Tekst Kamila Wojciechowicz
KOCIE SPRAWY - Nr 84 PAŹDZIERNIK
Cmentarz Père Lachaise - nazywany Małym Paryżem Wielkich Ludzi - jest miejscem odwiedzin i pielgrzymek zarówno paryżan, jak i turystów z całego świata. Tutaj spoczywa wielka śpiewaczka Maria Callas i Edith Piaf, malarze Pissarro, Corot i Modigliani i inni, poeci i pisarze tacy jak Eluard, Romain i Gertruda Stein oraz tancerka Isadora Duncan. Każdego roku, 3 lipca, fani Jimma Morrisona spotykają się przy jego grobie, zapalają znicze i grają jego utwory.
Prawdziwe miasto umarłych. Gdy tylko przeszłam przez furtkę, znalazłam się na wyłożonej kostką uliczce z rzędami kaplic po obu stronach. Widok był zaskakujący. Zdążyłam przywyknąć do polskich cmentarzy, gdzie trzeba się przeciskać pomiędzy grobami, by dotrzeć do miejsca spoczynku bliskiej osoby. W alejach dla pieszych w Père Lachaise zmieściłby się tramwaj, a kaplice rozmiarami dorównują domkom letniskowym. Cmentarz ten wydaje się na swój sposób „samowystarczalny". Polskie nekropolie przeważnie są zadbane i często odwiedzane, co najmniej raz w roku, w czasie Zaduszek i Wszystkich Świętych. Francuzi nie mają zwyczaju regularnego dbania o rodzinne groby. Jedynie turyści przynoszą kwiaty bardziej znanym osobistościom, zwłaszcza wielkim Polakom, którzy tu są pochowani. Reszta grobów, pozostawiona własnemu losowi, obrasta w pnącza i nabiera tajemniczego uroku.
Père Lachaise wywodzi swą nazwę od spowiednika Ludwika XIV, Père François de la Chaise (1624-1709), który mieszkał tam, zanim wybudowano cmentarz. Dopiero w 1804 roku Napoleon I postanowił założyć nekropolię, która w tamtych czasach jeszcze znajdowała się poza obrębem miasta, a zatem nie stanowiła zagrożenia rozprzestrzeniania się zarazy. Père Lachaise powstawał powoli. Chętnych do wybrania tego cmentarza na miejsce wiecznego spoczynku było niewielu. Administratorzy wpadli jednakże na pomysł, by na swój cmentarz przenieść pozostałości po La Fontaine oraz domniemane szczątki Moliera (do dzisiaj nie jest pewne, gdzie został pochowany, gdyż podobnie jak Mozart, umarł będąc mało znanym). Chwyt marketingowy się powiódł i w ciągu kilku lat liczba stałych rezydentów Père Lachaise urosła do niemalże 33. tysięcy.
Na terenie Père Lachaise można znaleźć wiele sławnych nazwisk. Zaznali tutaj spoczynku zarówno skandaliści, tacy jak francuska pisarka Colette, czy wielbiony do dziś w Brazylii mistyk Kardec. Ludzi pochowanych na tym cmentarzu można podzielić na kilka kategorii: biednych, lecz sławnych osób (Amadeo Modigliani, Edith Piaf, Oscar Wilde), arystokrację dziewiętnastowieczną oraz bogate mieszczaństwo. Ostatnią wymienioną kategorię ludzi łączyła mania wielkości - nawet grobowce, w których spoczęli, musiały być jak największe. Im dziwniejszy miały kształt i bardziej rzucały się widzowi w oczy, tym lepiej.
Wprawdzie jest to miejsce spoczynku, lecz wiele można znaleźć tu życia. Wśród nagrobków ostrożnie przechadzały się koty cmentarne. Wbrew temu, co pan Akunin napisał w swej książce „Historie cmentarne", koty te wcale nie sprawiały wrażenia niedożywionych i lękliwych. Wydawały się w ogóle nie zwracać na zwiedzającego uwagi, a ponadto były doskonale odżywione. Miałam ogromne szczęście, gdyż trafiłam na porę karmienia. Francuz w średnim wieku wyjął chrupki oraz plastikową miseczkę z reklamówki, po czym nasypał jedzenia i postawił je na grobie Chopina. Dosyć absurdalnie wyglądał kot żywiący się whiskasem na grobie wybitnego kompozytora, pośród pstrokacizny kwiatów przynoszonych przez polskich i japońskich turystów. Jeszcze dziwniejszy wydawał się Francuz z reklamówką, zupełnie nie spełniał wymogów ubogiej „kociej mamy", wydającej całą swą nędzną emeryturę na kocie jedzenie. Mężczyzna był elegancko ubrany i ewidentnie dobrze sytuowany. Przykry jest tylko fakt, że w przeciwieństwie do innych krajów, gdzie dokarmianie kotów jest uważane za akt szlachetności, w Polsce ciągle takie zachowanie uchodzi za dziwne, podejrzane, a nawet naganne.
Powrócę jednak do kotów. Stworzenia te sprawiały wrażenie, jakby czegoś strzegły. Koty cmentarne, poważne i wyjątkowo szybkie, wydawały się pełnić rolę strażników minionego czasu i dbać o spokój zmarłych. Stanowiły tajemniczy aspekt tego cmentarza. Ich natura charakteryzowała się dwoistością. Borys Akunin opisując swoją wizytę w Père Lachaise relacjonował, że koty zachowywały się w sposób wyjątkowo rozwiązły. Był to zatem widoczny wtedy triumf życia nad śmiercią. Zmarli kochankowie, tacy jak Heloiza i Abelard, zapewne ze zrozumieniem odnieśliby się do takich zmysłowych przejawów życia. Zresztą Francja słynie z pewnej swobody obyczajów, a cmentarz sprzyja romantyzmowi i pasji. Koty, będące nieodłącznym elementem Père Lachaise, sprzyjają magii tego miejsca, prowokującego do zastanowienia się nad własną egzystencją.