Wolni indywidualiści - rozmowa z Katarzyną Dowbor

Tekst Andżelika Piechowiak

Andżelika Piechowiak: Byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że jest Pani również właścicielką kota. Do tej pory kojarzyłam Panią jako miłośniczkę koni i psów, zwierząt, z którymi można nawiązać dialog, wytresować je, nauczyć sztuczek.
Katarzyna Dowbor: Zaczęło się od tego, że Hania Smoktunowicz, wielka miłośniczka kotów, przywiozła mi dwumiesięczną znajdę. Kociaka ktoś kopnął, co spowodowało u niego poważny uraz oka. Trafiłam wtedy do Jacka Garncarza, obecnie słynnego zwierzęcego okulisty. Co dwa dni jeździłam z Zalesia do lecznicy na Ochocie. Kot - ten totalnie dziki, znaleziony w piwnicy, pół-dachowiec - uznał tylko mnie, co było niezwykle wzruszające. Leczenie trwało i było bardzo ciężkie. Oko wypłynęło, próbowaliśmy je uratować, ale nie udało się. Trzeba je było usunąć. Z tego powodu nazwaliśmy kota Pirat. Był u nas niecały rok. Mieszkałam wtedy w domu z dużym ogrodem na wsi i któregoś dnia kot po prostu zniknął. U mnie wszystkie zwierzęta wychodzą na dwór. Nie uznaję trzymania kota w czterech ścianach, ze strachu, że coś może mu się stać. Trudno, najwyżej będzie żył krótko, ale szczęśliwie. Zwierzę ma prawo czuć się swobodnie. Pirat z tego skorzystał. Kiedy zniknął, poczułam ogromny smutek.

Przygotował miejsce dla legendarnej Zuzi...
Wręcz dosłownie. To było dość dziwne. Akurat w dniu, kiedy Pirat pierwszy raz nie wrócił na noc, moja koleżanka, scenografka z telewizji, dopadła mnie na słynnym korytarzu na Woronicza z pytaniem, czy nie wzięłabym ślicznej, sześciotygodniowej szarej kotki? Ktoś ją wrzucił do szybu windy, a ona dodatkowo zjadła trutkę na szczury. Koleżanka obiecała, że ją wyleczy, ale ponieważ sama miała już i psy i koty, nie mogła jej zatrzymać. Odpowiedziałam, że mam już kota i nie chcę drugiego. Wierzyłam, że Pirat lada dzień wróci. Obiecałam jednak, zupełnie w to nie wierząc, że gdyby stało się inaczej i kot nie pojawił się w ciągu trzech tygodni, przygarnę tę małą. Pirat niestety nie znalazł drogi powrotnej do domu, kotka została wyleczona. Słowo się rzekło, nie miałam wyjścia. Kończyłam wtedy telewizyjny dyżur o północy, koleżanka przywędrowała z nią zapakowaną w koszyk wiklinowy, z całą wyprawką. Postawiłam koszyk na przednim siedzeniu w samochodzie. Jechałam, jedną ręką prowadząc, a drugą trzymając kota, żeby się nie denerwował.

Jak na nowego domownika zareagowały psy?

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 83  wrzesień 2009

31.08.2010 ARTYŚCI WOLĄ KOTY
 Rozmowa z Maciejem Damięckim […]
02.06.2010 RODZINNA TRADYCJA
 Rozmowa z Kasią Adamik […]
10.05.2010 SADZA INSPEKTORA KOTA

 Rozmowa z Andrzejem Niemirskim […]

01.04.2010 POZORNA RÓWNOWAGA SIŁ

O swoich kotach z narzeczonym Michałem Lesieniem rozmawia Andżelika Piechowiak […]
28.02.2010 BARDZO OWOCOWE KOTY ANDRZEJA NEJMANA

 Rozmowa z Andrzejem Nejmanem […]

31.01.2010 JEZIORA OBŁĘDU I NUTA SPOKOJU

 Rozmowa z Grzegorzem Turnauem […]

03.11.2009 MIAUCZENIE KONTRA SKRZYPCE
 

 Rozmowa ze Zbigniewem Wodeckim […]

 



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego
 
www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu



Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl