Z aktorem filmowym i teatralnym Jackiem Poniedziałkiem rozmawia Katarzyna Pielak
Koty kochają ludzi i przywiązują się do nich, choć nie okazują tego w tak oczywisty sposób jak psy, bo są bardziej dumne i obrażalskie. Ja i moje koty mamy wiele wspólnego. One są bardzo miłe, ale jednocześnie bardzo emocjonalne, trochę płochliwe, nerwowe i szczupłe. Ja właśnie taki jestem.
Kiedy w Pana życiu pojawiły się koty?
Z kotami jestem związany od dziecka, podobnie jak z psami. Kiedy mieszkałem w Krakowie, w kamienicy, zawsze na korytarzu było mnóstwo kotów. Były półdzikie, szybko się rozmnażały i ciągle ich przybywało. Zapach kotów towarzyszył mi od najmłodszych lat. Niektórzy nie lubią tego specyficznego, kociego zapachu, ale on mi w ogóle nie przeszkadza. Koty lubiłem zawsze. Jednak z racji mojego zawodu, który zmusza mnie do częstych wyjazdów, długich nieobecności w domu i pracy od rana do nocy, nie chciałem mieć zwierząt, żeby nie czuły się samotne. Ale w grudniu 2009 roku miałem zdjęcia w gabinecie weterynaryjnym pod Warszawą, gdzie przebywało osiem bezdomnych kotów, które ludzie przynieśli z ulicy. Dzięki naszej ekipie wszystkie zostały zaadoptowane. Ja wziąłem dwa, ponieważ były rodzeństwem i nie chciałem ich rozdzielać. Plusem podwójnej adopcji jest fakt, że mimo mojej częstej nieobecności w domu moje koty się nie nudzą.
Wyglądają na zadowolone i szczęśliwe...
Przynajmniej takie sprawiają wrażenie, są bardzo ruchliwe, żywe i wesołe. Choć wydaje mi się jednak, że pewien rodzaj nerwicy nadal im pozostał, ponieważ pierwsze trzy miesiące życia spędziły w małej klatce. Początkowo sprawiały wrażenie dosyć zestresowanych i bojaźliwych. Nadal, na widok nowej osoby w domu, chowają się, boją i uciekają w najciemniejszy zakamarek mieszkania. Jednak szybko oswajają się, bo - proszę się nie śmiać - wychowuję je bezstresowo.
Roger i Buba, skąd takie imiona kotów?
Roger to taka moja serialowa inspiracja. Kiedy przygotowywałem się do castingu do jednego z seriali, postać, którą miałem grać, miała właśnie na imię Roger. Imię to podsunęła moja koleżanka, która uczyła mnie tekstu do roli. A Buba to po hebrajsku lalka. A że ta moja przyjaciółka, która je ochrzciła, jest hebraistą, stąd takie imię. Buba jest wariatką, a Roger jest całkowitym jej przeciwieństwem - nieśmiały i troszkę leniwy.
Jak radzi Pan sobie z opieką nad nimi, gdy Pan wyjeżdża?
Najczęściej, jeśli wyjeżdżam na dłuższy czas, zajmuje się nimi moja siostra, która przenosi się wtedy do mnie. Niestety, ponieważ w najbliższym czasie zacznie się u mnie remont mieszkania, kupiłem już specjalny transporter dla kotów, w którym przewiozę Rogera i Bubę do domu moich znajomych. Koty mają obecnie rok i po raz pierwszy będą w nowym miejscu, i już się boję, jak to przeżyją. Do tej pory tylko raz opuszczały dom, w związku z wizytą u weterynarza.
Więc tym razem mogą się solidnie obrazić na Pana...
Jest taka możliwość. Ale tu muszę podkreślić, że stereotyp, iż koty przywiązują się do miejsca, a nie do ludzi, nie jest do końca prawdziwy. Koty kochają ludzi i przywiązują się do nich, może nie okazują tego w tak oczywisty sposób jak psy, bo są bardziej dumne i obrażalskie.
Co najbardziej lubią Buba i Roger?
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 105/106 lipiec/sierpień 2011
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]







