Sadza inspektora Kota

Tekst Adżelika Piechowiak

Andżelika Piechowiak:
Niektórzy twierdzą, że posiadanie zwierzęcia to pomysł w stylu - „nie miała baba kłopotu, kupiła sobie..." - w tym przypadku kota. Czy uważasz, że czworonóg to taki straszny kłopot i ambaras?
Andrzej Niemirski:
Zanim pojawiła się w moim życiu obecna kocica, miałem do czynienia z dwoma kocurami. Mieszkały w domu moich rodziców i obydwa miały na imię Gacek.
Po wyprowadzce, w czasie studiów nie miałem czasu na kota, a kiedy 25 lat temu związałem się ze swoją przyszłą żoną, zostałem przy okazji właścicielem jej psa. To było olbrzymie bydlę, nieznana wtedy w Polsce rasa - owczarek środkowoazjatycki, wielbłądziarz.
Słuchał się mnie bardzo, traktował jak swego jedynego, ukochanego pana. Kiedy urodziła się nam córka, zaczęły się problemy. Miał wtedy 12 lat. Bardzo bronił swojego miejsca jedzenia, kiedy Natalia zaczęła raczkować, warczał na nią groźnie i mogła się zdarzyć tragedia. Był tak wielki, że wystarczyłoby jedno kłapnięcie zębami, by połknął małą w całości. Musiał odejść. Tragiczne wspomnienia. Potem długo nie mieliśmy żadnego zwierzęcia. Aż tu nagle - i właśnie dochodzimy do punktu kulminacyjnego opowieści - 15 lat temu jechałem do miejscowości Radość i zobaczyłem na drodze jeża. A że jestem czuły na los zwierząt i bałem się, że ktoś może go przejechać, zatrzymałem się, wysiadłem i wtedy okazało się, że to nie jeż, tylko malutki kotek. Wyszedł z rowu, gdzie pozostało jego rodzeństwo. Niestety, im nie udało się przeżyć. Ktoś je tam wrzucił, chcąc utopić. Wziąłem to maleństwo z bardzo malutkim ogonkiem, takie tycie, tycie, i... już po chwili wiedziałem, że jest moje. Całe to było czarne, dlatego nazywaliśmy ją Sadza. Nawet ślepia ma jak węgiel.
Dzieci zupełnie zwariowały ze szczęścia. Ja zawsze
kochałem koty, moja żona też.
Sadza od początku patrzyła na was z taką samą miłością?
Oczywiście, że tak! To jest przylepa, tak zwany kot do zalizania. Powiem więcej, ona od początku znalazła we mnie wspaniałą mamkę. Przychodziła, kładła się na piersi i ssała mnie!
Znam to z autopsji, też przygarnęłam bardzo uczuciową kocią znajdę. Tylko mojemu zwyczaj ssania nie minął do tej pory...
Sadzy też nie. Oduczyłem ją tylko ugniatania pazurami, bo strasznie przy tym drapała.
Ale ślini się nadal?
No niestety...
Jak typowa samica wybrała sobie ciebie na najważniejszego domownika?
Oczywiście, ale innych też obdarza uczuciami. Czasem śpi z moją córką Natalią, potem nad ranem, kiedy syn Tomek idzie do szkoły, kręci się wokół niego, żeby coś zjeść, póżniej przychodzi do nas. Ma stały rozkład miejsc pobytu. Wiadomo, że o 13.00 jest w tym miejscu, a po 15.00 w tamtym.
Nie chcieliście sprawić jej jakiegoś towarzysza życia?
Teraz jest już wysterylizowana, ale 7 lat temu, kiedy jak co roku wyjechaliśmy na działkę na skraju Puszczy Kampinoskiej, gdzie moi teściowie spędzają czas od wiosny do jesieni, Sadza znalazła tam sobie rudego bohatera. Prowadzali się, była wielka „love", ale kiedy już zaszła w ciążę, natychmiast go straszliwie pogoniła. Zbudowaliśmy jej legowisko z kartonu, wyłożyliśmy czymś miękkim, żeby mogła urodzić w domu. Kiedy zaczął się poród, nie mogłem od niej odejść nawet na chwilę, bo od razu wyskakiwała i szła za mną z całym łożyskiem. W ciągu 6 godzin urodziła 7 kociąt, wreszcie pomyślałem, że jak od niej nie odejdę, to będą się rodzić w nieskończoność. Wszystkie były czarne: 6 kocurów i jedna kotka. Wszystkie poszły w dobre ręce i wdały się w matkę. Ona nie jest typowym dachowcem, chuda, wysoka, długie łapy, wydłużony pyszczek, jak u kotów egipskich, ma jakąś rasową domieszkę.
Czuć w niej arystokrację?
Jest taka trochę „wybierająca sobie towarzystwo", ale jednocześnie nie jest to kotka, która się na kogoś rzuca. Uwielbia, żeby ją głaskać, można to robić godzinami. Jedyna jej córka trafiła do kolegi, Wojtka Asińskiego, który nazwał ją Taxi, bo zasuwała po mieszkaniu, zabierając ze sobą wszystko po drodze. Z kolei u mojego przyjaciela, w tym samym bloku, jest jej brat, największy rozrabiaka z całego stada, nazywa się Supełek. Nawet żałowaliśmy, że nie zostawiliśmy sobie jednego kociaka, ale Sadza jest na tyle absorbująca, że wypełnia każdą lukę.
Podobno koty to egoiści, niezależne istoty, które nie tęsknią i nie tworzą więzi?

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 91, maj 2010

Powrót do: Czytelnia


 Wywiady z opiekunami kotów 
- artykuły z
KOCICH SPRAW




Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak

31.01.2012 CZARODZIEJKA KOTÓW
CZARODZIEJKA KOTÓW
Rozmowa z Majką Jeżowską […]
30.11.2011 KOT WEDŁUG BLONDYNKI
KOT WEDŁUG BLONDYNKI

Rozmowa z Beatą Pawlikowską […]

30.11.2011 KOT TO NIE JEST ZWIERZĘ POLITYCZNE
KOT TO NIE JEST ZWIERZĘ POLITYCZNE
Wywiad z Krystyną Starczewską […]
25.10.2011 MOJA PRZYJACIÓŁKA ZUZA
MOJA PRZYJACIÓŁKA ZUZA

Rozmowa z Ewą Wencel […]

27.09.2011 KOTY ZE SKARGĄ
KOTY ZE SKARGĄ

Rozmowa z Piotrem Skargą […]

02.09.2011 FIKANDER I RESZTA TOWARZYSTWA
 Rozmowa z Romanem Czejarkiem […]
28.06.2011 PONIEDZIAŁEK Z BUBĄ I ROGEREM
PONIEDZIAŁEK Z BUBĄ I ROGEREM

Rozmowa z Jackiem Poniedziałkiem […]

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl