi kotami zdecydowaliśmy, że Grey zostaje z nami! Teraz udajemy, że jego imię wzięło się od herbaty earl grey, a nie od bohatera literackiego.

Kinga Bartkowiak,
laureatka konkursu Koci imiennik


LEON TO NIE TYLKO IMIĘ, LEON TO STYL ŻYCIA 

„Ponieważ zwę się lwem” (łac. Quia nominor leo) – to argument, jaki podał pewien lew, tłumacząc, dlaczego należy mu się główna część łupu.
Imię ma się podobno wypisane na... pyszczku! Tak właśnie było w przypadku Leona, którego pierwszy raz spotkałam na „boisku, kiedy grał z braćmi w piłkę”. Waleczny jak lew, zwinny niczym Leo Messi i szybki jak Seat Leon... – od razu wiedziałam, że to imię jest mu przeznaczone. Poza tym, kto nie chciałby mieszkać razem z królem pod jednym dachem?
Po skończeniu gry odwrócił się, podszedł i patrząc na mnie, zrobił maślane oczy na sposób kota ze Shreka, jakby chciał zapytać: Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy mam przejść jeszcze raz? Nasze spojrzenia się spotkały, serce zaczęło bić szybciej i zanim się obejrzałam... byłam zakochana. Cóż mogę powiedzieć? Skradł moje serce. Od tamtego dnia jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Jak się później okazało, jego imię skrywało o wiele więcej tajemnic. Pod względem posiadanego stopnia hierarchii mój kot przypomina mi więc papieża Leona II. Nie jest może głową Kościoła, ale głową naszego domu to na pewno.
Leon to pan i władca, który nie ma właściciela, bo jak rozumie się samo przez się, właścicieli mają psy, a koty mają swoich służących (i to na każde skinienie pazura!).

León to również nazwa miasta w Hiszpanii, w którym rozgrywany jest jeden z najznamienitszych turniejów szachowych, a jak wiadomo, do szachów trzeba mieć cierpliwość... – to kolejna cecha charakterystyczna Leona. Zawsze cierpliwie czeka przy pustej miseczce, ale czasami jego cierpliwość się kończy… Zdawałoby się, że wtedy myśli: Dziwne... postawiono mi pustą miseczkę. No to już lekka przesada… Tak właśnie traktuje się w tym domu koty – można paść z głodu! Dobra, ale może jak grzecznie poczekam, to trafi mi się jakiś pyszny kąsek? Poczekam, pomarudzę i może akurat mi się uda… Przecież i tak nie mam nic lepszego do roboty. O! Wiem! Zaśpiewam im moją ulubioną piosenkę »Moja miska jest pusta od pięciu minut« – zawsze działa!

Leon ma w sobie również coś z Leona zawodowca – w niczym nie przypomina męskiego i twardego złoczyńcy jak wtedy, kiedy był mały. Wręcz przeciwnie, dorosły Leon jest cichy, spokojny, ale… jedno się nie zmieniło. Leon jest niepowstrzymany – zawsze gotowy do walki (o każdy kąsek!).

Imię to coś wyjątkowego – to zaledwie jedno słowo, ale pociąga za sobą wiele znaczeń i powiązań. Leon to kot czasami leniwy jak Garfield, ale kiedy zbliża się czas kolacji, potrafi pokazać swoje drugie oblicze. Leon to pan i władca, któremu, jak on sam twierdzi, należy się główna część łupu (ale powiem Wam szczerze… bez swoich podwładnych marnie by skończył).
Jessica Gotówko, laureatka konkursu „Koci imiennik” 
                                                         ...


Rozstrzygnięcie konkursu literackiego

„Jak zostałem/am kociarzem?"


Kochani Kociarze!
Temat wyraźnie Wam się spodobał, bo jak kot kotem to takiego odzewu jeszcze nie było! Każdy chciał się podzielić historią swojego zakocenia, więc nadesłanych tekstów starczyłoby na prawdziwą książkę. Wśród osób, które wzięły udział w konkursie, znalazło się też bardzo wielu kociarzy płci męskiej, co również niezwykle nas cieszy!
Nie musimy pisać, jak trudno było przyznać nagrody, ale staraliśmy się to zrobić sprawiedliwie, biorąc pod uwagę także walory literackie danej opowieści. Ciekawych, wzruszających historii jest jednak co niemiara. Wasze historie, nie tylko te nagrodzone, będziemy publikować w kolejnych numerach KOCICH SPRAW (teksty dzieci i młodzieży znajdą się w najbliższym wydaniu dodatku „Młode Koty").
Bardzo dziękujemy za udział w konkursie i zachęcamy do kolejnej zabawy literackiej.

Zwycięzcy w nagrodę otrzymują interesujące książki o kotach.
Gratulujemy!
I miejsce: Hanna Krakowiak, Ivo Stary (13 lat)
II miejsce: Ryszard Choiński, Wioletta Rzepa (14 lat)
III miejsce: Grzegorz Krupienik, Joanna Krauze (11 lat)
Wyróżnienie: Sławomira Przybyłowicz, Danuta Daroszewska, Wiktoria Żaba (13 lat)
   

...

Grzegorz Krupienik (III miejsce)

MOJA SIOSTRA KOCICZKA

Chciałbym podzielić się z Wami moją historią. Opowiedzenie jej jest dla mnie trudne, bo bardzo tęsknię. Historia rozpoczęła się prawie 18 lat temu. Miałem wówczas 14 lat. Mój brat przyniósł do domu małą, czarną koteczkę, którą dostał od kolegi. Ktoś podrzucił ją jego matce, wielkiej miłośniczce kotów.
Nie lubiłem kotki, bo przecież nie lubiłem kotów. Byłem zazdrosny, kiedy skupiała na sobie uwagę wszystkich członków rodziny. Ona wiedziała, czuła, że jej nie lubię, więc kiedy tylko mnie zauważała, chowała się. Wszyscy w domu bardzo ją lubili, moja matka mówiła nawet, że ją kocha. Nie rozumiałem wtedy, jak można mówić, że się kocha kota! Była to dla mnie abstrakcja. Gdy wracałem ze szkoły, a uczyłem się w technikum, matka opowiadała mi, że Perełka ukradkiem, widząc, że nie ma mnie w domu, wchodziła do mojego pokoju i zwiedzała go. Miała nawet ulubioną maskotkę, którą się bawiła – wyniosła ją nawet z mojego pokoju do pokoju gościnnego.
Zaciekawiło mnie to, bo kot, mimo że nie był ze mną w przyjacielskich relacjach, był zainteresowany tym, co się dzieje w moim pokoju.

Rodzice często powtarzali, że Perełka to ich córka, a do mnie mówili, że mam siostrę. Oczywiście nie mogłem się z tym zgodzić i nie mogłem nadziwić się, jak można kota nazywać swoją córką albo moją siostrą. Któregoś dnia ojciec powiedział do mojej kociej siostry „kociczka”. O dziwo spodobało mi się to i tak już zostało. Od tego dnia na drugie miała „Kociczka”. Chociaż dla mnie tak naprawdę było to jej pierwsze imię, bo tylko tak się do niej zwracałem. Moje relacje z Kociczką były raczej szorstkie – ja niezbyt zwracałem na nią uwagę, ona odwdzięczała się czymś podobnym. Ale gdy było mi czasem bardzo smutno, przychodziła do mnie. Była wręcz natrętna.
Narzucała mi się do tego stopnia, że gdy któryś już raz z kolei ocierała się o mnie, nie miałem innego wyjścia – musiałem ją pogłaskać.

I pewnego razu doznałem czegoś, czego nie potrafię nazwać. Poczułem, że nie jestem sam.

Grzegorz Krupienik, III miejsce w konkursie literackim pt. „Jak zostałem kociarzem”
Cały tekst przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 187
MAJ 2018

Nagrodzone teksty opublikowane w numerze 186 magazynu KOCIE SPRAWY
Hanny Krakowiak (I miejsce)
Ryszarda Choińskiego (II miejsce)

                                                    

                                                        . . .



...

Konkurs literacki

 „Szczęśliwy kot”  
rozstrzygnięty

Szczęśliwy kot, czyli jaki? Czy to ten kot, który może spokojnie się wylegiwać, bo wie, że jego ludzie zawsze napełnią mu miseczkę? A może to ten, który jest niczym nieograniczony i może swobodnie poznawać otaczający go świat? Jaką miarą zmierzyć kocie szczęście? I ile opiekunowie kotów są gotowi zrobić, by znaleźć na nie receptę?

Nazwiska laureatów w majowym numerze
KOCICH SPRAW
 

...

..