Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

Przeczytaj cały artykuł

Magazyn KOCIE SPRAWY Nr 112 - Luty 2012

Tekst i zdjęcia: Dominika Skonieczna i Daniel Klawczyński

 Dr Andrzej Krzywiński, właściciel prywatnego ZOO - safari w Kadzidłowie na Mazurach, opracował nową, oryginalną metodę „Born to be free", przywracania naturze gatunków bardzo trudnych do reintrodukcji. Dzięki niej udało się m.in. odtworzenie populacji rysia w lasach północno-wschodniej Polski. Teraz naukowcy spróbują pomóc żbikom, których sytuacja jest jeszcze bardziej tragiczna.

Poza kotem domowym, ryś i żbik są jedynymi występującymi w Europie przedstawicielami kotowatych. Niestety, przetrwanie tych drapieżników jest poważnie zagrożone. Ryś, największy spośród rodzimych dzikich kotów, występował niegdyś w całej niemal Europie, teraz w zachodniej części kontynentu jest już prawie nieobecny. Po całkowitym wytępieniu został ponownie reintrodukowany w góry Szwajcarii, dawnej Jugosławii, Austrii i Niemiec.

Żbik znajduje się w jeszcze większych tarapatach. Prowadzone od lat badania wskazują, że żbik - chociaż objęty ochroną - jest gatunkiem wyraźnie zmniejszającym zarówno liczebność, jak i zasięg występowania nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie.

Charakterystyka gatunku
Żbik - Felis silvestris - na pierwszy rzut oka przypomina burego kota domowego - klasycznego dachowca. Młode osobniki dość trudno odróżnić. Dopiero po bliższych oględzinach i obserwacji zachowania można stwierdzić subtelne różnice. W przypadku dorosłych żbików wyraźnie widać, że są one niemal dwukrotnie większe i bardziej masywne od naszych domowych pupili. Długość dorosłego osobnika wynosi od 44. do 64. cm (samica), a samców 52-67 cm, długość ogona 25-32 cm u samic i 26-35 cm u samców. Masa dorosłych kotów wynosi od 6. do 10. kg, a kotek od 4. do 6. kg. Kocięta w chwili narodzenia ważą około 135 g. Żbik kończyny ma stosunkowo krótkie, mocne i grube.

Sierść żbików jest gęsta, jedwabista, nieco dłuższa niż u kotów domowych i przybiera kolor od buro-żółtego do ciemno-szarego. W umaszczeniu tego gatunku można wyróżnić kilka charakterystycznych cech: ciemne, niezbyt wyraźne pręgi na bokach ciała, łapach i ogonie. Ciemna, wyraźna pręga wzdłuż grzbietu ciała, kończąca się u nasady ogona; najczęściej ciemno ubarwiona spodnia strona łap. Jasno ubarwiony brzuch, może się też zdarzyć jaśniej ubarwiony pod-bródek.

Ogon jest stosunkowo krótki, bardziej puszysty, z ciemnymi pierścieniami i ciemną końcówką, grubszy na końcu i tępo zakończony.

Głowa szeroka, uszy krótkie i okrągłe, nos barwy czerwonobrązowej, wokół nosa długie, białe wibrysy.

Rodzina

Żbiki nie są zbyt towarzyskie, prowadzą typowo samotniczy tryb życia. Samce spotykają się z samicami tylko w okresie rui. W ramach swojego terytorium samiec utrzymuje co najmniej jedną samicę. W naszej strefie klimatycznej okres godowy (ruja) przypada u żbika na przełomie lutego i marca. Może jednak trwać od początku stycznia nawet do końca maja. Ciąża trwa 63.-69. dni, samica rodzi do 7. młodych, które przychodzą na świat ślepe, a oczy otwierają w drugim tygodniu życia. Gniazdo zwykle ukryte jest pod korzeniami zwalonych drzew, w norach, w zwałowiskach gałęzi, a nawet w dużych dziuplach, może znajdować się również w porzuconych lub rzadko uczęszczanych budynkach. Młode usamodzielniają się po 5.-6. miesiącach, dojrzałość płciową osiągają po 10.-12. miesiącach.

Podopieczni dr. Krzywińskiego
Dostrzec żbika czy rysia w ich naturalnym środowisku, a tym bardziej sfotografować - o czym zawsze marzyłem - jest niezwykle trudno. Dzikie koty Europy nie dość, że niezmiernie rzadkie, prowadzą przecież bardzo skryty tryb życia, a tym samym stają się dla nas nieuchwytne, niczym duchy. Włócząc się po leśnych ostępach nigdy nie udało mi się natrafić na ich tropy, choć, owszem, widywałem ślady innych rzadkich drapieżników - wilka czy niedźwiedzia. Z wielkim więc zainteresowaniem odwiedziłem Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie na Mazurach. Założycielem tego prywatnego ZOO - safari jest dr Andrzej Krzywiński, leśnik z wykształcenia, naukowiec, a co najważniejsze wielki przyjaciel zwierząt i miłośnik przyrody. Interesują go przede wszystkim reprezentanci rodzimej, często typowo regionalnej fauny. Dużym atutem parku jest forma zwiedzania, oferująca bezpośredni kontakt ze zwierzętami, przynajmniej z tymi, które nie stanowią zagrożenia jak np. jelenie czy sarny. Można je nawet dokarmiać, co zwłaszcza dzieciom sprawia wiele radości.

Safari w Kadzidłowie
Wchodzimy do dużej, ponad hektarowej zagrody, gdzie mieszka klępa Biebrza. Zaciekawiona podbiega, by się przywitać. Całusek powitalny z opiekunem i skierowanie uwagi na nas - wiadomo nowe zapachy, a może coś dobrego się trafi...
Wielka łosza jest bardzo towarzyska i sympatyczna. Następnie udajemy się do wilków, które przybiegają z głębi lasu na wołanie swojego pana. Wataha jest zdrowa, wesoła i pełna energii, zupełnie jakby żyła na wolności, a nie w ogrodzie zoologicznym. Nic dziwnego. Oprócz bardzo przestronnej, kilkuhektarowej zagrody wilki wyjeżdżają od czasu do czasu w teren, gdzie mogą wybiegać się do woli, a przy tym nawet o tym nie wiedząc pomagają w ważnych badaniach. W czasie naszego pobytu w Kadzidłowie dr Krzywiński zabiera na wycieczkę do lasu (poza teren ogrodu) akurat innych swoich podopiecznych - żbiki, a dokładniej dwie, całkowicie oswojone, dziewięciomiesięczne kotki o imionach Połonina i Wetlina. Safari w Kadzidłowie oprócz funkcji komercyjnych pełni bowiem także rolę edukacyjną oraz stricte naukową. Prowadzone są tutaj badania nad poznaniem zachowania niektórych mniej poznanych gatunków w celu rozmnażania, a następnie reintrodukcji i lepszej ochrony w ich naturalnych siedliskach. Są już pierwsze znaczące sukcesy w przywracaniu naturze ginących gatunków kuraków leśnych (cietrzewi i głuszców), a także rysi. Teraz kolej na żbiki.

Przepustka do dzikiego świata

Sytuacja tego drapieżnika z różnych względów jest jeszcze bardziej dramatyczna aniżeli rysia. W skali międzynarodowej uznany jest za gatunek zagrożony i objęto go ochroną wynikającą z II i IV załącznika do Dyrektywy tzw. siedliskowej, załącznika II do Konwencji berneńskiej oraz załącznika II Konwencji waszyngtońskiej. Pomimo tego stan polskiej populacji żbika wydaje się krytyczny i sytuacja stale się pogarsza. Mimo zdecydowanych kroków zmierzających do ochrony tego gatunku wciąż obserwuje się znaczny spadek liczebności żbików w Polsce. Jeszcze w latach 60. gatunek ten wykazywany był w większości dużych kompleksów leśnych polskich Karpat, obserwowany był na Wielkiej Raczy w Beskidzie Żywieckim, na Pogórzu Ciężkowickim, w Pieninach, Beskidzie Sądeckim i Tatrach. Prowadzone przez nadleśnictwa i koła łowieckie do końca lat 90. Inwentaryzacje łowieckie wykazywały, że liczebność żbika w naszym kraju jest na krytycznie niskim poziomie (poniżej 100 osobników). Dlatego też po sukcesach w przywracaniu rysia naukowcy przygotowują się obecnie do analogicznego eksperymentu ze żbikami. Ponieważ populacja polska tego gatunku występuje obecnie głównie w jednym regionie, konkretnie w Bieszczadach, a tym samym jest zbyt zamknięta, dr Krzywiński w celu wzbogacenia puli genetycznej sprowadził żbiki (samce) z Finlandii i Ukrainy. Pochodzące z Bieszczad samiczki będą miały teraz szansę spełnić bardzo pożyteczną rolę - urodzą potomstwo, które - w odróżnieniu od swych matek - wychowa się w lesie, nie znając człowieka. To w przypadku dzikich kotów (żbików i rysi) jest niezwykle ważne. Największym zagrożeniem jest dla nich bowiem bliskość siedzib ludzkich, w pobliżu których pałętają się często bezpańskie psy. Dla gatunku Felis silvestris dodatkowym niebezpieczeństwem jest skłonność do krzyżowania się z kotami domowymi. Dlatego od człowieka i za-budowań muszą trzymać się jak najdalej, traktując to środowisko jako zagrożenie. Jeśli żbiki się sparują, istnieje szansa, że eksperyment powiedzie się.

W swoim żywiole

Dwie kotki - Połonina i Wetlina - jadą z nami do lasu na wycieczkę. Żbiki, tym bardziej tak oswojone, to niezwykły widok. A najlepsze, że do tego teamu dołączył jeszcze pies myśliwski. Gdy zatrzymujemy się gdzieś w głębi kniei, nasz przewodnik otwiera klatkę uwalniając koty, które zupełnie swobodnie mogą teraz penetrować teren. Trzymają się jednak cały czas w pobliżu. Gdy tylko odchodzimy, podbiegają za nami niczym pies na spacerze. Gdy przystajemy, nasze czworonożne towarzyszki zaczynają harcować po lesie, zamieniając się w prawdziwe dzikusy. Skradają się jak na drapieżniki przystało, węszą wokół mysich nor, które wyczuwają nawet pod śniegiem, czają się. Widać, że powoduje nimi instynkt łowczy, wciąż silny, znacznie bardziej rozwinięty niż u większości udomowionych mieszańców. Zwinnie wspinają się po drzewach i, w przeciwieństwie do kotów domowych, nie mają większych problemów z zejściem. Takie widoki są niepowtarzalne, w naturze nigdy nie udałoby mi się wykonać podobnych ujęć. W nagrodę za pozowanie grzeczne kociaki otrzymują od swojego pana świeże myszki. Połonina i Wetlina, które urodziły się w niewoli i przyjechały na Mazury z Bieszczad, nie miałyby już szans na wolności. Za to mogą spełnić bardzo ważną rolę w ratowaniu własnego gatunku.