Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

JESTEM KOTEM ORAZ PSEM – wywiad z Jakubem Poradą

Z Jakubem Poradą, znanym z radia i telewizji dziennikarzem, rozmawia Katarzyna Pielak.

 Katarzyna Pielak: Od 20 lat jest pan związany z pracą w mediach. Dużo pan podróżuje i pisze na ten temat książki i poradniki. A doba ma tylko 24 godziny. Jest pan bardzo mocno zajętym człowiekiem, a w domu ma pan przecież jeszcze zwierzaka. Oczywiście jest nim kot?
Jakub Porada:
Tak, mam kota rodem z Radomia, gdzie mieszka moja rodzina. To 75-procentowy pers. Jak to możliwe? Otóż kotka, która była w połowie persicą, została skojarzona z kotem z sąsiedztwa – przepięknym, 100-procentowym persem, który zarabiał na życie swoich opiekunów, wędrując po bliższych bądź dalszych domostwach jako reproduktor. Mówię o nim w czasie przeszłym, ponieważ niestety tak ciężko pracował, że umarł na zawał serca…
W każdym razie, kiedy matka Cezarka (mojego obecnego kota) zaszła w ciążę, urodziło się pięć czy sześć kociaków. Gdy przyjechałem, zostały już tylko dwa maleństwa – kocurek i koteczka.
Na początku wydawało mi się, że dziewczynka będzie fajniejsza. Była bardziej ruchliwa, ciągle się na coś wspinała, a on był taki cichutki i spokojniutki. Po zastanowieniu się stwierdziłem, że to może i dobrze, bo często jestem poza domem.
Nie chciałem, by kotek się stresował, a przy okazji, by nie niepokoił też domowników w czasie mojej nieobecności. Dlatego wybraliśmy właśnie jego.
Pamiętam, jak go wiozłem do domu. Był taki malutki, że mieścił się w dłoni. Nie umiał nawet wejść po schodach, wykonać najprostszych dla kota czynności, jak skok na fotel czy parapet, tylko tak siedział i kiwał główką. Kiedy zaprowadziłem Cezarka do weterynarza, okazało się, że jest cały zapchlony. Miał tak strasznie dużo pcheł, które go potwornie gryzły i piły jego krew, że kocio był bardzo osłabiony. Dostał środek przeciwpchelny i dopiero wówczas odżył. Okazało się, że ten kiciuś nie jest wcale taki łagodny i grzeczny –
to jest normalny rozrabiaka! Zaczął świrować i wariować. Ale więcej było z niego pociechy, więc szaleństwa zostały mu wybaczone.

Dlaczego został Cezarkiem?
Cezarek wziął się stąd, że często chodziłem na wystawy kotów, które odbywają się w Warszawie i w całej Polsce. Pamiętam, że kiedyś jeden pan, hodowca, przedstawiał mi pewnego rasowego persa. Kot miał być grzeczny, zrównoważony i wspaniały. Zachwalając tę rasę, mówił, że to jest Cezarek – i prezentował go takim charakterystycznym gestem, trzymając pod łapkami i całego rozciągając. Zapamiętałem to imię, bo Cezarek w chwili prezentacji zaczął się wściekać i dostał takiej furii, że zaczął gryźć wszystko, co popadnie. I nagle zobaczyłem, że koty, które kojarzą mi się ze spokojem i ostoją, potrafią być niezłymi gagatkami. Stąd właśnie wzięło się jego imię.

Jakim kotem jest Cezarek?
Cezarka przywiozłem do domu prawie osiem lat
temu. Jest już dorosłym kotem, domownikiem i częścią rodziny. Raczej nie jest kotem wychodzącym i nie uważam, żeby jakoś z tego powodu cierpiał. Nawet jeżeli ma otwarte na zewnątrz drzwi, a zdarzało się, że podróżował także po Polsce, to raczej zawsze trzyma się domu. Najdalej siądzie gdzieś na ganku.
Tłumaczę sobie, a jest to absolutnie pseudonaukowa teoria, że jego czarne podniebienie wskazuje na wrodzoną zadziorność. Jednak z drugiej strony jego persie atrybuty mają wpływ na spokojny charakter. Kiedy zostaje sam w domu, nie stwarza żadnych powodów do obaw. Nie niszczy, a także nie demoluje otoczenia, za to dużo gada i momentami staje się upier… zbyt namolny.


Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 173 – MARZEC 2017