Tekst Adżelika Piechowiak
Od trzech lat przygotowuję wywiady dla Kocich spraw. Ostatnio jednak do redakcji napływa coraz więcej pytań dotyczących moich miauczących domowników. Postanowiłam sprostać wyzwaniu i coś o nich opowiedzieć. Żeby jednak nie przedstawić kotów w zbyt różowy, bezkrytyczny i ociekający lukrem sposób, uzupełnię swoje przemyślenia o męski punkt widzenia. Mój narzeczony Michał Lesień zdecydowanie inaczej postrzega to rozpieszczone towarzystwo w postaci Fiony, Klaksona i Bazyla.
Andżelika Piechowiak: Zacznijmy od początku, gdybyś mnie nie poznał, nigdy byś się nie dowiedział, co znaczy przyjemność wynikająca z obcowania z kotem...
Michał Lesień: Można powiedzieć, że dostałem was obie w pakiecie. Fionę zobaczyłem pierwszy raz w Gdańsku, gdzie przywiozłaś ją na plan serialu „Lokatorzy". Przechadzała się dumnie po blacie hotelowej recepcji i choć nie czuła się komfortowo, o czym świadczyły lekko przykurczone łapy, to jak na rosyjską niebieską arystokrację przystało, zachowywała godność. Trzeba było złożyć głęboki ukłon i najlepiej przyklęknąć, żeby zyskać szacunek tej wysoce urodzonej damy. Pierwszy raz głaskałem wtedy rasowego kota. Nigdy wcześniej nie miałem żadnego czworonoga, a koty traktowałem obojętne.
A. P.: Chciałbyś. Do kota nie można podejść w sposób obojętny. Przyznaj się, jak większość mężczyzn myślałeś pewnie, że koty są „be". Pies słucha, a kot ma gdzieś ton samca alfa i jego chęć przewodzenia stadu. Sam jest sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Dlatego jeśli już ktoś dostaje szajby na punkcie wzruszających kocich ślepi, to musi to być ckliwa, niemądra kobietka, prawda?
M. L.: Psa nigdy nie chciałem mieć z lenistwa, przerażało mnie wstawanie o 6 rano na spacer. Koty kojarzyły mi się natomiast z piwnicznymi zwierzakami, które nie przepadają za ludzkim towarzystwem. Nie pomagał też utarty stereotyp starszej zbzikowanej pani, która biega po osiedlach i dokarmia je rybą i mięsem. Dziś wiem, że to bzdura, ale wtedy wszyscy myśleli, że taka troska to niezłe przegięcie.
A. P.: Przegięciem jest zamykanie kotom okienek piwnicznych, trucie ich, wyrzucanie kociaków do koszy na śmieci w plastikowych workach. Ja podziwiam wszystkie starsze i młodsze panie, które z takim oddaniem poświęcają swój czas i dochody dla bezdomnych zwierzaków. Sama odwiedzam jedną z nich, dowożąc jej co miesiąc worki z karmą i uważam, że jest cudownym człowiekiem. Nie tak, jak na przykład, pewien egzaminator w ośrodku zdawania prawa jazdy, o którym usłyszałam od koleżanki. W trakcie egzaminu wybiegł jej na drogę kot. Zachowała się niezwykle przytomnie, zamiast w panice skręcić kierownicą, po prostu awaryjnie zahamowała. Kotu nic się nie stało, ale egzamin oblała, bo stworzyła zagrożenie na drodze. Brawa dla pana egzaminatora! Na szczęście ty na kota reagowałeś od początku dobrze. Szczerze mówiąc, gdyby nie jej akceptacja, nie wiem, jak by to między nami wyglądało. Ufałam, że zwierzę zawsze lepiej wyczuje dobrego człowieka.
M. L.: Domyślam się, że to był test. Dlatego od razu zacząłem ją przekupywać witaminkami.
A. P.: Z Gdańskiem i Fioną wiąże się też moja ulubiona anegdota z kotem w tle. Któregoś dnia okoliczności związane ze zmianą hotelu sprawiły, iż kocica musiała pojechać ze mną na plan. Poprosiłam kierowniczkę produkcji o znalezienie jakiegoś pomieszczenia, w którym zamknięty kot odnalazłby swój upragniony święty spokój. Po chwili wprowadziła mnie do ogromnego pokoju pełnego statystów i powiedziała: - „Bardzo państwa przepraszam, ale musicie stąd wyjść, usiąść na korytarzu i tam zaczekać, bo tu jest garderoba kota aktorki!" Myślę, że kolor mojej twarzy przybrał barwę strażackiego wozu... No cóż, rodowód zobowiązuje! A człowiek musi z tym żyć. Tobie niełatwo było chyba się przyzwyczaić. To kolosalna zmiana budzić się codziennie z włochatym ryjem nad głową i nie mówię tu o sobie, żeby była jasność...
M. L.: Z ryjem, który dodatkowo miauczy nad uchem, ma humory i non stop przynosi piłeczkę do aportowania. Jednak powoli oswajaliśmy się ze sobą. Jedno mnie tylko wkurzało, im my byliśmy bliżej, tym kot też pragnął być bliżej nas.
A. P.: Przyszedł moment, kiedy koty stały się również dla ciebie towarem pierwszej potrzeby. W końcu, nie wytykając palcami, kto wpadł na pomysł drugiego?
M. L.: Impuls na pewno wyszedł od ciebie. Pamiętam, jak uparłaś się na czarną koteczkę, o której marzysz do dziś, ale rozsądek powstrzymuje cię przed czwartym kotem.
Ja pomyślałem, że warto by przywrócić równowagę sił i mieć jakiegoś kociego kumpla dla siebie.
Wiecej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 90 kwiecień 2010
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
Rozmowa z Romanem Czejarkiem […]