Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

pełna strona

Tekst Piotr Goszczycki
KOCIE SPRAWY - Nr 88 LUTY 2010

Indywidualista dla indywidualisty na urodziny. Niezwykły, koci prezent, od razu obdarzony miłością. Mamą Hetmana była persiczka, a ojcem zwykły dachowiec. Wyrodził się, był jedynym rudzielcem w miocie, wśród trzech szaro-biało-czarnych sióstr.
Do naszej rodziny trafił jako dwumiesięczna kulka. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił w nowym miejscu, było skrycie się i znalezienie do zabawy... kapsla po piwie. Od tej pory rudzielec jest najważniejszy. Lubi być na widoku, aby uważnie wszystko kontrolować.
Mieszkaliśmy wówczas na parterze i kiedy przyszła wiosna, wraz z cieplejszymi dniami otwieraliśmy częściej okno. Dla rudzielca była to nie lada gratka wyglądać i czuć zapachy nieznanego świata. Oj, ciągnęło go w świat! Wiadomo, niezależna kocia dusza. Pożyczyliśmy więc drabinę i w ten prosty sposób już po miesiącu Hetman został szefem bandy podwórkowej. Pobił dwa jamniki (które później starały się za wszelką cenę go dopaść), wybierał w kotkach, które schodziły się, aby podziwiać męski okaz kociej urody. (Między innymi, z tych powodów w porę rudzielca wykastrowaliśmy.) Eskapady Hetmana wzbudzały postrach wśród gołębi, których było sporo w okolicznych ogródkach. Wydał także wojnę srokom. Kto to widział, żeby panoszyły się na jego terytorium! Jako szefowi bandy podwórkowej wypadało dobierać sobie odpowiednie towarzystwo, toteż polubił Kacpra z sąsiedztwa, który był nieco do niego podobny. (Rudzielec, tyle że wypłowiały.) Jednakże Kacper był bardziej leniwy i ociężały, co naszemu kotu absolutnie nie przeszkadzało. Nawet „miejscówkę" Hetman zajmował lepszą, choćby tak ciekawą jak w karmniku dla ptaków!
Hetman niecierpliwie wyczekiwał na święta, być może instynktownie czuł, że zbliża się niebywała okazja do wyżerki. W wannie swobodnie pływał dwukilogramowy karp. Ileż to było prób upijania wody, drapania w powietrzu, wymiauczonych sonetów, ciągłych obserwacji, czy ryba raczy wyjść z wody i położyć się na talerzu. Taka warta pod drzwiami łazienki trwała dwa dni i kiedy tylko karp zakończył żywot, została wynagrodzona.
Niedawno przeprowadziliśmy się i mieszkamy na siódmym piętrze. Zabudowaliśmy balkon. Bardzo zmniejszyła się Hetmanowi przestrzeń życiowa, odeszły do wspomnień polowania na różne ptaszki. Żeby rudzielec nie czuł się samotnie, kupiliśmy mu towarzyszkę. Kotka Pchełka jest młoda, głupiutka i bardzo zapatrzona w dorosłego rudzielca. Hierarchia została ustalona, opiekunowie podzieleni, wzajemne upodobania uzgodnione. Wiadomo, rządzi Hetman.
Przyszła kolejna wiosna. Koty odnalazły się w nowym miejscu i żyją w zgodzie. Hetman od pewnego czasu stał się naukowcem - znawcą lektur i języka polskiego. Coraz częściej otwiera sobie książkę (która leży na sofie), kładzie głowę w środek książki i drzemie. Czasem udaje, że czyta. Na biurku, gdy sprawy dotyczą poezji, Hetman potrafi aktywnie towarzyszyć. Już nie chodzi o ciepło idące z lampki, lecz o kartki, chęć wtrącenia się, roszady kartek. Wydaje się, że chce powiedzieć: „No co, przecież się znam na polskim. Wiem, co jest dobre!". No cóż, nie można zaprzeczyć. Pozostaje jednak pytanie: kim był Hetman w poprzednim wcieleniu?