Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KS 148 – LUTY 2015



.



.






.


 

Zdjęcia wykonała i spisała: Joanna Müller


Cmok, cmok

Chyba już mnie zemdliło od tych całusków, cmoków.
Wyczerpał się limit słodkości już w lutym tego roku.

Żeby choć coś za tym stało, by troską, współczuciem zawiało.
A taki ot cmok po próżnicy nie robi mi żadnej różnicy.
Dystans do cmoka trzymam, ochoty nań żadnej ni mam.
Niech se cmokają gdzie indziej. W sklepie, na poczcie czy w windzie.
A mnie niech nie męczą, gdy leżę. To mnie w ogóle nie bierze.
Odbieram to jako karę. Wolę się cmokać z Oskarem.
I zamiast tysiąca cmoków,wybieram święty spokój.
A baby by tylko cmokały i usta swe nadstawiały.
I w czółko, i w łapkę, i w uszko. I szantażują mnie puszką –
nie dadzą, jeśli nie cmokną. Chyba się rzucę przez okno…
Na dworze się jakoś pożywię, zjem myszkę(choć na myśl się krzywię,
bo jednak saszetka mniej krwawa, nie trzeba
mnie na nią namawiać).

Potrzebne są więc parytety – gdzie spojrzę, to
wszędzie kobiety.
A mężczyzn jak na koci kłak. Po prostu czuję ich brak.
Zbyt mało ich w kociej redakcji, na boku i bez
deklaracji:
jeden w kompie coś pogrzebie, drugi pstryknie fotę,
trzeci jest administratorem, lecz ma inną też robotę,
czwarty z nich do nas przesyła mailem swoje wiersze –
humanista i literat, czyli ma spojrzenie szersze.

A więc wielkie poruszenie, gdy do nas przychodzą.
Redaktorki już biegają. Nasze chrupki im tak szkodzą?
Krzysiu, Zdzisiu, usiądź tutaj, może się napijesz kawki.
Patrzę, a chłop wszak niemłody, dawno sprzedał już zabawki.
I łysieje z jednej strony, już był kiedyś narzeczonym,
a tu tak go upupiają, że aż jest tym porażony.
W gębie język kołkiem staje, mrucząc ledwo dźwięk wydaje
i spogląda w wyjścia stronę. Pewnie gdyby był kocurem,
nakrył by się już ogonem.

Tak więc jedna często pieje na temat Romana.
Roman to i tamto, z wieczora i z rana…
Druga ekscytacje poetą przeżywa,
ręce składa w nabożeństwie, głową w transie kiwa
i z ust jej nie schodzi imię mistrza, wieszcza.
Ciągle go wychwala i słowem dopieszcza.

Niech się trochę pomiarkują! Koty, chłopy albo praca! –
wykrzyknąłem w nerwach będąc, Zuzkę w łeb zacząłem pacać.
Chyba zazdrość tak mnie wzięła. Lecz już wkrótce żałowałem.
Jak się do mnie doczepiły, to kaplica… żyć przestałem…
Znowu cmokać mnie zaczęły, znóow mnie całkiem upupiły,
znów na rączkach mnie nosiły, jak pijawki się
wczepiły.
Ale może niech już będzie. Będę cierpiał za miliony…
bo nie znoszę konkurencji, wolę już być upupiony!

Felek, Wasz poeta, wycmokany wierszokleta