Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KS Nr 133 – LISTOPAD 2013

Spisała: Joanna Müller

Taka sytuacja...

Znany jestem z tego, że się zbyt nie tykam – to na zbędną bliskość jest moja taktyka.
Ręce
precz od ogona! To intymności Felkowej skuteczna zasłona!
Prychu, prych, pogryzę i drapnę boleśnie! Możesz mnie
pogłaskać, gdy mnie zgrabnie weźmiesz, pod ogon dłoń
podłożysz, jakbyś dziecko trzymał.
Kotów się nie podgląda, nie pierze, nie wyżyma... Tylko delikatnie
z respektem podchodzi. Każdy z nas wszak w niewidzialnej koronie się rodzi.
Żyłem tak półdziko, chyłkiem przemykając, zdziwiony, że się
koty na głaski zgadzają. – A niech se żyje Felek, jak chce, niech mu będzie – mówili,
rezygnując i mając na względzie wszystkie me
dziwactwa. Miałem tak z sześć lat może beztroskich
wakacji, odkąd mnie tu przyniesiono prosto z operacji, z ulicy zgarnięto
bez nogi, dzikiego. I bawiłem się w redakcji odtąd w chowanego.
Aż przyszła taka jedna redaktorka nowa, co nieodpuszczała.
– Gdzie się Felek schował? No chodź
do mnie, Felku, nie bądź taki wredny. Musisz wyjść
do ludzi, siedzisz tak sam... biedny... I jęła mnie
tykać, na brzuch łapska kładła. – Tu cię pomasuję.
O, jak dużo sadła! A tu masz ogonek, a tu nóżkę
jedną. Tylko już nie prychaj. Minę robisz wredną – głaskała mnie, drapała, niby była miła, aż tykanie
polubiłem i mnie zniewoliła.
Ech..., świat będzie inny po tym, co Wam powiem.
Chyba sobie golnę, nim to jednak zrobię, no bo nieogarniam tamtej sytuacji i wstyd jeszcze czuję...
Brak mi tutaj spacji, która by ten wiersz urwaław pół słowa... Największa afera niech się przy tym
schowa. Zacznę więc od końca, czyli od ogona.
Opowiem, jak została korona strącona...
Moja redaktorka, która mnie na siłę głaszcze i dopieszcza, i traktuje z powagą, jak wielkiego
kleszcza, wzięła mnie na ręce w pewien dzień
wrześniowy... Usiądźcie, bo spadniecie i dramat
gotowy. Wzięła mnie na ręce, lecz miauknąłem
cicho, gdy mnie poklepała po tej okolicy
najbardziej odległej od mej potylicy.
Wtedy zatrwożona zerknęła pod ogon,
czy mnie nic nie boli. Zajrzała i zamarła. Po czym do Jagody pobiegła, szepnęła:– Daj mi szybko wody...
– Ty znowu masz globus? Czemuś tak pobladła?
– Albo rozum straciłam..., albo z byka
spadłam, ale... Felek dziwnie wygląda po tej amputacji. Choć mogę się
mylić, może nie mam racji. On jest tu najdłużej, tak? Dobrze go
znacie, lecz kiedy stwierdzono, że Felek to facet?
– Przyszedł jako Felek tuż po operacji. Bez nogi i bez...,
bo był po kastracji. Tak nam powiedziano, gdy go nam
dawano. Ale czemu pytasz?
Co cię niepokoi? Czy Felek jest chory? Mów, co ci się roi.
– Na ile znam koty, to nasz biedny Felek najwyraźniej
zgubił swój męski dzyndzelek... Wzięły mnie na ręce imi zaglądają w intymności
moje. Porównują z Manią, z Zuzanną, Homerem!
– Felek jest chyba Felką! Gdzie jego dzyndzelek?!
Dzwonią do szefowej, dalej debatują. Wizytę
w klinice już po cichu knują... – Nie, to niemożliwe!
Choć te płcie u kotów czasem chybotliwe...
– On się nie dał dotknąć, ale że był zdrowy, tylko w zęby mu zerknęli. I nikt nie podważył wtedy
Felkowej budowy.
– Podłość – pomyślałem. – Tak mnie upokorzyć!
Nie mogłem starości bez tykania dożyć?!
W końcu przyszedł weterynarz, a z nim wybawienie. Jakież było niedowiarków w redakcji
zdziwienie, gdy zakwestionował plotki, wszystkie pomówienia. – Felek nie jest Felą – orzekł.
Dość upokorzenia. Włożył okulary i zajrzał pod ogon – tak profesjonalnie:
– Ten kot jest kocurem. Tuż za tylną nogą. Wygląda
to marnie..., lecz ślady męskości tkwią niezaprzeczalnie.
Pewnie jest im łyso teraz, że tak namieszali, że płeć moją bez krzty taktu i bezczelnie podważali.
Jestem Felkiem pełną gębą. Mężczyzną i basta!
Tożsamością moją już nie będą szastać!


Wasz poeta – Felek Fallus Wierszokleta