Koty ludzi zbliżają

Tekst Barbara Kubicka
magazyn KOCIE SPRAWY - Nr 98/99 grudzień 2010/styczeń 2011

 Koty są inspiracją poezji Franciszka J. Klimka, która zawiera niejedną prawdę o nas i naszym życiu. Wysublimowany humor, czasami przewrotne pointy, znakomite obserwacje i filozoficzne, pełne ciepła
spojrzenie na świat - to poezja Franciszka Klimka, człowieka nader skromnego, o ujmującym sposobie bycia, gentlemana w każdym calu.

Franciszek Klimek
Muzyk, śpiewak, przez 25 lat związany z Zespołem
Pieśni i Tańca „Śląsk", w ostatnich 10. latach na stanowisku kierowniczym. Kolejny etap kariery
- Chór Filharmonii Krakowskiej. Krakowianin
z urodzenia i z wyboru. Ale nade wszystko i od zawsze (nawet gdy nie pisał) - poeta.
F. J. Klimek jest laureatem konkursu Zwierzolub Roku 2003 magazynu KOCIE SPRAWY, oraz Kociarzem 2006 roku, miesięcznika KOT.
Autor tomików: „Ja w sprawie kota" (2003 r.),
„Otulę Cię ciepłym mruczeniem" (2003 r.),
„Nie chodzi o to, by człowiek miał kota"
(2005 r.), „Gdy KOT przebiegnie ci drogę"
(2006 r.), „Mruczę, więc jestem" (2007 r.),
„Tym razem limeryki" (2008 r.). i książeczki
dla dzieci „Pieski, kotki, niespodzianki".
W ramach cyklu Krakowski Salon Poezji w 2009 roku wiersze Franciszka Klimka zaprezentowane zostały przez aktorów krakowskich w teatrze im. J. Słowackiego
w słynnym już spektaklu „Koci Salon".


Barbara Kubicka: „Zagościły w moim sercu" - tak napisała o Pańskich wierszach jedna z Czytelniczek. Na licznych stronach internetowych poświęconych Panu i Pańskiej twórczości znalazłam wiele serdecznych i ciepłych wypowiedzi osób zauroczonych Pana poezją. A kiedy koty zagościły w Pańskim sercu?
Franciszek Klimek:
To dawne dzieje. Kiedy byłem małym chłopcem, mieszkaliśmy w starej krakowskiej kamienicy. Rodzice wychodzili do pracy, zamykali mnie w mieszkaniu na całe dnie, zabawki miałem tylko takie, jakie sobie sam zrobiłem, to były po prostu inne czasy.
Któregoś dnia pojawiła się na naszym podwórku mała kotka. Mama się zgodziła, aby zamieszkała z nami i to była moja najmilsza przyjaciółka z dzieciństwa, właściwie, można powiedzieć, moja mała siostrzyczka. Misia nauczyła mnie, jak wychodzić na podwórko z zamkniętego mieszkania. Przez okno po wąskim parapecie, skok na ganek prowadzący do schodów i schodami już normalnie na dół. Zaobserwowałem, że ona tak właśnie wydostawała się z domu. No to ja też spróbowałem, oczywiście bez skoku, trzymając się starej rynny przesuwałem się po parapecie w kierunku poręczy ganku. Raz, drugi, trzeci... Ależ była awantura, kiedy mama dowiedziała się o moich akrobacjach. To było przecież wysokie drugie piętro. Dostałem regularne lanie. Jako mały chłopiec nie zdawałem sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie mogło się przecież zdarzyć. I któregoś dnia zdarzyło się, Misi. Na szczęście nic jej się nie stało, spadła na wyłożony papą daszek szopy. Kiedy Misia powiła dzieci, nie potrzebowałem już wychodzić z domu, nie potrzebowałem zabawek, koty stały się
największą radością i najmilszą rozrywką mojego niezbyt szczęśliwego dzieciństwa. Już wtedy koty stały się dla mnie bardzo ważne.
Misia jest niezapomnianą kotką z okresu Pana dzieciństwa. Kiedy nastały kolejne koty?
- Po ukończeniu szkół opuściłem Kraków i koty. W pierwszym roku dorosłości wyjechałem na Śląsk do Koszęcina. Tam zapuściłem korzenie na 25 lat, jako śpiewak w Zespole Pieśni i Tańca „Śląsk". Częste wyjazdy na koncerty uniemożliwiały niestety kocie przyjaźnie. Dopiero po powrocie do Krakowa koty zagościły ponownie w naszym domu. Pierwszym
kotem był Maciek. Zabraliśmy go od mojej cioci, która mieszkała na Kazimierzu, gdzie opiekowała się bezdomnymi kotami. Pewnego dnia wraz z moją żoną, Bogusią, odwiedziliśmy ciocię i zastaliśmy niezwykły widok. Muszę tu wspomnieć, że okna wówczas składały się z dwóch części, tak jakby dwa oddzielne okna z przestrzenią między nimi ok. 20 cm. Fachowo nazywa się to okno skrzynkowe. I w takim właśnie miejscu między jedną a drugą częścią okna zobaczyliśmy uwięzionego małego kotka. Okazało się, że ciocia chciała w ten sposób ukarać malucha za wspinanie się po firanach. Natychmiast zdecydowaliśmy, że
zabieramy malucha ze sobą. I tak Maciek zamieszkał z nami. Był to wyjątkowy kot o fenomenalnej inteligencji. Niemal w tym samym czasie urodził się nasz syn, Krzysztof. Maciek na swój sposób opiekował się naszym synem, zawsze razem spali, jedli, bawili się i dorastali. Traktował syna jak młodszego brata, wymagającego ciągłej opieki. Maciek był z nami 19 lat, ciesząc się miłością domowników. Kiedy umierał, wszyscy płakaliśmy. Nawet teraz, kiedy o tym mówię, trudno mi powstrzymać wzruszenie... W przededniu jego śmierci napisałem pierwszy wiersz w kociej sprawie, „List do Pana Boga w sprawie kota Maćka".
Z wierszem tym wiąże się historia pierwszego kolportażu Pana twórczości.
Faktycznie, wiersz przeczytała nasza sąsiadka, pani Basia Brus - opiekunka wszystkich okolicznych bezdomnych kotów i kilkunastu własnych domowych, „Kociara" z krwi i kości, zresztą nominowana do tytułu Kociarz Roku. Nieustannie poszukuje dobrego domu dla kotów, które jeszcze domów żadnych nie mają. Basia poprosiła mnie, czy nie mógłbym napisać więcej wierszy, które ona będzie powielać i rozdawać klientom jej małego sklepiku. Rzeczywiście tak się stało, ale nie od razu. Śmierć Maćka była dla mnie ciężkim przeżyciem
i wcale nie myślałem wtedy o pisaniu jakichkolwiek wierszy. Broniłem się też przed rozpowszechnianiem tego o Maćku. To była po prostu jakby modlitwa napisana wierszem pod wpływem chwili kiedy Maciek odchodził. Nigdy jednak tego wiersza nie czytałem i nie próbowałem go dopracowywać, tak jak to się robi z normalnymi wierszami. Prawdziwym początkiem mojego poważnego pisania niepoważnych (czasami) wierszy o kotach było
poruszające wystąpienie w telewizji pani Krystyny Sienkiewicz - wielkiej miłośniczki kotów, bardzo oddanej sprawom zwierząt bezdomnych. Treść jej wystąpienia zrozumiałem jako wezwanie-prośbę: Weź kota... To był impuls i inspiracja do napisania dwóch wierszy: „Weź kota" i „Pan". Pani Krystynie tak się spodobały, że osobiście przekazała je redakcji KOCICH SPRAW, ówczesna redaktor naczelna pani Maryla Weiss poprosiła o następne wiersze i tak to ruszyło...
Przybywało nie tylko wierszy, ale również kotów...
Rzeczywiście, naszą miłość dzieliliśmy z Kicią - uratowaną od śmierci głodowej nierasową kotką birmańską, Miśkiem, później Malwinką i Kubą, Manią Wąsik, Maksiem i wieloma innymi kotami, które przychodziły do nas albo same jak Tolek Ko-Curuś i zostawały do końca, albo przychodziły się pożywić i wędrowały dalej. Mania Wąsik, czarna z jednym białym wąsikiem nie jest zbyt towarzyska, ma uraz do obcych z powodu licznych
zastrzyków, jakie musiała dostawać w czasie choroby, Maksio - też przygarnięty, prawie wcale się nie pokazuje, wychodzi z ukrycia tylko wtedy, gdy pies Gucio jest na spacerze. Boi się go, widocznie kiedyś w dzieciństwie musiał mieć jakieś przykre doświadczenie z psem. Gucio jest ulubieńcem żony, wychował się od szczeniaczka z kotami, więc żadnej krzywdy żadnemu kotu nie zrobi, ale Maksiu widocznie w to nie wierzy.
A ten maluch wtulony w Pana ramiona?
To Maciek II, prawdziwa przytulanka. Znalazła go moja synowa. Razem z burym braciszkiem błąkali się przy drodze. Nie wiadomo jaki byłby ich los, gdyby nie zatrzymała samochodu i nie zabrała ich ze sobą. Niewykluczone, że zostały przez kogoś wyrzucone. Pierwotnie zamierzaliśmy szukać dla nich domów, ale stało się inaczej. Maciek II pozostał u nas i swoje imię zawdzięcza dużemu podobieństwu do tego pierwszego rodzinnego kota Maćka.
Wysokie regały pełne książek, stare solidne meble, pamiątkowe bibeloty, ten dom przesiąknięty jest atmosferą piękna i sztuki. A widzę też katalogi strojów ludowych. Czy to jakieś zainteresowania uboczne?
Niestety nie uboczne, choć wolałbym, aby takie właśnie były. To nasza praca. Polskie lalki regionalne. Zaczęło się przypadkiem. Podczas zagranicznych tournée z zespołem „Śląsk", kiedy koncertowaliśmy w Buffalo, gdzie zamieszkuje liczna grupa amerykańskiej Polonii, poznałem niezwykle sympatycznych ludzi, Wirginię i Donalda. Zaprzyjaźniliśmy się i przez wszystkie lata utrzymywaliśmy serdeczne kontakty. Po jakimś czasie - to było ok. 30 lat temu, otworzyli sklep z pamiątkami z Polski i poprosili nas o przysłanie lalek Krakowianek. Niestety okazało się że wtedy takiego towaru nie było, w krakowskiej Cepelii były tylko Łowiczanki. Brakłoby chyba miejsca w tym wywiadzie, gdybym chciał opisać perypetie, jakie przeszliśmy, aby doprowadzić do tego, że w Krakowie i w Ameryce pojawiły się lalki ubrane w prawdziwe zminiaturyzowane stroje regionalne nie tylko krakowskie, ale z różnych regionów Polski. W każdym razie żona zrezygnowała z pracy naukowej na UJ - zrobiła sobie osobisty kurs etnografii w naszym krakowskim muzeum etnograficznym i tak powstała przed 26. laty Pracownia Rękodzieła Artystycznego FOLK ART. Praca ta dawała nam sporo satysfakcji, bo zyskaliśmy opinię najlepszej tego typu firmy w Polsce, a nasze lalki trafiały nie tylko do sklepów, ale także jako oficjalne upominki od władz państwowych - bezpośrednio do rąk wybitnych osobistości ze świata kultury i polityki goszczących w naszym kraju. Między innymi efektowną parę krakowską otrzymał w 1977 roku nasz Ojciec Święty Jan Paweł II i Królowa Elżbieta II. Mogę tu dodać, że niemałą rolę w sukcesie, jaki odniosła nasza mała firma, odegrało moje doświadczenie w pracy w Zespole „Śląsk", bo stałem się pewnego rodzaju ekspertem od jakości artystycznej lalek regionalnych. Podobną rolę miałem w ostatnich latach w Zespole, tylko że „laleczki" były tam trochę większe.
Pracownia działa, lalki małe i duże odziane w bajecznie kolorowe stroje regionalne zerkają na nas z półek w pracowni. Gdzie można je kupić?
W krakowskich Sukiennicach, w kilku bardziej ekskluzywnych hotelach w Warszawie i w sklepach Baltony w portach lotniczych. Można je również zamówić w firmie FOLK ART (www.folk-art.com.pl - przyp. red.).
Czy są w Państwa domu, przy tak wielkiej liczbie czworonogów, jakieś szczególne, bożonarodzeniowe „zwierzęce tradycje?"
Jakichś bardzo oryginalnych tradycji tego typu nie ma. Jak wiadomo, w Noc Betlejemską zwierzaki mówią ludzkim głosem, ale u nas nie muszą, bo my je rozumiemy, kiedy mówią po swojemu. Dotyczy to także zwyczaju dzielenia się z nimi opłatkiem. Zapoczątkowały to Kuba z Malwinką (czarna bliźniacza parka znaleziona na działkach). Niezwykle ciekawe wszystkiego zobaczyły, że my bierzemy do ust coś wyjątkowo białego, więc upomniały się o swoją porcję, oczywiście dostały i to się stało tradycją obejmującą całe stadko. Jako pełnoprawni członkowie rodziny mają do tego prawo.
Drugi zwyczaj, to dwukrotne ubieranie choinki... Pierwsze ubieranie to w dzień Wigilii, drugie nazajutrz, w Pierwszy Dzień Bożego Narodzenia. Jest to konieczne, ponieważ między innymi w czasie „Pasterki" ustrojoną choinką zajmują się koty, zmieniając zupełnie jej wystrój według ich własnych upodobań. Chodzi im głównie o to, aby ozdoby choinkowe były niżej - najlepiej na podłodze - i ten cel realizują do rana skutecznie. Rankiem, kiedy po „wyczerpującej pracy" jeszcze śpią, ja ukradkiem zawieszam co się jeszcze da zawiesić, tak jak było poprzednio i mocniej przytwierdzam choinkę do podłogi. Kotom, przekupionym przy śniadaniu najlepszymi wędlinami, już się nie chce ponownie wspinać na choinkę i poprzestają na turlaniu baniek po dywanie. W ten sposób choinka ma szanse przetrwać jakiś czas w postaci mniej więcej podobnej do pierwotnego wyglądu. Gucio się tylko przygląda, patrząc czy nie spadnie z choinki coś do pogryzienia. Baniek nie lubi.
Dziękuję za rozmowę

List do Pana Boga w sprawie kota Maćka
Jeśli skraweczek Nieba
jest przeznaczony dla kotów,
to chyba Cię prosić nie trzeba
byś Maćka tam przyjąć był gotów...
Bo jeśli się światem zajmujesz
(a wielu z nas ciągle w to wierzy),
to chyba też widzisz i czujesz,
że to się Maćkowi należy...
Co prawda - i nikt nie zaprzeczy -
on modlił się mrucząc - jak zwierzę,
to jednak był bardziej człowieczy
niż wielu klepiących pacierze.
Więc jeśli to usłyszysz tam w Niebie
i widzisz, że on się tu męczy,
to weź go już Boże do siebie,
On Ci się miłością odwdzięczy

Powrót do: Czytelnia


 Wywiady z opiekunami kotów 
- artykuły z
KOCICH SPRAW




Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak

30.04.2012 JEŚLI NIE PELARGONIA TO BEGONIA
 rozmowa z Jarosławem Gugałą […]
26.03.2012 KOCI DEBIUTANT
KOCI DEBIUTANT
Rozmowa z Piotrem Baronem […]
28.02.2012 PO PROSTU MIŁOŚĆ
PO PROSTU MIŁOŚĆ
Rozmowa z Beatą Sadowską […]
31.01.2012 CZARODZIEJKA KOTÓW
CZARODZIEJKA KOTÓW
Rozmowa z Majką Jeżowską […]
30.11.2011 KOT WEDŁUG BLONDYNKI
KOT WEDŁUG BLONDYNKI

Rozmowa z Beatą Pawlikowską […]

30.11.2011 KOT TO NIE JEST ZWIERZĘ POLITYCZNE
KOT TO NIE JEST ZWIERZĘ POLITYCZNE
Wywiad z Krystyną Starczewską […]
25.10.2011 MOJA PRZYJACIÓŁKA ZUZA
MOJA PRZYJACIÓŁKA ZUZA

Rozmowa z Ewą Wencel […]

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl