Z Wojciechem-Albertem Kurkowskim rozmawia Magdalena Bielicka
magazyn KOCIE SPRAWY - Nr 100 luty 2011
Magdalena Bielicka: Dla kociarzy luty jest miesiącem szczególnym. Dzień Kota na świecie obchodzony jest w różnych terminach: w Stanach Zjednoczonych 29 października, w Danii i Szwecji w maju. Skąd narodził się pomysł obchodów Kociego Święta w Polsce właśnie 17 lutego?
Albert Kurkowski: Obchody Światowego Dnia Kota w Polsce przypadają corocznie 17 lutego. Udało mi się zaszczepić tę datę w naszym kraju na wzór święta miłośników kotów z rzymskiego Koloseum, którzy od wielu lat, właśnie tego dnia, świętują koci dzień. To doskonale, że właśnie w środku zimy, gdy zwierzęta najbardziej potrzebują naszej pomocy, obchodzimy to święto, w którym ogromnie ważną rolę pełni ogólnopolska akcja „Rasowce - Dachowcom", gdzie kluby felinologiczne i hodowcy kotów rasowych zrzeszeni w Polskiej Federacji Felinologicznej „Felis Polonia" organizują różne akcje na rzecz pomocy bezdomnym zwierzętom.
Z wykształcenia jest Pan aktorem, jednak od wielu lat związany jest Pan ze zwierzętami, jako hodowca, ekspert i sędzia felinologiczny, autor książek o zwierzętach oraz redaktor naczelny miesięcznika KOT. Jaki jest rodowód tak wielkiego zainteresowania „braćmi mniejszymi"?
Zwierzęta kocham, odkąd nauczyłem się miłości. One były zawsze wokół mnie. Zdobywane wykształcenie
i zawody to na szczęście zawsze moje prawdziwe pasje, które nie tylko zaspokajają moje ambicje, ale także
prozaicznie zapewniają byt. Zwierzęta, w pewnym momencie mego życia, stały się nie tylko wspaniałym
amatorskim hobby, lecz zaczęły być jego profesjonalną częścią. Zgłębianie felinologicznej wiedzy doprowadziło do tego, że przed wieloma laty zostałem najmłodszym międzynarodowym sędzią FIFe na świecie i moja przygoda z kotami zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Dziś mogę powiedzieć, że miałem zaszczyt oceniać urodę kotów na wszystkich kontynentach, w większości krajów FIFe, gdzie organizowane są kocie wystawy. To naturalne, że moja kocia pasja znalazła ujście w publikacjach, książkach czy też w prowadzonym przeze mnie przez pięć lat miesięczniku KOT.
Czy aktorskie umiejętności pomagają Panu w sędziowaniu, prezentacji kotów w Best in Show i prowadzeniu kocich eventów? Zawodowe przygotowanie do pracy przed publicznością naturalnie pomaga w kontaktach z wystawcami i zwiedzającymi na kocich wystawach. Lubię występować, a scena jest dla mnie miejscem bardzo przyjaznym.
Czy to prawda, że aktorzy, ludzie teatru trzymają koty na szczęście?
Koty przynoszą szczęście nie tylko ludziom sceny. Bardzo w to wierzę i nie wyobrażam sobie swego domu bez kota. Niezależnie od pochodzenia i koloru prawdziwe szczęście dla domu i jego mieszkańców przynieść może jednak wyłącznie szczęśliwy kot... i o tym musimy zawsze pamiętać.
Pana kalendarz wystawowy zaplanowany jest na kilka lat. Czy jakaś wystawa pozostawiła wyjątkowe wspomnienia?
Oceniam koty już od 18. lat, więc wielu organizatorów wystaw zaprasza mnie na swoje imprezy z kilkuletnim
wyprzedzeniem. Wiele jest wystaw, które wyjątkowo zapadły w mojej pamięci. Ciekawie było oceniać koty
na pierwszej wystawie w syberyjskim Krasnojarsku, egzotycznie w RPA przy granicy ze Swazi, a także na Jawie, w Meksyku czy Islandii. Niezależnie jednak od miejsca, na każdej wystawie udaje mi się odkrywać, wciąż na nowo, niezwykłe piękno zaczarowane w kocich oczach... bo moim zadaniem jest jedynie je znaleźć.
Jest Pan również biegłym sądowym z dziedziny behawioru kotów. W jakich sytuacjach jest Pan powoływany w sądzie jako biegły od zachowań kotów?
Zdarzyło mi się przygotowywać ekspertyzy dla sądów dotyczące kocich zachowań. Niestety, sądy muszą czasami zajmować się zupełnie absurdalnymi (dla osób kochających koty) sprawami, gdy np. ludzie skarżą się, iż koty sąsiadów tupią, nie dając im spać... a przecież wiadomo, że koty nie biegają po domu w szpilkach, acz każdy, kto zna kocie zachowania, doskonale wie o czym mówię.
Przyjaźń, wspólne życie człowieka z kotami trwa od bardzo dawna. Najstarsze kocie szczątki odkryte przez archeologów sięgają około 9 tysięcy lat. Czy możemy mówić, że już wtedy rozpoczął się proces udomawiania kotów? Co na przestrzeni dziejów symbolizował kot?
Na temat historii udomowienia kotów napisano wiele słów w różnych językach. Równie wiele jest informacji na temat znaczenia symbolicznego kotów w różnych kulturach i religiach. Niestety, w naszej strefie kulturowo-religijnej przez setki lat koty uważane były za zwierzęta związane z nieczystymi siłami i przez wiele lat były one skazywane na cierpienia i śmierć, a osoby zaprzyjaźnione z tymi zwierzętami posądzano o czary i herezje. W kulturze wschodniej kot był natomiast hołubionym i cenionym, a nawet w pewnych czasach i niektórych religiach, świętym zwierzęciem. Na szczęście dziś świat dostrzegł, że kot to po prostu najlepszy przyjaciel człowieka.
Coraz więcej słyszymy o felinoterapii. Już w latach 30. ubiegłego wieku brazylijska lekarka Nise Da Silveira
wprowadziła kota na oddział psychiatrii, psychologowi z uniwersytetu w Bonn znacznie później dowiedli, że opiekunowie kotów żyją dłużej i są szczęśliwsi niż osoby nie posiadające kotów. Animaloterapia, chociaż jest jeszcze bardzo młodą dziedziną nauki, staje się coraz popularniejsza i dzięki wspaniałym, pełnym zaangażowania ludziom i ich równie wspaniałym zwierzętom pomaga coraz większej grupie ludzi. Koty wspaniale sprawdzają się jako zwierzęcy terapeuci, acz oczywiście nie wszystkie. Cieszę się bardzo, że w Polsce felinoterapia tak dobrze się rozwija. Wielokrotnie potwierdzono, że koty doskonale wpływają na samopoczucie osób chorych i samotnych, mają również resocjalizacyjny wpływ na więźniów.
W jednym z wywiadów wspomniał Pan o swojej fascynacji czarnymi kotami. Podobno są one najinteligentniejsze spośród kotów?
Czarne koty przynoszą szczęście swym opiekunom tak samo jak białe, łaciate i pręgowane. Bzdurne stereotypy o pechu, jaki rzekomo przynoszą włożyć należy między bajki... no bo czy ktoś jeszcze wierzy w to, że kot może przynieść pecha? Moja Finka, dziś już dama w sile wieku, lśni swym czarnym futrem i czaruje zielonymi oczyma. Czarne koty lubię bardzo, acz nie łączyłbym inteligencji tych zwierząt z kolorem. Mądre bywają zarówno białe jak i czarne.
Współtworzył Pan Klub Miłośników Myszy Rasowych. Jak rozpoczęła się Pana przygoda z hodowlą myszy rasowych i powstanie hodowli Adalbertus?
Na wystawie kotów w Helsinkach spotkałem kiedyś hodowców i sędziów odbywającej się w tej samej hali
Międzynarodowej Wystawy Myszy. Po długiej dyskusji pełnej dystansu do profesjonalizmu hodowców myszy
stwierdziłem, że jedyną różnicą w ocenie tych zwierząt na wystawach jest ich wielkość. Niezależnie od tego czy
ocenia się na wystawie urodę konia, psa, kota czy myszy obowiązuje sędziego standard, z którym porównuje on oceniane zwierzę. W myszach zafascynowała mnie mnogość odmian barwnych w rasach i tempo w jakim
można uzyskać oczekiwane rezultaty hodowlane. Sprowadziłem kilka rasowych myszy z rodowodami do Polski, co dało początek ich hodowli w naszym kraju. Dziś prężnie działa Klub Hodowców Myszy Rasowych, który organizuje wiele wspaniałych wystaw i ma spore grono doskonałych hodowców. Wzruszyła mnie kiedyś wypowiedź młodego, sześcioletniego wystawcy po finale wystawy myszy, który trzymając w jednej ręce swego pupila, a w drugiej puchar, dumnie powiedział: „Jak dorosnę, to będę miał... kota!"
Był Pan również hodowcą psów i założycielem hodowli Dew - chińskich grzywaczy.
Hodowla „Dew" powstała w drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku, a jej nazwa pochodzi ze staroperskiej
poezji Hafiza. Pod tym przydomkiem urodziły się moje pierwsze perskie kociaki, a później pierwsze w Polsce
chińskie grzywacze. Gdy sprowadziłem je do Polski, wielu z moich przyjaciół uważało, że te łyse pieski nigdy nie zdobędą uznania i nie zawładną sercami rodzimych kynologów. Na szczęście udało mi się trafić na piękne
zwierzęta i dość szybko grzywacze z moim przydomkiem zyskały uznanie na wystawowych ringach, osiągając wiele tytułów - w tym Zwycięstwa Świata. Najstarsza suczka o imieniu Osóbka dożyła szczęśliwie późnej starości. Rasa stała się jedną z najpopularniejszych ras psów do towarzystwa, jakie obecnie spotyka się na wystawowych ringach, ja jednak po odejściu Osóbki nie mam już żadnego grzywacza.
Czy spotkał się Pan z hodowlą kotów europejskich? Czy taka hodowla jest dopuszczalna?
Oczywiście hodowla kotów europejskich nie różni się niczym od hodowli innych rasowych kotów. Koty
europejskie są to bowiem koty rasowe! Często mylnie określa się mianem tej rasy nasze koty domowe, czyli
najprawdziwsze dachowce. W Polsce już wiele lat temu podjęto próby hodowli kotów europejskich, które przeszły przez klasę nowicjatu na wystawach. Jest to jednak długa i dość skomplikowana procedura i jak dotąd nie udało się wyhodować w naszym kraju kota europejskiego z pełnym rodowodem. Europejczyki są dość popularne po drugiej stronie Bałtyku. Finowie mają piękne koty tej rasy, po dziś dzień jednak nikt nie sprowadził do Polski kota europejskiego z pełnym rodowodem. Najprawdziwsze dachowce także mają prawo uczestniczyć na wystawach w specjalnej klasie kotów domowych, muszą jednak być wykastrowane. Nie ma więc mowy o możliwości ich hodowli.
Kiedy rozpoczął Pan hodowlę kotów syjamskich i orientalnych? Dlaczego zdecydował się Pan akurat na te dwie rasy?
Koty syjamskie i orientalne to niezwykle eleganckie i bardzo towarzyskie zwierzęta. Anatomicznie nie ma między nimi różnic. Różnią się jedynie kolorem futra i oczu. Ponieważ są to rasy siostrzane i w jednym miocie mogą urodzić się kocięta obu ras, można je także prawie zawsze ze sobą krzyżować. Moja hodowla nigdy nie była duża, a mioty pojawiały się okazjonalnie. Ponieważ Finka jest już kastratką, moje plany hodowlane zostały zawieszone... ale może jeszcze kiedyś? Na razie to jednak jeszcze tajemnica.
Czy istnieje kot idealny?
Nie istnieje, podobnie jak nie istnieje idealny sędzia. Każdy kot jest piękny! Nie spotkałem jeszcze nigdy
w życiu brzydkiego zwierzaka, acz widziałem wiele zwierząt zaniedbanych czy też nie spełniających wymogów standardu rasy. Idealny opis rasy, czyli standard, tworzą i modyfikują ludzie, tak więc kanony piękna rasowych zwierząt podlegają modom, podobnie jak kanony piękna kobiet. Miss świata z lat 50. ubiegłego wieku dziś zapewne nie doszłaby do półfinałów. Podobnie jest z kotami.
Jakie zwierzęta towarzyszą Panu dzisiaj w domu? Kto opiekuje się nimi podczas Pana nieobecności? W mym domu dziś rezyduje niewiele zwierzaków. Wspomniana Finka, papug Rokoko, bezimienny kanarek, a wszystkich nas strzeże niemiecki owczarek Baron. Każde zwierzę potrzebuje czasu, nie tylko na to, by je nakarmić i po nim posprzątać... ale także by podrapać je za uchem i posłuchać, o czym mruczy. Zwierzak to nie tylko dekoracja wnętrza... to przyjaciel, a dla przyjaciół trzeba mieć czas, bo inaczej stają się tylko znajomymi. Wiele z moich zwierząt odeszło, umarły ze starości bądź zabrał je los. Te kilka, które pozostało, sprawiają mi wiele radości i mam wielką nadziejć, że ja też potrafiź sprostć ich oczekiwaniom. Oczywiście tęsknimy za sobą podczas rozstań, ale jestem zawsze pewien, że są pod doskonałą opieką w czasie mych podróży.
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]