Tekst Barbara Kubicka
Koty są inspiracją poezji Franciszka J. Klimka, która zawiera niejedną prawdę o nas i naszym życiu. Wysublimowany humor, czasami przewrotne pointy, znakomite obserwacje i filozoficzne, pełne ciepła
spojrzenie na świat - to poezja Franciszka Klimka, człowieka nader skromnego, o ujmującym sposobie bycia, gentlemana w każdym calu. Franciszek Klimek
Muzyk, śpiewak, przez 25 lat związany z Zespołem
Pieśni i Tańca „Śląsk", w ostatnich 10. latach na stanowisku kierowniczym. Kolejny etap kariery
- Chór Filharmonii Krakowskiej. Krakowianin
z urodzenia i z wyboru. Ale nade wszystko i od zawsze (nawet gdy nie pisał) - poeta.
F. J. Klimek jest laureatem konkursu Zwierzolub Roku 2003 magazynu KOCIE SPRAWY, oraz Kociarzem 2006 roku, miesięcznika KOT.
Autor tomików: „Ja w sprawie kota" (2003 r.),
„Otulę Cię ciepłym mruczeniem" (2003 r.),
„Nie chodzi o to, by człowiek miał kota"
(2005 r.), „Gdy KOT przebiegnie ci drogę"
(2006 r.), „Mruczę, więc jestem" (2007 r.),
„Tym razem limeryki" (2008 r.). i książeczki
dla dzieci „Pieski, kotki, niespodzianki".
W ramach cyklu Krakowski Salon Poezji w 2009 roku wiersze Franciszka Klimka zaprezentowane zostały przez aktorów krakowskich w teatrze im. J. Słowackiego
w słynnym już spektaklu „Koci Salon".
Barbara Kubicka: „Zagościły w moim sercu" - tak napisała o Pańskich wierszach jedna z Czytelniczek. Na licznych stronach internetowych poświęconych Panu i Pańskiej twórczości znalazłam wiele serdecznych i ciepłych wypowiedzi osób zauroczonych Pana poezją. A kiedy koty zagościły w Pańskim sercu?
Franciszek Klimek: To dawne dzieje. Kiedy byłem małym chłopcem, mieszkaliśmy w starej krakowskiej kamienicy. Rodzice wychodzili do pracy, zamykali mnie w mieszkaniu na całe dnie, zabawki miałem tylko takie, jakie sobie sam zrobiłem, to były po prostu inne czasy.
Któregoś dnia pojawiła się na naszym podwórku mała kotka. Mama się zgodziła, aby zamieszkała z nami i to była moja najmilsza przyjaciółka z dzieciństwa, właściwie, można powiedzieć, moja mała siostrzyczka. Misia nauczyła mnie, jak wychodzić na podwórko z zamkniętego mieszkania. Przez okno po wąskim parapecie, skok na ganek prowadzący do schodów i schodami już normalnie na dół. Zaobserwowałem, że ona tak właśnie wydostawała się z domu. No to ja też spróbowałem, oczywiście bez skoku, trzymając się starej rynny przesuwałem się po parapecie w kierunku poręczy ganku. Raz, drugi, trzeci... Ależ była awantura, kiedy mama dowiedziała się o moich akrobacjach. To było przecież wysokie drugie piętro. Dostałem regularne lanie. Jako mały chłopiec nie zdawałem sobie sprawy z niebezpieczeństwa, jakie mogło się przecież zdarzyć. I któregoś dnia zdarzyło się, Misi. Na szczęście nic jej się nie stało, spadła na wyłożony papą daszek szopy. Kiedy Misia powiła dzieci, nie potrzebowałem już wychodzić z domu, nie potrzebowałem zabawek, koty stały się
największą radością i najmilszą rozrywką mojego niezbyt szczęśliwego dzieciństwa. Już wtedy koty stały się dla mnie bardzo ważne.
Misia jest niezapomnianą kotką z okresu Pana dzieciństwa. Kiedy nastały kolejne koty?
- Po ukończeniu szkół opuściłem Kraków i koty. W pierwszym roku dorosłości wyjechałem na Śląsk do Koszęcina. Tam zapuściłem korzenie na 25 lat, jako śpiewak w Zespole Pieśni i Tańca „Śląsk". Częste wyjazdy na koncerty uniemożliwiały niestety kocie przyjaźnie. Dopiero po powrocie do Krakowa koty zagościły ponownie w naszym domu. Pierwszym
kotem był Maciek. Zabraliśmy go od mojej cioci, która mieszkała na Kazimierzu, gdzie opiekowała się bezdomnymi kotami. Pewnego dnia wraz z moją żoną, Bogusią, odwiedziliśmy ciocię i zastaliśmy niezwykły widok. Muszę tu wspomnieć, że okna wówczas składały się z dwóch części, tak jakby dwa oddzielne okna z przestrzenią między nimi ok. 20 cm. Fachowo nazywa się to okno skrzynkowe. I w takim właśnie miejscu między jedną a drugą częścią okna zobaczyliśmy uwięzionego małego kotka. Okazało się, że ciocia chciała w ten sposób ukarać malucha za wspinanie się po firanach. Natychmiast zdecydowaliśmy, że
zabieramy malucha ze sobą. I tak Maciek zamieszkał z nami. Był to wyjątkowy kot o fenomenalnej inteligencji. Niemal w tym samym czasie urodził się nasz syn, Krzysztof. Maciek na swój sposób opiekował się naszym synem, zawsze razem spali, jedli, bawili się i dorastali. Traktował syna jak młodszego brata, wymagającego ciągłej opieki. Maciek był z nami 19 lat, ciesząc się miłością domowników. Kiedy umierał, wszyscy płakaliśmy. Nawet teraz, kiedy o tym mówię, trudno mi powstrzymać wzruszenie... W przededniu jego śmierci napisałem pierwszy wiersz w kociej sprawie, „List do Pana Boga w sprawie kota Maćka".
Z wierszem tym wiąże się historia pierwszego kolportażu Pana twórczości.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 98/99 grudzień 2010/styczeń 2011