Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

DAJĘ SOBĄ RZĄDZIĆ – wywiad z Olgą Bończyk – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 162 – KWIECIEŃ 2016

Zdjęcia:
Z archiwum Olgi Bończyk

Olga Bończyk, aktorka teatralna i filmowa oraz wokalistka, o swoim życiu z Tośką i Stefanem opowiada Reginie Skibińskiej.

Regina Skibińska: Olga Bończyk to osoba bardzo zajęta, ale znajduje czas dla kotów. Prowadziła Pani cykl w „Pytaniu na śniadanie” pod hasłem „On/a ma kota”, odsłoniła pomnik kota na warszawskim Gocławiu…
 Olga Bończyk: Uwielbiam koty! W ogóle uwielbiam zwierzęta, ale koty były w moim życiu od zawsze – pierwszym zwierzakiem, którego miałam w domu jako mała dziewczynka, był właśnie kot.
Potem, gdy dorosłam i mogłam samodzielnie podejmować decyzje, adoptowałam ze schroniska psa. Bartek (tak się wabił) był ze mną przez 13 lat i umarł po ciężkiej chorobie. Po jego śmierci, gdy zaczęłam intensywnie pracować i podróżować, zdałam sobie sprawę, że nie powinnam decydować się już na kolejnego psa, bo przy swoim trybie pracy skazała bym go na samotność. Nie wyobrażałam sobie jednak życia bez zwierzaka.
Jedynym rozwiązaniem okazały się koty. Nadal bardzo lubię psy i gdyby moja sytuacja rodzinna wyglądała inaczej, to pies z całą pewnością też znalazłby u mnie ciepły kąt. Koty natomiast już od wielu lat są stałym elementem mojego domu.


Pani praca często wiąże się z wyjazdami. Jak futrzaki radzą sobie z Pani nieobecnością?
Mam sąsiadów, którzy ich doglądają – trzy zaprzyjaźnione rodziny, które mają klucze do mojego mieszkania. Przed wyjazdem ustalam, kto akurat ma czas. Zawsze znajdzie się ktoś, kto może nakarmić kociarnię. Nie ma takich sytuacji, żeby zwierzęta były pozostawione same sobie.
Zdecydowałam się na dwa koty – Stefana i Tośkę – po to, żeby za mną nie tęskniły. Tośka jest kocicą bardzo aktywną i nie pozwala Stefanowi zbyt długo samotnie leżeć albo spać. Ciągle go zaczepia i nieustająco każe mu się ze sobą bawić.

Czy po długiej rozłące witają Panią fochem?
Na szczęście nie, choć wcześniej, gdy miałam tylko Stefana, zdarzały się dramatyczne momenty.
Przez półtora roku był sam, co było dla niego bardzo dotkliwe. Gdy widział walizkę, patrzył na mnie i miał takie smutne oczy, że ich widok łamał mi serce. Gdy wracałam, wchodził mi na kolana, trzymał się blisko, jakby chciał sobie
zrekompensować samotność. Widziałam, że cierpi, że tęskni, gdy wyjeżdżam
. Dlatego stało się jasne, że muszę zorganizować mu towarzystwo. I tak pojawiła się Tośka. Nie było między nimi miłości od pierwszego wejrzenia – Stefanowi trudno było się pogodzić, że nie ma mnie na wyłączność. Tym bardziej, że Tośka jest… nie wiem, jak to powiedzieć, żeby jej nie obrazić… Nie agresywna, ale...

Ekspansywna?
Tak, właśnie ekspansywna. Zaczepia Stefana, naskakuje na niego, strofuje, atakuje, bije się z nim.
Nie ma ran, krew się nie leje, więc zakładam, że nic złego się między kotami nie dzieje, dlatego nie chcę wchodzić w ich relacje. Rozdzielam je dopiero wtedy, gdy leci futro i Stefan strasznie fuczy na Tośkę, ale zdaję sobie sprawę, że moja interwencja na niewiele się zda, gdyż zwierzęta same muszą ułożyć relacje między sobą.

 Skąd się wzięły oba koty?
Wszystkimi kotami zostałam w pewien sposób obdarowana. Po śmierci mojego poprzedniego futrzaka, 15-letniego Lucjana, przez pół roku nie mogłam się zdecydować na kolejne zwierzę. Nie umiałam zamienić jednego zwierzęcia na drugie.
Któregoś razu napisała do mnie obca osoba, która wiedziała o odejściu Lucjana. Na działkach okociła się kotka i szukali dla kociaków domu. Nie miałam odwagi podjąć decyzji, ciągle czułam, że to nie jest ten moment, ale gdy dostałam zdjęcia i dowiedziałam się, że kociak ma na imię Stefan, to zmiękłam. Mój nieżyjący od wielu lat tata miał na imię Stefan… pomyślałam, że w życiu nie ma przypadków.

Stefan pojawił się w moim życiu, gdy byłam na zakręcie. Był balsamem, który osładzał moje trudne chwile. Okazał się kotem niezwykle ciepłym i czułym. Nie chcę, żeby to niewłaściwie zabrzmiało, ale on się we mnie niebywale zakochał.
Nie opuszczał mnie na krok. Czuł, że mam problemy i był przy mnie. Pokochałam go, a on bardzo to uczucie odwzajemniał. Jego miłość była tak wielka, że gdy wyjeżdżałam w trasę, to i dla niego, i dla mnie było to zbyt trudne. Czułam, że wyjeżdżając robię mu krzywdę. Pojawił się u mnie w wakacje, gdy miałam dużo czasu, a potem te moje wyjazdy stały się dla nas obojga dotkliwe.

W kolejne wakacje pojechałam z przyjaciółmi na kilka dni do ośrodka agroturystycznego na Mazury. Była tam wielka i kudłata ciężarna kotka rasy maine coon. Skąd maine coon na wsi?
Nie wiadomo. Kto był ojcem? Też nie wiadomo – pewnie dopadł ją jakiś wiejski kocur. Pomyślałam, że to jest dobry moment na decyzję. Zadeklarowałam, że bez względu na to, co się urodzi, wezmę jedno kociątko. Szutka, bo tak miała na imię kotka, urodziła dwie włochate koteczki.
Musiałam podjąć decyzję, którą wezmę, czy tę bardziej szarą, czy bardziej rudą. Stefan jest biało-rudy, więc dla odmiany zdecydowałam się na szarą.

Tośka przyjechała z Mazur, gdy miała trzy miesiące. Do mojego domu weszła jak do siebie. Chyba w ogóle nie poczuła różnicy między mazurskim domem a moim mieszkaniem, choć to przecież dwa różne światy.
Stefan potraktował ją jako zło, które się pojawiło, ale niedługo powinno sobie pójść. Wcześniej bardzo dużo gadał, gaworzył i mruczał, a po poja
wieniu się Tośki kompletnie zamilkł, wycofał się.
Wyglądało na to, że liczył, że Tośka sobie pójdzie, jak przyszła, ale mijały miesiące i nic się nie zmieniało. Z czasem się przyzwyczaił, ale do końca jej nie zaakceptował. To ona w kontaktach wykazuje się inicjatywą, on jest raczej nieufny.
Stefan jest dżentelmenem, lordem, który dostojnie przemieszcza się po mieszkaniu, jest subtelny i delikatny. Wszystko robi woln
o, spokojnie, ma czas. Ma duszę kota-myśliciela. Ona natomiast jest wariatką, ma mnóstwo energii.

Na szczęście od roku Stefan znowu mówi. Zrozumiał, że już nic nie wskóra, że Tośka wciąż jest i to się nie zmieni.
             

Czy koty rywalizują jakoś o Pani względy?
Trudno powiedzieć. Stefan wie, że zawsze, gdy do mnie przyjdzie, to będzie mógł zostać i go nie zgonię. On ma specjalne miejsce. A ona jak coś chce zrobić, to i tak to zrobi. Jest bardzo ruchliwa, posiedzi 15 minut i się znudzi. Ona funkcjonuje w innym systemie czasowym niż Stefan, który jak się położy i rozciągnie, to leży. Tośka musi sama przyjść i się ukokosić, a Stefan daje się wziąć, lubi się poddawać pieszczotom, jest takim leniwcem.
Moje koty nie rywalizują ze sobą, bo funkcjonują zupełnie „w innym czasie”, nie ma takich sytuacji, żeby ten czas się zbiegał.

A daje Pani sobą rządzić kotom?
No pewnie, że daję.
Jakiś czas temu mój partner zdecydował, że koty nie będą z nami spały. Najpierw było mi bardzo smutno, ale potem zrozumiałam, jakie to dobre dla mojego snu. One od 6 rano są bardzo aktywne i uzurpowały sobie prawo do decydowania, kiedy wstaję, daję im jeść. A ja się nie umiałam im przeciwstawić.
Mój partner nie poddaje się temu, stara się zdyscyplinować koty i nauczyć je różnych rzeczy.
A ja pozwalałam, żeby mi właziły na głowę. Jestem kompletnie niereformowalna, mam wrażenie, że wymaganie od zwierząt jest egoistycznym chciejstwem, żeby koty dostosowały się do naszego trybu życia. A tu okazuje się, że koty można nauczyć wielu rzeczy, n
p. niespania z
e mną w łóżku czy nie wchodzenia do sypialni, gdy jesteśmy już w łóżku, nawet gdy drzwi są otwarte.
Oczywiście koty wiedzą też swoje. Nie wchodzą do sypialni, gdy Tomek jest w domu, ale gdy go nie ma, zachowują się jak dawniej i pakują mi się do łóżka.
Tośka ma swój ulubiony koszyk, w którym zwija się w kłębuszek. Czasem, gdy jest bardzo rozbrykana i psoci, Tomek stanowczym głosem mówi:
Tośka, na miejsce”. Wtedy Tośka kładzie się do koszyka i leży. To mnie strasznie bawi, bo nigdy nie spodziewałabym się po kocie, że będzie reagował na komendę jak pies.

Ciekawa jestem, jak przebiegała nauka.
Ona nie przebiegała! Tośka sama tak zaczęła reagować, gdy Tomek mówił: „Tośka, na miejsce”.
Nie zmuszał jej, nie wkładał do koszyka, niczego nie uczył. Kotka sama lubi tam leżeć, zwijać się w precelek. Koszyk to jest miejsce, które jest jej azylem. Inna rzecz, że uwielbia wszystkie koszy
ki i wszystkie miejsca, gdzie może się wcisnąć.
Stefana natomiast nie trzeba dyscyplinować, on jest z natury grzecznym kotem. Nie robi nic, cze
go trzeba by go oduczać. Tylko Tośka pozwala sobie na zbyt wiele.
                       

Jak koty na początku reagowały na zmiany, na to, że im czegoś nie wolno?
Na początku drapały do drzwi, próbowały wynegocjować nocowanie z nami. Moje serce pękało,
paru nocy nie przespałam, słysząc ten płacz pod drzwiami. Po kilku dniach zrozumiały, że to jest nie do wynegocjowania i w końcu przestały walczyć. Teraz nie domagają się wejścia do sypialni.
Nie udało
się natomiast oduczyć Tośki drapania mebli, a zniszczenia, które poczyniła, są nie do odwrócenia. Mamy drapaki, z których korzysta, ale kanapy i krzesła też są podrapane. Tośka
każde miejsce traktuje jak drzewo, po którym można się wspinać.

Czy zaakceptowały Pani partnera bez problemu, mimo że jego obecność wiąże się z ograniczeniami dla nich?
Tak, nawet potraktowały go poważniej niż mnie.
Może przesadzę – jak przewodnika stada. Zrozumiały, że nie ma sensu z nim dyskutować. Respektują go. Myślę, że zwierzęta muszą mieć kogoś takiego nad sobą. Tośka nawet częściej wchodzi Tomkowi na kolana niż przychodzi do mnie, pozwala mu częściej się głaskać. Może próbuje mu się przypodobać? Może są to jakieś kobiece zabiegi?

Jest Pani wrażliwa na problemy zwierząt. Z czego to wynika? Czy zetknęła się Pani z bliska z ich krzywdą?
Nie wiem, czy to jest kwestia wychowania, ale jestem bardziej wrażliwa na krzywdę zwierząt niż ludzi. Dla mnie to niewybaczalne, gdy zwierzęta przez nas cierpią. My mamy rozum, więc często krzywdę ściągamy na siebie sami. Upraszczam, ale krzywda zwierzęca jest najczęściej celowym, barbarzyńskim działaniem człowieka, tylko dlatego, że czuje się on silniejszy, podczas gdy zwierzę jest b
ezradne.
Jakiś czas temu Stefanowi ktoś naderwał ogon.
Szczęśliwie okazało się, że nie zostały zerwane wszystkie połączenia nerwowe, a przy tym trafiłam na świetnego ortopedę, który powiedział po prześwietleniu, że istnieje minimalna szansa, że ogon się zregeneruje i jeżeli w ciągu tygodnia zobaczymy poprawę, to jest nadzieja, że amputacja nie będzie konieczna. Ogon Stefana zwisał bezwładnie i był dla niego wielkim zagrożeniem. Nie chcę wchodzić w medyczne szczegóły, ale brak czucia w ogonie stanowi niebezpieczeństwo kolejnych uszkodzeń, które mogły doprowadzić do paraliżu tylnej części tułowia. Na szczęście po tygodniu okazało się, że pojawiła się poprawa i czucie w ogonie wróciło. Wciągu czterech miesięcy znowu dumnie sterczał. Dzisiaj za każdym razem, kiedy patrzę na Stefana z tym ogonem zawiniętym w znak zapytania, jestem szczęśliwa, że w tej smutnej historii mój kot miał jednak sporo szczęścia.

Czy to go oduczyło wychodzenia?
Nie. Jeszcze miał niesprawny ogon, a już domagał się wychodzenia.
Ma ze mną umowę, że wychodzi latem, a zimą siedzi w domu. Mieszkam na pierwszym piętrze.
Schodzimy razem rano, a kiedy wracam w ciągu dnia, to porozumiewam się ze Stefanem telepatycznie z samochodu i gdy dojeżdżam do domu, on już czeka. Wtedy razem idziemy do mieszkania. Rzadko się zdarza, że muszę go długo wołać.
Tośka na całe szczęście nie wychodzi na dwór.
O jeden kłopot mniej.

Czy koty mają wpływ na Pani twórczość?
Raczej nie. Koty są częścią mojego życia. Są dla mnie balsamem, dają mi chwile czułości, wyciszają i uspokajają. Ale artystycznie nie doszukuję się tu uniesień. Cieszę się z tego, co mi dają i nie staram się dorabiać do tego artystycznego tła. Chcę, żeby były tym, czym są i niczym więcej. Są bezinteresowną miłością i czułością, i to mi w zupełności wystarcza.

Bardzo dziękuję za rozmowę!


Powrót do: Czytelnia


 Wywiady z opiekunami kotów 
- artykuły z
KOCICH SPRAW




Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak, Joanna Müller

PAN Z ŁASICZKĄ – wywiad z Danielem Bloomem

    Rozmowa z Danielem Bloomem  […]

KOT NA PLAKACIE – wywiad z Ryszardem Kają

  Rozmowa z Ryszardem Kają […]

KOCIE OKO – WYWIAD Z RED LIPSTICK MONSTER – Ewą Grzelakowską-Kostoglu

   Wywiad z Red Lipstick Monster - Ewą Grzelakowską-Kostoglu […]