Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

CHORWACCY STOŁOWNICY - cały tekst

KOCIE SPRAWY Nr 128 – Czerwiec 2013

Tekst i zdjęcia: Katarzyna Tuszyńska-Niezgoda

Gorące lato w Chorwacji. „Upał stulecia” – głoszą tytuły pierwszych stron gazet. Wczoraj rozpoczęliśmy wakacje i cieszymy się, że wynajęta kwatera skutecznie chroni nas przed gorącem. Nasze wakacyjne mieszkanie to tradycyjny kamienny domek, którego grube mury stanowią znakomitą termoizolację. Nasłuchujemy dźwięków miasteczka i pobliskiego portu. Cieszymy się cieniem i wdychamy zapach ziół unoszący się z ogródka właścicieli posesji. Robi się coraz cieplej, nie ma wiatru, wszystko zastyga w bezruchu. Siedzimy na osłoniętej od palących promieni werandzie i leniwie ustalamy plan na pierwszy dzień wypoczynku.

 Nagle naszym oczom jawi się smutny obrazek: szara, pręgowana kotka prowadzi dwa czarno-białe, prawie identyczne kocięta. Maluchy wolno podążają za matką. Są bardzo wychudzone. Kotek na końcu to sam szkielet na pajęczych łapkach. Z trudem utrzymuje w górze kiwającą się na cienkiej szyjce główkę. Kotka zbliża się do doniczki stojącej w ogrodzie i pije wodę z podstawki. Rano właścicielka domku obficie podlewała rośliny, więc woda jeszcze nie wyparowała.
Szara kotka kładzie się w cieniu owocowego drzewa. Odpoczywa. Kocięta podchodzą do niej, szukając pokarmu. Kotka karmi silniejsze kocię, a Szkieletona (tak nazwaliśmy wyraźnie słabsze młode) odpędza. Wie, że nie wykarmi obydwu kotków, i daje szansę tylko jednemu. Możliwe, że miała więcej dzieci, ale nie była w stanie ich wyżywić. Szkieleton parę razy próbuje podejść do matki, ale dopóki silniejszy pije mleko, on nie ma szans. Zwierzęta znajdują się od nas dosyć daleko, jednak na mój ruch kotka natychmiast podnosi głowę i czujnie nastawia uszu. Idę do kuchni po dwie miseczki. Jedną napełniam wodą, a drugą serem, wędliną i gotowanym żółtkiem. Ustawiam to wszystko w cieniu, przy schodkach na werandę. MamaKota obserwuje, ale nie podchodzi bliżej. Chowamy się w domku i zza rolety obserwujemy, co się wydarzy. Kotka, najwyraźniej zachęcona zapachem, ostrożnie podchodzi do misek. Widać, że jest głodna, ale nie rzuca się na jedzenie. Z wdziękiem, powoli się posila. Szkieleton z bratem z zaciekawieniem obwąchują jedzenie, ale go nie tykają. Widocznie są
jeszcze za małe na inny pokarm niż mleko matki. MamaKota wylizuje miseczkę do czysta i wraca w zacienione miejsce pod drzewem. Szkieleton podchodzi do niej nieśmiało. Tym razem kotka akceptuje go. Po chwili cała trójka najedzona zasypia w cieniu. Drugie kocię dostaje od nas na imię Piegus, bo ma kropki na nosie.
Kocia rodzina regularnie przychodzi do ogródka. Koty są dzikie, ale doceniają obfite posiłki. Rano meldują się, gdy tylko otwieramy frontowe drzwi. Potem pojawiają się w porze obiadu i jeszcze raz wieczorem. Codziennie coraz bliżej werandy czekają na otwarcie „restauracji”. Po posiłku drzemią w cieniu pod drzewem. MamaKota karmi oba małe. Nadal są chude, ale nie mają już tak strasznie zapadniętych boczków. Odwiedzają ogródek, jedzą i śpią. Szkieleton coraz bardziej przypomina kota.
Kolejnego ranka Piegus po raz pierwszy je z miseczki razem z matką. To dobrze, będzie więcej jedzenia dla Szkieletona, który czeka, aż MamaKota się naje.
Kotka czeka na śniadanie przy samej werandzie.
Nie musimy już chować się w domu, aby wszystkie trzy podeszły do miski. Jedzą przy nas, ale nie możemy przekraczać pewnej odległości.
MamaKota nadal preferuje wodę z podstawki nad tę z miseczki. Może w tamtej są jakieś potrzebne zwierzętom składniki, które dostają się do niej, gdy przepływa przez ziemię w doniczce.
 Piegus i Szkieleton zaczynają dokazywać w ogródku. Już nie zasypiają zaraz po jedzeniu, tylko bawią się w krzakach pomidorów. Właściciel ogródka załamuje ręce, ale z uśmiechem podziwia kocie harce.
Piegus wymyślił nową zabawę – przebiega pędem w poprzek werandy, na której siedzimy w czasie obiadu, i nurkuje w krzakach rozmarynu. Podczas kolejnej przebieżki udaje nam się osaczyć go w rogu. Nie jest chyba przestraszony, tylko patrzy, którędy tu prysnąć. Prześlizguje się w końcu pomiędzy naszymi nogami. Za chwilę znów widzimy różowe poduszeczki łapek śmigających po werandzie. Nasza kuchnia wyraźnie mu służy.
Kotki polują też na sznurek, który ciągnie moja córka. Siedzą w krzakach, obserwują nas okrągłymi oczkami i błyskawicznie wysuwają pazurzaste łapki. Piegusa od Szkieletona rozróżniamy już tylko po układzie czarnych plam na grzbiecie.
MamaKota i Piegus jedzą razem śniadanie, a Szkieleton czeka na swoją kolej. Nagle kotka odwraca się i z ogonem ustawionym na znak powitania truchta w róg ogródka. Za nią karnie podążają dzieci. Podchodzą do czarno-białego pięknego kocura. Dotykają się nosami. Kot zauważa nas, wygina grzbiet i cofa się. Wygląda na to, że MamaKota go uspokaja i tłumaczy, że tutaj korzysta z garkuchni, dzięki czemu cała trójka zyskała na siłach i ma szansę na przetrwanie.
Kocur obserwuje nas uważnie i wydaje się, że akceptuje postępowanie kotki, ale przypomina jej, aby nam nie ufała. Potem odchodzi, a nasza trójka wraca do ogródka. Wreszcie i Szkieleton zjadł dziś pierwszy posiłek z miseczki, ale popił mlekiem MamyKoty.
Niespodzianka! Dziś na śniadanie zawitała czwórka kotów. MamaKota przyprowadziła kociego nastolatka. Trochę większy niż Piegus i Szkieleton, jasnoszary kotek w czarne pręgi. Jest zaniepokojony, siedzi z tyłu za naszą trójką. Nie podchodzi do miseczki ze wszystkimi. Jak tylko odeszłam w głąb werandy, podbiegł do jedzących kotów, złapał kęs i zjadł w oddaleniu.
Widać, że koty się znają, ale chyba nie są z jednej rodziny. Okazuje się, że przypuszczenia są prawdziwe. Za godzinę do ogrodu przychodzi druga kotka odebrać swojego pręgowanego synka. Przynosi mu w pyszczku coś do jedzenia, chyba kreta. Kotki witają się, potem każda zabiera swoje potomstwo i rusza swoją drogą. Nie wiedziałam, że koty oddają własne młode innym kotkom pod opiekę na czas polowania. Szary kotek od tej pory towarzyszy jeszcze od czasu do czasu naszej trójce, ale wyraźnie nam nie ufa.
Miseczki pełne, a koty do nich nie podchodzą. Kocięta patrzą na matkę, która kładzie przed nimi upolowaną jaszczurkę. Obwąchują gada, a kotka zachęca je do jedzenia, tak jakby wiedziała, że nasza restauracja może zostać zamknięta i dba o to, aby kotki za bardzo się do niej nie przyzwyczaiły.
Od rana nie ma Piegusa. MamaKota nie jest tym faktem zaniepokojona. Odpoczywa w cieniu i karmi Szkieletona. Nie szuka drugiego kotka.
Wypominam jej, że jest wyrodną matką. Nie zwraca na to uwagi, spokojnie zjada obiad i oddaje się sjeście. Martwimy się coraz bardziej. Szkieleton samotnie eksploruje ogródek i poluje na ważki.
MamaKota budzi się i patrzy na zbliżającego się Piegusa, który dumnie niesie w pyszczku skrzydło rybitwy. Czasami potyka się, nadeptując na szurające po ziemi pióra. Za nim kroczy kocur.
Szkieleton podbiega do Piegusa i razem rozprawiają się ze skrzydłem. Kocur układa się obok MamyKoty, ale cały czas obserwuje nas spod przymkniętych powiek. Kotki bawią się piórkami. Pierwsza lekcja polowania udana. Kocia przyszłość rysuje się już w jaśniejszych barwach.
Wieczór przynosi wytchnienie po całodziennym upale. Koty dają w ogrodzie prawdziwe przedstawienie. Ganiają się, przetaczają, wskakują na drzewa i gonią po werandzie. Nawet MamaKota daje się porwać zabawie i wskakuje na drzewa razem z maluchami. To w końcu młoda kotka. Zupełnie nie przypominają tych wychudzonych zwierząt, które zobaczyliśmy po raz pierwszy tydzień temu. To niesamowite, jak szybko zregenerowały siły. Dadzą sobie radę bez naszej pomocy.
Mamy kolejne zmartwienie. Kotki lubią siedzieć w cieniu pod samochodami na parkingu. Gdy
ktoś uruchamia silnik, wyskakują jak z procy. My zawsze sprawdzamy, czy nie kryją się pod naszym samochodem. Ale czy robią tak inni letnicy?
Za dwa dni wyjeżdżamy. Właściciel kwatery zasępiony patrzy na szalejące w ogródku kotki. Mówi, że to już drugi miot w tym roku, i martwi się, co on z nimi zrobi. Pocieszamy go, że koty pozostały dzikie i jeśli nie będą miały pożywienia to odejdą. Młode koty dadzą sobie radę, bo już jedzą stały pokarm i uczą się polować. Tylko wzdycha na widok Szkieletona wskakującego na drzewko morelowe. Piegus w tym czasie tratuje zioła.
Wieczorem latają chmary nietoperzy – to dopiero jest zabawa dla kotów! Wyskakują w powietrze, próbując złapać przelatujące „szmatki”.
Cała trójka czeka na werandzie. Możemy im dokładać do misek podczas jedzenia, już się nie boją i nie uciekają. MamaKota jest zajęta wylizywaniem miseczki i mam ją na wyciągnięcie ręki. Pokusa jest bardzo silna. Powoli opuszkami palców dotykam jej boku. Ma miłe, miękkie futerko.
Odskakuje natychmiast i fuka na mnie. Cofam rękę. Przepraszam, rozumiem, żadnej poufałości. Układ jest taki – pomogliśmy jej w trudnych chwilach, ale nie możemy się bliżej zaprzyjaźnić.
Przypomina mi, że jutro wyjeżdżamy i oswojenie jej to tylko moja fanaberia. Ona i jej dzieci muszą pozostać dzikie, aby przeżyć. Wyjeżdżając z mruczącej Chorwacji, liczymy tylko na to, że kolejni najemcy domku też pokochają tę kocią rodzinę.