Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

W MIRMIŁOWYM GRODZIE – Rozmowa z Anną Dolińską

Mirmilowo.blogspot.com to wbrew nazwie nie komiksowa kraina, ale koci świat wykreowany przez Annę Dolińską. Zamieszkują w nim różne koty. Każdy z nich ma swoją historię i nierzadko jest to przeszłość burzliwa.
O tym, jak uratować kota znad krawędzi, z Anną Dolińską rozmawia
Ania Dąbrowska.

Zdjęcia: Piotr Doliński

Ania Dąbrowska: Każdy, kto był dzieciakiem w latach 90., zna komiksy z serii „Kajko i Kokosz”. Bohaterowie mieszkali w Mirmiłowie, słowiańskim grodzie, którego kasztelanem był Mirmił. A Ty masz kota Mirmiła. To kot z przeszłością, prawda?
Anna Dolińska: Tak. Mirmiłek jest kotem z hodowli zagranicznej. Wypatrzony został na wystawie, jednak nie ze względu na swoją urodę, lecz tragiczne zaniedbanie. Hodowca źle go traktował. O tym, jak bardzo źle, przekonaliśmy się, przywożąc kocurka do domu. Mirmiś bał się wszystkiego. Najprawdopodobniej był bity, bo gdy coś zbroił, biegł do kąta i wciskał się w niego. Nie wiedział też, czym są zabawki i spał przy miseczkach z jedzeniem. Niemal nie reagował na bodźce, patrzył tylko w jeden punkt. Czasami, gdy zasnął z dala od miseczki , budził się i pędem do niej biegł, nie zwracając uwagi na nic innego. Przez kilka lat bał się mężczyzn.
Dziś jest jednym z dwóch najpogodniejszych naszych kotów, a już bez wątpienia kotem bezgranicznie przeze mnie rozpieszczonym. Imię rzeczywiście otrzymał po kasztelanie Mirmile, bo pod wieloma względami jest do niego podobny. Tak samo „desperuje” i gdy coś nie idzie po jego myśli, rozpaczliwymi jękami domaga się posadzenia białych orchidei na mogile.

Mirmił to nie jedyne zwierzę, które udało Ci się wraz
z mężem uratować i zatrzymać w swoim domu.
Rzeczywiście. Swego czasu wyratowaliśmy również koteczkę Polę, którą ktoś najprawdopodobniej wyrzucił z auta, jadąc na wakacje. Pola na krótko zyskała nowy dom u mojej znajomej, ale była kotem trudnym, agresywnym i dlatego dostałam ultimatum: albo zabiorę ją do siebie, albo Pola wyląduje na ulicy. Zabrałam zatem i zatrzymałam. Koteczka po czterech latach odeszła z powodu choroby nerek, była wówczas już bardzo wiekowa. Ale natura nie lubi próżni. Miejsce Poli zajął Bolesław Bolusiński, dachowiec, nieopisany psotnik i rozrabiaka, znaleziony na wysypisku odpadów chemicznych jako cztero- czy pięciodniowy osesek. Mąż znalazł miot kociąt porzuconych jak śmieci, w foliowej reklamówce, szczelnie zamkniętej przy 40-stopniowym upale.
Kocięta miały pyszczki i oczka celowo wysmarowane smarem i chemikaliami. Uratować i odchować udało się nam niestety tylko Bolusia.


Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 151 – Maj 2015