Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

PETERSBURG – KOCIE MIASTO – Tekst: Krzysztof Saczuk – cały tekst


KOCIE SPRAWY NR 168 – PAŹDZIERNIK 2016

Tekst: Krzysztof Saczuk, etnolog
WWW.POPETERSBURGU.PL

Wąsate futrzaki zawsze cieszyły się w Petersburgu specjalnymi względami. Od początków jego historii zapobiegały pladze szczurów, a ich obecność w mieście była usankcjonowana specjalnymi, carskimi ukazami.
Wdzięczni petersburżanie poświęcili kotom kilka ulicznych rzeźb. Miasto obchodzi też dwa „kocie” święta, aby podziękować futrzastym łowcom za ich służbę.
Na stosunkach między dwunożnymi i czworonożnymi mieszkańcami miasta kładą się jednak cieniem traumatyczne wydarzenia wojenne. Podczas niemieckiej blokady Leningradu przymuszeni wielomiesięcznym głodem ludzie zjedli wszystkie podwórkowe koty. Pozbawionym obrońców miastem natychmiast zawładnęły szczury.

Koty czasu blokady
Latem 1941 r. rozpoczęła się blokada Leningradu.
Okrążone przez niemieckie wojska, odcięte od zaplecza miasto nieustannie ostrzeliwane ogniem artylerii i nękane nalotami bombowymi cierpiało straszny głód. Najstarsi mieszkańcy miasta pamiętający blokadę wspominają, że z ulic zniknęły wtedy wszystkie ptaki i koty. Kocim mięsem handlowano jako króliczym. Jeżeli rzekomo „królicza” tuszka miała obcięte głowę i łapki, było to niechybnym znakiem
, że ma się do czynienia z kotem – wspominała mi w rozmowie jedna z „blokadnic”. Z czasu blokady istnieje wiele zapisów wspomnień o kotach, które odpowiednio wcześnie wyczuwały zbliżające się naloty bombowe – jeszcze przed oficjalnymi komunikatami głośnym miauczeniem ostrzegały o zbliżającym się zagrożeniu. Osoby, które nauczyły się wsłuchiwać w sygnały dawane przez swojego kota, zawsze zdążyły uciec do schronu.

Gdy w końcu dzikich kotów na ulicach zabrakło, szczury rozmnożyły się do niewiarygodnej liczby. Zjadały zapasy żywności i trupy zalegające na ulicach, napadały nawet na ludzi! Po zdjęciu blokady władze miasta zwróciły się do władz centralnych o przesłanie do miasta kotów, aby zaradzić pladze gryzoni. W odpowiedzi na ten apel z Jarosławia do Petersburga dostarczono cztery wagony pełne kotów. Po zakończeniu wojny do Petersburga trafił kolejny specjalny transport – pięć tysięcy kotów, które przysłano miastu na pomoc aż z Syberii. Dla ich upamiętnienia w mieście Tiumeń na Skwerze Syberyjskich Kotów postawiono pomnik.

Mówiąc o blokadzie, nie sposób pominąć kota imieniem Maksim. W wielu źródłach drukowanych i internetowych podawany jest jako jedyny kot, który przeżył blokadę. Po zakończeniu wojny do rodziny, z którą mieszkał, udawały się całe wycieczki, aby zobaczyć to niezwykłe zwierzę.

Kot zmarł śmiercią naturalną dożywszy 20 lat, co już samo w sobie jest niezwykłe. Prawda jednak jest taka, że przeżyło więcej kotów. Osobiście słyszałem o jeszcze kilku, od starszych mieszkańców miasta. Niektóre z nich pomagały nawet przetrwać swoim opiekunom, polując i przynosząc do domu upolowaną zdobycz.

 Kocie pomniki
Przechadzając się po ulicach dzisiejszego miasta, nie da się nie zauważyć, że koty mają specjalne miejsce w sercach petersburżan. Futrzaki rządzą na kramikach z pamiątkami i na sztalugach ulicznych artystów, którzy chętnie wyobrażają ich przygody na tle ikon tutejszej architektury. Na licznych obrazach i grafikach koty łowią na wędkę ryby w kanałach, harcują na dachach kamienic czy świętują zwycięstwo miejscowego Zenitu.

Z inicjatywy lokalnej, awangardowej grupy artystycznej „Mitki”, ósmego sierpnia miasto obchodzi Światowy Dzień Petersburskich Kotów i Kotek. Idea jest raczej nowa (pierwsze obchody odbyły się w roku 2005), ale już zdążyła mocno wczepić się pazurami w kalendarz miejskich wydarzeń. Jak apeluje  grupa: w to święto należy podarować kotom jakiś smakołyk, zaś pracodawcy powinni tego dnia wypuścić szybciej z pracy do domu wszystkich swoich pracowników o „kocich” nazwiskach.
Z inicjatywy artystów na fasadzie domu przy ul. Marata 34 umieszczono rzeźbę skradającej się kotki. Kotkę o imieniu Tiszina Matroskina wyróżnia „tielniaszka”, czyli sławna, rosyjska koszula w białe i niebieskie paski – tielniaszka to znak rozpoznawczy kolektywu Mitki.

W samym centrum miasta, na ul. Małej Sadowej, uważny obserwator dostrzeże kolejne kocie rzeźby. Z wysokości kilku metrów obserwuje przechodniów kot Jelisej, zaś po fasadzie przeciwległej kamienicy
przechadza się kotka Wasilisa. Rzeźby pojawiły się na Małej Sadowej w 2000 roku. Przechodnie rzucają kotom monety – na szczęście.

Koty Ermitażu

Koty do dziś bronią miasta przed gryzoniami – strach pomyśleć, jaki los mógłby spotkać bezcenne zbiory Ermitażu, gdyby nie armia kilkudziesięciu kotów mieszkających w piwnicach, przysposobiona specjalnie do walki ze szczurami i myszami. Piwnice Ermitażu to system tuneli, których łączna długość to prawie 20 kilometrów. Koty nie mogą narzekać więc na brak pracy! Wszystko oczywiście na oficjalnym szczeblu – każdemu kotu przysługuje własna miska i miejsce do spania, a także pełny pakiet opieki weterynaryjnej.

Koty pojawiły się w Pałacu Zimowym już za panowania Piotra I. Tradycję kontynuowała jego córka, Elizabeta Pietrowna (dop. red.: Elżbieta Piotrowna Romanowa, Елизавета Петровна – cesarzowa Rosji w latach 1741–1762, córka Piotra I Wielkie
go i cesarzowej Katarzyny I). Nawet Katarzyna II, która podobno osobiście kotów nie znosiła, rozumiała potrzebę ich trzymania w pałacu i nie zaniechała tej praktyki. Co więcej, w okresie jej panowania koty wprowadzono do wystawowych sal, gdzie przechadzały się między eksponatami ku uciesze zwiedzających.

Populacja kotów jest stała – aby ją utrzymać, koty objęte są systemem adopcji. A teraz ciekawostka: każdy, kto adoptuje ermitażowego kota, otrzymuje specjalny certyfikat, który uprawnia do dożywotniego, darmowego wstępu do muzeum. Jest się więc o co postarać!
Tutejsze koty też mają swoje własne święto – przypadający na pierwszego kwietnia Dzień Ermitażowego Kota.

Na „kociej mapie” Petersburga jest jeszcze jedno interesujące miejsce – to mieszcząca się przy ul. Yakubovicha 10 kawiarenka „Republika Kotów”. Kawiarnia wyróżnia się na tle innych tym, że na stałe zamieszkuje ją ponad 20 kotów! Są między nimi zarówno podwórkowce, jak i przedstawiciele najróżniejszych egzotycznych ras. Małe i wielkie. Takie, którym spod zwałów sierści ledwie widać pyszczki, i całkiem łyse. Są też ermitażowe koty do adopcji i weterani na zasłużonej emeryturze. Pomieszczenie, w którym żyje menażeria, jest oddzielone od części konsumpcyjnej – wstęp do tej pierwszej należy wykupić.
Odwiedzający otrzymują paszport Republiki, a biletem wstępu jest wiza z pieczątką kociej łapki.
Podczas wycieczki przewodniczka opowiada historię każdego z kotów, można też zapoznać się z nimi bliżej.
Potwierdzam – nie drapią!