Tekst Bohdan Witwicki
Gdzie można jeszcze oglądać prawdziwą, nieskażoną cywilizacją przyrodę? Miejsc takich jest coraz mniej. Dzięki safari w Parku Narodowym Krugera w Republice Południowej Afryki mogłem zasmakować w obcowaniu z prawdziwie „dziką" przyrodą.
Pierwsze wrażenia
Do RPA dotarłem lecąc z Polski samolotem do Johannesburga. Tam wypożyczyłem samochód, bo to jedyny, ale i najlepszy, środek lokomocji, nadający się do zwiedzania tego fascynującego kraju. W RPA obowiązuje ruch lewostronny, ale do samej jazdy po lewej stronie można się przyzwyczaić, tym bardziej że drogi są bardzo dobre, a oznakowania czytelne.
Z lotniska w Johannesburgu wyjeżdżam autostradą w kierunku Mozambiku. Do Parku Krugera jest stąd niecałe 500 km. Tutaj jazda jest dużą przyjemnością. Nie tylko ze względu na otaczające, piękne krajobrazy. Z autostrady zjeżdżam w miejscowości o znajomo brzmiącej nazwie Belfast. Pierwszy nocleg mamy zaplanowany w miejscowości White River, nieopodal bram Parku. Wybieram dłuższą drogę, by podziwiać krajobrazy Trasy Panoramicznej.
W Parku Krugera
Budzę się wcześnie rano, podniecony czekającą przygodą. Szybkie śniadanie i kieruję się w stronę Parku. Jeszcze tylko formalności (potwierdzenie noclegów w wybranych obozach) i już jestem na terenie jednego z największych afrykańskich rezerwatów przyrody. Obszar parku znalazł się pod ochroną w 1898 roku, kiedy to prezydent Transwalu Paul Kruger założył rezerwat Sabie, obejmujący tereny pomiędzy rzekami Sabie i Crocodile. Miał to być teren myśliwski, chroniony i kontrolowany przez władze państwowe. W 1926 roku połączono Sabie z sąsiednim rezerwatem Shingwedzi i licznymi prywatnymi farmami. Tak powstał Park Narodowy Krugera, który od 1927 roku jest udostępniony turystom.
Od 2002 roku wraz z parkami narodowymi Gonarezhou w Zimbabwe, ale przede wszystkim Parkiem Narodowym Limpopo w Mozambiku (park leży obecnie na terenie dwóch państw, RPA i Mozambiku), stał się częścią ogromnego Great Limpopo Transfontier, którego powierzchnia wynosi łącznie ponad 35 tys. kilometrów kwadratowych.
To naprawdę bardzo duży obszar, znakomicie przygotowany na przyjęcie turystów. Park to ok. 700 km dróg asfaltowych i 1200 km szutrowych. Prowadzi do niego 9 bram wejściowych, a na jego terenie znajduje się 12 ośrodków noclegowych (rest camps) i kilka mniejszych i skromniejszych tzw. bushveld camps. Ośrodki noclegowe to tak naprawdę małe „osady". Znajdują się tu przede wszystkim bungalowy, ale też jest pole namiotowe, bar i restauracja. Jest również sklep z żywnością i pamiątkami.
Safari
Wjeżdżam do Parku bramą Numbi. Przy wjeździe sprawdzane są moje rezerwacje. Dobrze, że wcześniej miałem wszystko zorganizowane, bo na miejscu nie można liczyć na wolne miejsca. Po załatwieniu formalności przekraczam bramy Parku. Wyraźne znaki informują, że na terenie Parku można się poruszać z maksymalną prędkością 50 km na godz. jadąc drogami asfaltowymi i 40 km na godz. poruszając się drogą szutrową.
Jadę powoli rozglądając się za zwierzętami.
Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY - Nr 89 marzec 2010