Zdjęcie z archiwum Majki Jeżowskiej
Wszystkie koty do mnie lgną. Jeśli gdzieś spotykam kota, zaczynam do niego mówić jak do dziecka, pieszczotliwie i łagodnie. Wydaje mi się, że w którymś wcieleniu musiałam być kotem, bo utożsamiam się z ich losem. Jestem ich niewolnikiem i zawsze do ich usług.
Z piosenkarką, kompozytorką, autorką wielu przebojów i towarzyszką Meli, Majką Jeżowską rozmawia Katarzyna Pielak
Kiedy usłyszymy piosenkę o kotach w Pani wydaniu?
Mam piosenkę pt. „Kochaj czworonogi" - wprawdzie mówi ona o psach, ale zastanawiam się, jak to jest możliwe, że napisałam tyle piosenek familijnych, które mają uczyć dzieci wrażliwości do otaczającego świata, a nigdy nie napisałam piosenki o kotach. A to przecież koty są moimi ulubionymi zwierzątkami. Moje piosenki kierowane do najmłodszych mają uczyć, że zwierzęta to istoty żywe, mające duszę, czują, cierpią, kochają, płaczą czasami, są smutne, wesołe. Mamy obowiązek się nimi zajmować. Piosenka musi bawić, uczyć i wychowywać. Dlatego chyba czas zaśpiewać coś o kotach.
Koty są Pani ulubionymi zwierzętami, leżąca na fotelu Mela jest Pani jedynym kotem?
Obecnie jest tylko Mela, którą dostałam od Piotra Fronczewskiego - wspaniałego aktora i miłośnika kotów. Ponieważ w moim rodzinnym domu, w Nowym Sączu, wychowałam się w otoczeniu kotów, zwierzęta te zawsze były mi bliskie. Pewnego dnia, gdy byłyśmy z siostrą małe, przyplątała się do nas bezdomna kotka, która została już z nami. Przez całe moje dziecięco-młodzieżowe życie koty były obecne w domu. Był taki moment, że było ich naprawdę dużo. Mieszkały z nami - miały ogród, werandę, piwnicę. Potem jak już poszłam w świat, na studiach, zamieszkałam w Stanach Zjednoczonych, wyszłam za mąż za muzyka z kotką, która była o mnie zazdrosna. Tak naprawdę, ja również byłam zazdrosna o nią. Mimo iż to ona była pierwsza, wpuściła mnie na swój teren, często mnie wkurzała i denerwowała. Ponieważ przez około jedną czwartą część czasu 12-letniego małżeństwa spędzałam w Polsce, gdy wracałam po trzech miesiącach nieobecności, kotka była zdziwiona moim widokiem, że ja wchodzę do łóżka. A to jest jej miejsce! Po powrocie do Polski kilkakrotnie zmieniałam mieszkania, przeprowadzałam się, wynajmowałam i to był okres, gdy zwierzątka nie miałam. Aż do kolacji u Piotra, który dostał małą Melanię i zapytał, czy ją zabiorę. Pierwsza moja myśl, to, że nie jestem przygotowana, nie mam kuwety, legowiska, misek itd. Ale zostałam zapewniona, że wszystko dostanę i zdecydowaliśmy się wziąć Melkę. Wówczas dużo pracowałam, ale mieszkał ze mną mój nastoletni syn i wiedziałam, że będzie komu opiekować się kotem. Dziś wygląda to tak, że częściej jestem w domu, ale zdarza się, że muszę wyjechać w trasę koncertową lub na wakacje i wówczas zatrudniam nianię dla kota. Ktoś musi tu spać, Mela musi mieć poczucie, że ktoś jest w domu i że nie zostawiłam jej samej. Ona już to zaakceptowała.
Jaką kotką jest Mela?
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 112 luty 2012
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]







