Tekst Andżelika Piechowiak
magazyn KOCIE SPRAWY - Nr MARZEC 2010
Czy się woli miauczące, czy szczekające czworonogi, zależy od charakteru danego mężczyzny, od tego kim jest, jaki uprawia zawód. Jest typ „karków", którzy za żadne skarby nie przyznaliby się do kota.
Oni muszą mieć psa, zazwyczaj bulteriera albo amstafa. To zwierzę
staje się wtedy substytutem męskości. Ale są też faceci biegający z jamnikiem, który nie może być ersatzem niczego, tu zapewne w grę wchodzą tylko uczucia.
Andżelika Piechowiak: Może spróbujesz obalić lub potwierdzić kilka mitycznych opinii na temat kotów. Pierwsze, powtarzane do znudzenia, twierdzenie mówi, że mężczyźni wolą psy. Prawda, czy fałsz?
Andrzej Nejman: To jest mit, z którym nie mogę się zgodzić. Mam dwa koty i psa. Zaczęliśmy od kota, tylko dlatego, że moim zdaniem mieszkanie w bloku z psem jest dość nieeleganckie w stosunku do tego czworonoga. Kot lepiej sobie radzi w takiej przestrzeni, potrafi ją ogarnąć, nieregularne powroty opiekunów do domu są dla niego mniej bolesne. On przytuli się do jakiejś poduszki i przeczeka, śpiąc. Dopiero po przeprowadzce do domu zdecydowaliśmy się wziąć psa.
W koty podobno się „wpada". Zawsze zaczyna się od jednego, a potem liczba czworonogów zwiększa się lawinowo. Nie boisz się tego?
Na razie nie. Pierwszą kotką, która się u nas pojawiła, była Melon. Zarówno pani weterynarz ze schroniska, skąd ją wzięliśmy, jak i kolejny lekarz w trakcie dokładnych badań, stwierdzili, że to samiec. Jak już się Melon okazała kobietą, to głupio nam było zmieniać jej imię i doszliśmy do wniosku, że brzmi ono „trochę z francuska" i właściwie może zostać.
Moja rodzina ma domek nad jeziorem we Włocławku, skąd pochodzę. Niedaleko mieszka nasz znajomy, który jest szefem pobliskiego schroniska. Wpadliśmy do niego zobaczyć zwierzątka. Była tam szara kotka i 10 przyklejonych do jej brzucha kociaków, wszystkie szare i czarne, a pomiędzy nimi jeden rudy, taki żywy płomień wśród całego towarzystwa. Melon miała wtedy dwa tygodnie, nie mogliśmy jej od razu wziąć. Czekaliśmy cierpliwie, a po jakimś czasie pojechaliśmy tam i zabraliśmy ją do domu. Od samego początku była agresywna i ruchliwa, jak na młodego kociaka przystało, przez co często nie dawała nam spać. Nie tęskniła nawet specjalnie za rodziną.
Jako druga pojawiła się Syjamka - Figa, która wygląda jak diabeł z jasełek, czarna mordka i wszystkie końcówki - łapy, ogon, uszy. Zaczęło się od tego, że poszliśmy do Łazienek na spacer. Tam akurat trwał okropny sobotnio-niedzielny targ zwierząt. Dla mnie taki handel jest czymś obrzydliwym. Figa jakoś tak spojrzała na nas tymi niebieskimi oczami. Była bardzo malutka, a właścicielka wydawała się dziwną, lekko niezrównoważoną osobą. W domu, w Łodzi, skąd ją przywiozła, kot musiał przeżyć jakąś traumę, może była maltretowana przez dzieci. Jej wzrok mówił: jak mnie teraz nie weźmiecie, to mnie tam zniszczą. I tak wróciliśmy do domu z kotem pod pachą. Figa oczywiście urzekła wszystkich, nawet mojego teścia, który był wściekły, że wzięliśmy kolejnego kota. Kiedy ją jednak zobaczył, zwariował na jej punkcie. Wybierając imię szukaliśmy wśród egzotycznych owoców, tym razem dla dziewczynki. Nie wiedzieliśmy, ile jeszcze będziemy mieć zwierząt, a wśród nazw owoców zawsze coś jeszcze się znajdzie. Na początku Melon okazywała agresję wobec małej. Figa jednak była cwana, ewidentnie podporządkowała się, poddała, odsłaniała brzuch przed tą starszą. Melon, gdyby chciała, pożarłaby ją jednym kłapnięciem paszczy. Chyba nawet próbowała, ale nie zrobiła tego, została rozczulona i załatwiona na całej linii. Teraz już się lubią, a my raczej myślimy o drugim psie, żeby nasza suka Forta miała towarzystwo.
W myśl kolejnej zasady, że to koty same wybierają sobie właściciela, zawsze może się do was przybłąkać jakiś miauczący towarzysz, bez względu na to, czy go planowaliście, czy nie.
Kiedy pod drzwiami pojawia się kot i zaczyna miauczeć, to trzeba go nakarmić i pozwolić mu odejść, chyba że potrzebuje pomocy. Przygarnąć go należy dopiero wtedy, kiedy przychodzi po raz wtóry i wyraźnie sygnalizuje, że wybrał sobie to miejsce na swoje. Należy być jednak ostrożnym z tą szybką adopcją. Moja koleżanka mieszkająca pod miastem miała kota, który ginął co jakiś czas na trzy, cztery tygodnie, a potem wracał. W końcu okazało się, że kocur ma drugą rodzinę. Ktoś się nim zajmował myśląc, że to bezdomna znajda. Mieszkał w jednym >> domu parę tygodni, po czym, kiedy mu się nudziło, przenosił się do drugich właścicieli. Po prostu prowadził podwójne życie.
Podobno największym, odwiecznym wrogiem kota jest pies. Prawda?
Prawda. W naszym domu one jakoś razem funkcjonują, ale minęło wiele lat, zanim się dogadały. Kot ma w zwyczaju uciekać, a pies ma w zwyczaju gonić to, co się rusza i myślę, że stąd biorą się ich odwieczne waśnie. Czasem nas to martwi, bo kiedy ta kocica mocniej się wystraszy, dostaje ataku astmy. Od dłuższego czasu dostaje sterydy, raz na miesiąc trzeba ją zawieźć do weterynarza, bo ma kłopoty z oddychaniem, kaszle. Typowy astmatyk, ale co zrobić, tak jest i już.
Mężczyźni z upodobaniem twierdzą, że koty i kobiety są do siebie podobne. Zarówno jedne, jak i drugie trudno zrozumieć i „wytresować". Co sądzisz na ten temat?
Oczywiście zgadzam się z tą teorią, przede wszystkim z jej pierwszą częścią. Łatwiej jest mi chyba zrozumieć koty. One mają swoje konkretne potrzeby, które realizują w miarę konsekwentnie. Potrzeba wychodzenia, zwiedzania świata, polowania itd. Ludzie nie potrafią zaakceptować tego, że kot nie czuje się
od nas zależny, dlatego uważamy, że ich nie rozumiemy. Człowiek będąc od kogoś uzależniony, okazuje to emocjonalnie. Jeśli chodzi o tresurę kota, to po pierwsze wolę określenie trening. Tresura to słowo na szczęście wychodzące z użycia. Trening kota polega na odpowiednim bodźcowaniu go. Kiedy zrobi coś fajnego, co nam się podoba i dostaje za to nagrodę, to buduje się w jego pojęciu związek przyczynowo-
-skutkowy, choć nie będzie to pewnie zachowanie nacechowane syndromem psa Pawłowa. Z kobietami jest trudniej, choć dla uzyskania pewnych korzyści one też są skłonne zachowywać się w określony sposób. Mężczyźni jednak postępują tak samo, więc mamy remis i nie traktujmy tego jak seksistowskiego przytyku.
Baczni obserwatorzy kocich zachowań twierdzą, że to zwierzęta, które są wyjątkowo złośliwe i największą satysfakcję czerpią w momencie, kiedy zrobią z człowieka idiotę.
Porównałbym ich zachowanie do postępowania dzieci, które trudno nazwać złośliwymi. One są krnąbrne i robią wszystko na przekór, nie dlatego, że wymyśliły sobie, ze świat będzie fajniej wyglądał, kiedy wszystkich wokół krzywdzą, tylko dlatego, że mają potrzebę zaistnienia w środowisku i właśnie tak ją zaspokajają. Dziecko przeszkadza w rozmowie rodzicom, bo wymaga zainteresowania, i ja w tym nie widzę braku grzeczności, tylko zwykłą walkę o zaistnienie w świecie. Z kotami jest podobnie, jeśli zwierzak załatwi się do butów, to znaczy, że po pierwsze, trzeba mu zmienić piasek w kuwecie, a po drugie, mówiąc poważnie, chce coś zakomunikować, na przykład, że poświęca się mu za mało czasu. Nie umie mówić, więc robi to w taki sposób.
Koty nie uznają za elokwentnego nikogo, kto nie potrafi miauczeć, twierdził Eisenbach. Zgadzasz się z tym?
Trudno mi to ocenić, ponieważ ja umiem miauczeć i nigdy nie usłyszałem z ich strony słowa krytyki.
Kolejna obiegowa opinia: koty przywiązują się bardziej do miejsca, niż do właściciela.
Absolutnie się z tym nie zgadzam. Kot przywiązuje się do właściciela i do miejsca. My przenieśliśmy się z dorosłymi kotami do domu i nie mam wrażenia, żeby one, choć przez chwilę, cierpiały z tego powodu. Kiedy gdzieś wyjeżdżamy i z kotami zostają teściowie, to one wyraźnie za nami tęsknią. Reagują na samo słowo Andrzej, przybiegają i ocierają się o framugę.
Podobno koty nie lubią drapania pod włos.
Moje lubią. Figa jest bardziej wycofana, chyba po traumach z dzieciństwa, ale Melon jest do pieszczot przyzwyczajona. Kiedy była mała, strasznie ją „maltretowałem", przewracałem, mocno głaskałem, gniotłem jej uszy, robiłem rzeczy, o których powszechnie mówi się, że nie są lubiane przez koty. Wymyśliłem sobie wtedy, że będę się z nią bawił tak, jak robią to tego typu zwierzęta na wolności. Kociaki strasznie gryzą się i biją nawzajem, kotka nosi je w zębach itd. Te wszystkie elementy chciałem wprowadzić w jej życie, oczywiście nie robiąc jej żadnej krzywdy, ani nie zadając bólu i chyba to zdało egzamin, bo ona świetnie się z tym czuje. Woli takie aktywne, nawet agresywne zabawy. Czasem nie daje mi zasnąć, przewraca się, chce być potarganą. Jeśli zaczynam ją spokojnie głaskać, odchodzi, robi kółko, wraca i jest zadowolona, dopiero kiedy ją przewrócę i zgnębię. Mamy taki lekki związek sado-macho.
Kot, mimo pozornego ujarzmienia, nigdy nie zapomniał, że kiedyś był tygrysem. Odczułeś to kiedyś na swojej własnej skórze?
Figa jest agresywna, kiedy podchodzi pies, ale ona nie poluje. Melon natomiast regularnie zostawia nam na progu myszy, czasem już zabite, czasem dopiero „domęczane". Ostatnio przyniosła nawet kreta. Żaden człowiek, chyba że jest strasznie zdeterminowany, nie jest w stanie złapać kreta. One wychodzą z ziemi o czwartej nad ranem. To z kolei idealna pora dla kota. Wyciągnęła go z nory i, niestety, zabiła. Najczęściej jednak w ramach rekompensaty czy podziękowania przynosi myszy, które uwielbiamy, więc w miarę możliwości staramy się je ratować. Późną jesienią te gryzonie z pól rozmaitych schodzą się do domu. Tuż przed naszym wprowadzeniem się zamieszkała jedna taka za kaloryferem. Było jej wygodnie za elektrycznym grzejnikiem. Moja żona - można by się było spodziewać, że urządzi awantury i zrobi wszystko, żeby się jej pozbyć - przynosiła jej zawsze kawałek sera, choć myszy akurat za nim nie przepadają. Kotów na szczęście jeszcze wtedy w domu nie było. Kiedy przyszła wiosna, mysz poszła sobie w pole. Teraz też czasem kręcą się u nas jakieś gryzonie, nie używamy trucizn ani pułapek, jednak zapach kota nie zachęca ich tak bardzo do wprowadzania się na dłużej.
Koty są najbardziej tajemniczymi i magicznymi ze wszystkich zwierząt. Prawda, czy fałsz?
Mają w sobie coś tajemniczego, bo nigdy nie zostały do końca udomowione. Posiadają liczne kuzynostwo, które budzi w nas ogromny respekt. Jeżeli widzimy jakiś element dzikości i drapieżności większych kuzynów w naszych małych zwierzątkach, to z jednej strony mamy kochanego futrzaka, który się przymila, a z drugiej czujemy tę nutkę niebezpieczeństwa. Niby kot nie zrobi nam krzywdy, ale niesie w sobie coś zagadkowego. Kiedy połączymy jego delikatność z nieprzewidywalnością, powstaje coś magicznego.
Koty są tancerzami na czterech łapach. Ty też podziwiasz czasem ich niezwykłą koordynację?
Kocia koordynacja jest niezwykła, choć zdarzyło się, że mój kot parę razy źle wyliczył i spadł. Najśmieszniejsze z tego wszystkiego jest to, że widać wtedy, jak bardzo się wstydzi. Stoi i mówi spode łba: co się gapisz? W tym momencie dostrzegam w nim wiele człowieczeństwa. Jest najbardziej ludzki wtedy, jak coś mu nie wyjdzie.
Dziękuję za rozmowę.
Powrót do: Czytelnia
Wywiady z opiekunami kotów
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Ze znanymi kociarzami rozmawiały:
Andżelika Piechowiak, Barbara Kubicka, Magdalena Bielicka, Katarzyna Pielak
rozmowa z Jarosławem Gugałą […]