Z dziennikarzem Filipem Łobodzińskim rozmawia Katarzyna Pielak
Koty są piękne, wierne ludziom i nieprzekupne. W ich spojrzeniu nie czai się próba oszustwa, widać ich naturalną mądrość. Aby pozyskać zaufanie kota, trzeba poznać odpowiednią drogę do jego serca, nieważne jak, ale trzeba znaleźć właściwy kontakt.
Czy koty mogą być źródłem inspiracji?
Oczywiście, tym bardziej że koty są owiane tajemnicą. Już sama ich obecność powinna inspirować. Dla mnie widok śpiącego kota jest dowodem na to, że jest dobrze, że jest spokój. Kiedyś przeprowadzałem wywiad z Piotrem Wierzbickim, pisarzem, znawcą Fryderyka Chopina, i gdy po wejściu do jego mieszkania zobaczyłem dwa śpiące koty, od razu poczułem się dobrze i wiedziałem, że tu jest właściwa atmosfera.
Bardzo angażuje się Pan w pomoc zwierzętom. W „Newsweeku" opublikował Pan apel-przesłanie pt. „Cicha Orkiestra Kociej Pomocy" ...
Moim największym marzeniem jest, aby kot nie kojarzył się nigdy nikomu ze zwierzakiem żyjącym na śmietniku czy w piwnicy. Każdy pies i kot powinien mieć swój dom i zostać otoczony miłością. Co roku o 15 proc. wzrasta liczba bezdomnych zwierząt w Polsce, mimo adopcji schroniskowych. Nie wiadomo, ile żyje ich poza schroniskami. Jedyną metodą, która może to powstrzymać, jest sterylizacja wszystkich kotów, które są w naszym zasięgu. Oczywiście poza tymi rodowodowymi z hodowli - tu sterylizacja byłaby dobrowolna.
Mówi się koty wolnożyjące, co jest eufemizmem. One są bezdomne, skazane na poniewierkę. Od dwóch lat wraz z żoną staramy się aktywnie, głównie na swoim osiedlu (ale nie tylko), odławiać wszystkie bezdomne zwierzęta, by powstrzymać ich nadmierne rozmnażanie. Dzięki współpracy z gminą jakoś nam się to udaje. Niestety, okazuje się, że jest dużo kotów domowych niewykastrowanych i niewysterylizowanych, wypuszczanych swobodnie na dwór. Są tacy, choć nieliczni, co uważają naszą działalność za barbarzyństwo. Ale każdy kot urodzony w domu blokuje drogę do adopcji tym kotom, które naprawdę potrzebują opieki i czekają na dom w schroniskach. Wyobrażam sobie, że w idealnym świecie na każdym podwórku mógłby mieszkać sobie jeden wolnożyjący, wysterylizowany kot, który miałby godziwe warunki, ciepłe schronienie i strawę, i chroniłby nas przed masą chorób roznoszonych przez szczury.
Ile zwierząt udało się Państwu wykastrować i wysterylizować?
Około 30. kotów, tyle futrzaków udało nam się ochronić przed dalszym rozmnażaniem i przed chorobami.
Jak wyglądają Państwa działania?
Koty odławiamy, dostarczamy do lecznicy, gdzie są poddane sterylizacji i po stosownym ich tam pobycie odbieramy i wypuszczamy w miejscach, gdzie przebywały. W budżecie każdej gminy zazwyczaj przeznaczone są środki na kastrację i sterylizację bezdomnych zwierząt. Następnie gmina podpisuje umowę z wybraną lecznicą, która wykonuje zabiegi. Sterylizacja odbywa się za darmowe talony wydawane przez gminę. Mam również nadzieję, że zniknie stereotyp karmicielki kotów, zawsze kojarzący się z zakompleksioną, starszą panią, która nie ma w życiu żadnej radości. Znam ludzi bardzo dobrze sytuowanych, dziarskich, którzy też się tym zajmują. Ważne, aby o tym mówić. To nie jest wstyd, a wręcz przeciwnie, powód do dumy. Udało nam się nawiązać kontakt ze scenarzystą jednego z popularnych seriali w Polsce, który jest wielkim miłośnikiem zwierząt, i obiecał, że wprowadzi ten wątek do filmu. Niestety, ludzie bardzo często umacniają ten stereotyp. Winnym serialu widziałem, jak jedna bohaterka mówi do drugiej: jeśli nam w życiu nie wyjdzie, to na starość będziemy karmiły koty. I tak właśnie powiela się ten stereotyp.
Jest Pan kociarzem?
Tak, przyznaję się do tego.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 103 maj 2011
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]