Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

BILET DO SZCZĘŚCIA – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 151 – MAJ 2015

Katarzyna Pielak: Czy ta przepięknej urody koteczka jest pierwszym czworonogiem w Pani życiu
Maria Maj:
Nigdy wcześniej nie miałam kota. Miałam za to dwa psy. I choć skrycie o kocie marzyłam, to brakowało mi na niego odwagi. Dopiero moja przyjaciółka Ewa, która ma cztery koty, nauczyła mnie i nadal ich uczy. Początkowo, gdy opowiadała mi jakąś kocią historię, myślałam, że konfabuluje i upiększa. Nawet zachęcałam ją, żeby zaczęła pisać kocie historyjki, bo tak pięknie je opowiadała. Później sama tego doświadczyłam i przekonałam się, że te zwierzęta naprawdę mają swoją osobowość i czasem zachowują się wręcz nieprzewidywalnie. A te wszystkie historie, które opowiadała Ewa, są prawdziwe.

 W jaki sposób udało się jej przekonać Panią do sięgnięcia po kocie szczęście?
Ona wszystkich do tego zachęca. Ale ja najpierw bacznie poobserwowałam koty, a dopiero z czasem zaczęłam je poznawać i coraz bardziej lubić.
Dziwne jest to, że wcześniej wszystkie koty omijały mnie z daleka, to znaczy – żaden z futrzaków moich znajomych, a większość z nich je ma, nie zaczepiał mnie i na mnie nie reagował. Jednak kiedy zaczęłam się nimi interesować, pieścić je i przemawiać do nich, to one również zaczęły mnie bardziej akceptować.
Teraz wiem, że kot jest istotą niezwykłą. Gdyby w dodatku jeszcze mówił… Nigdy nie przypuszczałam, że można nawiązać tak niezwykły kontakt z tym stworzeniem.


Czyli kiedy zapadła decyzja?
Długo jej nie podejmowałam. Cały czas nie miałam odwagi. Często podróżuję, więc zastanawiałam się, co ja z tym kotem zrobię, gdy będę musiała wyjechać, że przecież nie mogę się tak ograniczać. Moja druga przyjaciółka, Blanka, zamiłowana kociara, w końcu nie wytrzymała: Mario... ty tak czekasz na tej stacji, a te pociągi tak mijają i mijają… Kup w końcu ten bilet! Po prostu kup bilet!
Jakoś to mnie zdopingowało i postanowiłam zaadoptować kota. Tym bardziej że właśnie w tym czasie przyszły na świat małe. Wśród nich Wandzia, która urodziła się pod koniec sierpnia w górach, przy samej słowackiej granicy. Jak przystało na prawdziwą góralkę, jest bardzo ostrą kotką. Zauroczyła mnie, gdy taka maleńka weszła mi na kolana.
I tak oto jest. Jesteśmy razem od 2 grudnia 2013 r.

Leży na stole bardzo grzecznie i niewinnie…

Sprawia wrażenie bardzo grzecznej, ale oczywiście był okres, kiedy szalała, rozrabiała, szarpała firanki, wszystko tłukła. Leciały miski, doniczki, zjadła też wszystkie kwiatki. Jest ostra, temperamentna i charakterna.
Od początku nie mogłam sobie wyobrazić zamknięcia jej w domu. W czterech ścianach?! Przecież takie zwierzę jest najpiękniejsze w przyrodzie, gdzie można je podziwiać, obserwować, jak się zachowuje, jak jest wolne i szczęśliwe. Więc jakże to tak? A z drugiej strony, Warszawa to ogromne miasto – umierałabym ze strachu o Wandzię, o to że coś może się jej stać. Przyznam się, że te wszystkie myśli związane z kotem odciążały mnie szczęśliwie od innych problemów.

Kota można przecież nauczyć wychodzenia z opiekunem na spacery.
Tak i właśnie od razu zabierałam ją na smyczy na Pola Mokotowskie. Pierwszego dnia skulona i przerażona siedziała na ławce. Na drugi dzień było już troszkę lepiej, chciała nawet wejść na drzewo. I tak krok po kroku była coraz odważniejsza.
Moja sąsiadka ma ogródek, więc wypuszczałam ją tam, nadal na smyczce, ale stopniowo coraz bardziej ją wydłużałam. Aż wreszcie zdecydowałam się puścić Wandzię wolno.

I jaka była jej reakcja?

Chodziła sobie tak po tym zamkniętym ogródku, aż niestety pewnego dnia uciekła. Chodziłam za nią, wołałam, szukałam. Wreszcie znalazłam, a ona zaczęła bawić się ze mną w kotka i myszkę i przede mną uciekać! A innym razem wyszła i nie wróciła na noc. Odnalazłam ją następnego dnia w ogródku sąsiadki. Poturbowaną, kulejącą, z obitym całym bokiem. Zdaniem weterynarza mogła zostać potrącona przez auto. Kuracja trwała około tygodnia. Od tamtej pory jest bardziej ostrożna, być może przerodziło się to u niej w jakąś traumę. A ja, gdy tylko się ściemnia, staram się zamykać wszystkie okna i nie wypuszczać jej już na dwór.
Natomiast w ciągu dnia okno jest otwarte, kocia ma drabinkę do dyspozycji i może swobodnie wychodzić. Ryzyk fizyk, trudno, najwyżej coś się jej stanie, ale nie odbiorę jej wolności. Moja przyjaciółka Ewa przyznała mi się, że bardzo, bardzo żałuje, że jej kotka Basia nigdy nie wychodziła na zewnątrz. Odkąd Wandzia ma tę możliwość, nie rozrabia już tak w domu, przynosi jedynie piórka ptaszków i małe owady jako trofea. Zanosi je do łazienki i tam się z nimi rozprawia. Jest niesłychanie łowna.


Zatem zna Pani już plusy posiadania kota?
Obserwowałam, jak moja sąsiadka i przyjaciółka Ewa zagospodarowuje teren i przestrzeń dla swojego kota. Widziałam, jak to fajnie jest go mieć.
Dom zaczyna żyć zupełnie inaczej. Poza tym, moja wnuczka i prawnuk uwielbiają Wandzię.
Wstyd mi się przyznać, ale Wandzia stała się dla mnie prawie najważniejsza… Ważniejsza od wszystkich innych spraw. Myślę tylko o tym, jak tu jej dogodzić. Pewnie dlatego jest tak rozpuszczona. Jeśli chodzi o jedzenie, jest bardzo wybredna. Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, że to ja ją rozpuściłam. Chociaż jada głównie suchą karmę. Próbowałam ją karmić kocim mlekiem bez laktozy, ale go nie lubi.

Przez pół roku zajmowałam się więc tylko i wyłącznie kotem. Bardzo dobrze mi to zrobiło, bo o niczym innym nie myślałam. Była to dla mnie fantastyczna terapia. Teraz stało się to normalne – jest kot i cześć. Ale sam początek, wzajemne poznawanie się – to było coś cudownego! Z całego serca polecam wszystkim kota. Człowiek nie czuje się samotny. Gdy wraca do domu, ktoś go wita, cieszy się na jego widok!

Nie myślała jeszcze Pani o takim drugim szczęściu?
Szczerze mówiąc, cały czas myślę, ale trochę się boję. Tym bardziej że w znajomym mi miejscu w górach znów urodziły się kotki i są takie cudne! Trochę się jednak obawiam, jak moja Wandzia przyjęłaby rywala lub rywalkę. Poza tym, w jakiś sposób ułożyłyśmy sobie już to nasze wspólne życie. Ponownie musiała bym więc przechodzić przez te wszystkie przygody związane z odchowywaniem malucha. Wandzia przyzwyczaiła się już do domu na wyłączność, potłukła, co miała potłuc, zjadła, co miała zjeść, poszarpała firanki, które miała poszarpać. Może gdybym mieszkała wyżej, to wówczas szybciej zdecydowałabym się na drugiego kota. Ale mieszkam na parterze, wokół jest zielono, a Wandzia ma swoich kocich kolegów, przyjaciół. Więc chyba jeszcze nie teraz.

Czy jest wysterylizowana?
Tak, została wysterylizowana po pierwszej rujce, czego żałuję, bo wydaje się bardzo opiekuńcza i macierzyńska w stosunku do wszystkich.

Aktorka i kot. Jak wygląda Wasze życie? Czy jest spokojne i poukładane?
Wandzia towarzyszy mi przy wszystkich zwykłych czynnościach – gdy gotuję, sprzątam, wyjmuję ubrania z pralki. Wszystko wącha i obserwuje. Uwielbia też oglądać ze mną telewizję. Włazi mi na kolana i wówczas jest czas pieszczot, głasków, mruczenia. Bardzo to lubi. Śpi razem ze mną w łóżku, w nogach. Na początku spała na poduszce, na krześle obok łóżka, i miałam wrażenie, że pilnuje mojego snu. Jest stróżem tego domu i czuwa, żeby wszystko było w porządku. Ma ogromny instynkt opiekuńczy.
Zawsze, ale to zawsze towarzyszy mi też przy sprzątaniu kuwety. Jest to dla niej bardzo ważne. Przyzwyczaiłam ją, że kuwetę sprzątam od razu po zabrudzeniu, więc kicia domaga się wręcz, by było w niej czysto. Podejrzewam, że można by również nauczyć ją załatwiania się w toalecie, jak człowiek. Gdy obserwuje się Wandzię, odnosi się wrażenie, że można nauczyć ją wielu rzeczy, ale korzystać z ludzkiej toalety jeszcze nie potrafi. Liczę na to, że gdy w długie zimowe wieczory będę miała więcej czasu, poczytam kocią literaturę, pismo KOCIE SPRAWY i się dokształcę.
Wandzia jest poza tym bardzo ciekawska. Musi wszystko wybadać, powąchać, wszystkiego dotknąć. Jest też niezmiernie serdeczna w stosunku do ludzi i kompletnie się ich nie boi.

Czy jest do Pani podobna?
Może i tak, bo ja również jestem bardzo towarzyska.


Opiekunowie wybierają często zwierzęta bardzo do siebie podobne. Łatwiej się żyje z takim alter ego.

Gdy przysłano mi jej zdjęcie, przypominała mi raczej moją zmarłą przyjaciółkę, też aktorkę – Wandzię Ostrowską. Pomyślałam sobie, że może to być taka reinkarnacja Wandzi.
Moja kotka jest taka śmieszna, gdy spotykam ją gdzieś na ulicy. Wtedy myślę: Boże, ależ ona jest piękna… Ale idę dalej, niech mnie nie widzi. Ma przecież swoje życie i swój świat. Nie można jej przeszkadzać.

Jest z nią Pani niezwykle zżyta.
Jestem też za nią odpowiedzialna. Bardzo się bałam, że uzależnię od siebie stworzenie, a to ja uzależniłam się od tego stworzenia. Moja kotka jest istotą magiczną i tajemniczą. Ma taką grację, że można całe dnie siedzieć i na nią patrzeć, zamiast gapić się w telewizor. Po prostu nie ma nic piękniejszego. Cały czas się nią zachwycam – jej wdziękiem, urodą, ruchami.
Gdy wyjeżdżam, bardzo za nią tęsknię. Tak mi jej brakuje, że chcę jak najszybciej wracać do domu.
Staram się więc spędzać w nią jak najwięcej czasu. A poza tym, mam świetny pretekst dla moich przyjaciół. Przyzwyczaiłam ich do tego, że zawsze byłam w ruchu i trudno było mi usiedzieć na miejscu. Mówię więc teraz: Przepraszam nie mogę przyjechać, mam kota i nie mogę zostawić go samego w domu…

Chciałabym tylko jeszcze móc rozumieć wszystkie sygnały, które mi wysyła moja kotka. Taka szkoda, że nie mówi... Z pewnością czeka nas jeszcze wiele przygód, ale najważniejsze jest to, aby nic się jej nie stało, gdy wychodzi na dwór. Już tak dobrze ułożyło nam się życie. Świetnie się dogadujemy i pasujemy do siebie. Pewnie gdybym nie miała Wandzi, to znów dużo bym podróżowała.
Ale teraz nie wyobrażam sobie już bez niej życia.

Bardzo dziękuję za rozmowę!
Powrót do: Czytelnia


 Wywiady z opiekunami kotów 
- artykuły z
KOCICH SPRAW




Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak, Joanna Müller

KS 4(35)2005 – rozmowa z Korą Jackowską

   PRZYCHODZI LEW DO CZŁOWIEKA
rozmowa z Korą Jackowską […]

PAN Z ŁASICZKĄ – wywiad z Danielem Bloomem

    Rozmowa z Danielem Bloomem  […]