Piszcie na Dom Kota

Tekst i zdjęcie Krystyna Nikończuk 

Do schroniska w Jurczycach, koło Kątów Wrocławskich trafiają zwierzaki z Legnicy

 Była aktorką, grywała w teatrach w Warszawie i Wrocławiu. Mogła żyć inaczej - wybrała prowadzenie schroniska dla kotów.
Hanna Chombakow
robi to od 25. lat i czuje się człowiekiem spełnionym.

W Legnicy nie ma schroniska dla kotów, które w mrozy dałoby tym zwierzętom schronienie pod dachem.
W Jurczycach, koło Kątów Wrocławskich w zimie grzeją się one koło pieca, pod warunkiem, że właścicielka zdobędzie pieniądze na opał, a z tym bywa różnie. Życiorysy zwierząt, które tu trafiają, to opowieści o morzu nieszczęść, którym próbuje zaradzić jedna, drobna kobieta.
Fizia została znaleziona na legnickiej ulicy. Płakała kocim płaczem. Dała się wziąć na ręce, nie uciekała. Nie miała już na to siły. Przeszła dwa zabiegi chirurgiczne i była leczona przez pół roku, zanim doszła do siebie. Domu na stałe jednak nie znalazła. Trafiła do schroniska w Jurczycach, koło Kątów Wrocławskich. Nie jest jedyną „legniczanką" w tym schronisku.
Zaczęło się od jednego domowego pupila. Potem było pięć zwierzaków, później kolejne wymagające pomocy. Z czasem ludzie zaczęli podrzucać swoje zwierzęta. Przerzucali przez parkan pudełka z kotami, wieszali w workach na klamce. Pani Hanna tylko wkładała do worków rękę i liczyła, ile ich jest.
- Nikt mnie nie pytał, czy mam pieniądze na to, by je wyżywić, zaszczepić - mówi pani Hanna. - A kotów przybywało w strasznym tempie. Myślałam, że dam radę zaopiekować się setką, ale już wiem, że to niemożliwe. Teraz przyszedł kres możliwości schroniska i sił ich właścicielki. Mieszka skromnie, ubiera się skromnie i tak się też odżywia.
- Po co mi luksusy, kiedy ja na nic, oprócz opieki nad kotami, nie mam czasu? - zastanawia się. - Brakuje mi dwóch, trzech rąk i kawałka doby.
Zwykle kładzie się spać o 3., 4. nad ranem. Trzeba przywieźć jedzenie, ugotować kotom, podziękować darczyńcom, jeśli się tacy znajdą, zawieźć zwierzęta do weterynarza, no i... pogłaskać ich dziesiątki. Dodatkowym problemem jest to, że pani Hanna nie ma samochodu. Karmę przywozi rowerem, także zimą. Pojazd ułatwiłby jej życie, ale z jego utrzymaniem miałaby kłopoty.

Dlaczego wybrała taki los? Tłumaczy to prosto:
- Skończyłam grę na scenie, zaczęłam coś innego, ale zwierzęta dają mi tyle emocji, ile miałam w teatrze. Opieka nad nimi wciąga, potem zostawić ich już nie można.

Kocie życiorysy
Któregoś dnia ktoś przyniósł do schroniska kotkę na wykończeniu. Miała biegunkę, anemię, była potwornie zarobaczona, łącznie z mięśniami i płucami. Pani Hanna zaraz zawiozła ją do weterynarza. Tu dali jej kroplówkę, bo nie przeżyłaby nawet jednej nocy. Teraz jest stałą mieszkanką w Domu Kota (tak ludzie adresują korespondencje kierowaną do schroniska).
Puszek i Ramzes trafili tu z Legnicy. Ich pani mieszkała na uboczu miasta i musiała trzymać dwa groźne psy. Niestety, jeden z nich pożarł kota, więc pozostałe dwa trzeba było oddać do schroniska. Puszek miał wypadek i jest trochę poturbowany.
- To bardzo fajny kotek, ale trzeba go dowartościować, dopieścić - mówi pani Hanna.
Inna kotka zanim trafiła do Jurczyc, mieszkała w tapczanie, w jakiejś dziurze. Wychodziła tylko nocą, żeby coś zjeść. Dopiero po dwóch latach pobytu w schronisku pozwoliła się wziąć na ręce.
Kocur Jasiu zakochał się w pewnej kotce. Całe lato siedział z nią w trawie i krzakach. Trzymał ją za łepek, mył, czesał, a ona mu się odwzajemniała. W zimie spali na jednej poduszce. Kocia miłość się jednak skończyła, bo kotka umarła na białaczkę. Jasiu został wdowcem. Podobno za innymi kocicami już się nie ogląda.

Może ktoś pogłaska
Jedne koty chowają się przed obcymi, drugie mają zupełnie inną filozofię - witają gości przy wejściu na posesję, nie pozwalają przejść obojętnie, wyciągają łapy, chcą na ręce, wdrapują się na kolana. Chcą się ładnie zaprezentować, bo może ktoś przywiózł coś dobrego do jedzenia. A jeśli nie, to może chociaż pogłaska.
Niektóre koty o pieszczoty dopominają się jak o jedzenie. Kiedy pani Hanna usiądzie czasem na bujaku (jeśli chwilowo jest wolny), zaraz ma na kolanach trzy, cztery zwierzaki. Niektóre są zazdrosne i strącają inne z nóg właścicielki.
Największym pieszczochem jest Pstrykunio. Wieczorem przychodzi ukołysać panią do snu. Przytula się, wtapia pod brodę i chciałby tak leżeć bez końca. Kiedy trzeba już wstawać, jest niezadowolony i uderza panią łapą. Stado żyje na ogół w zgodzie. Tylko niektóre koty mają kłopoty ze spokojnym minięciem się w drzwiach. Panienki się czasem poczubią, a samce powalczą o dominację. - One żyją tu swoim życiem. Do niczego ich nie zmuszam. Chodzą po posesji, gdzie chcą. Czasem tak się pochowają w trawie i krzakach, że z siedemdziesięciu widać tylko dwa-trzy koty - opowiada właścicielka.

Chorują w milczeniu
Kotki w schronisku są sterylizowane. Stado się więc nie rozmnaża. Ale o sterylizację czy kastrację nie dbają inni właściciele zwierząt. Po co, kiedy małe można podrzucić do schroniska. A tu robi się wtedy prawdziwy problem. Kilkutygodniowych zwierząt szczepić nie można, a w tym czasie mogą podłapać w stadzie jakąś chorobę. - Wtedy alarmuję, żeby mi ktoś takie koty przetrzymał do czasu zaszczepienia i przejścia kwarantanny - mówi pani Hanna.
Największym problemem schronisk są te choroby zakaźne, na które nie ma szczepionek, a koty są delikatne i trudne w utrzymaniu. Na niektóre dolegliwości nie ma rady. Kot choruje wtedy w milczeniu, jest wyciszony, zgaszony, nie „narzeka".
Weterynarze traktują właścicielkę schroniska trochę ulgowo, ale nie mogą przecież leczyć za darmo. Leki, narkoza, nici - wszystko to kosztuje.
Dobre zdrowie zaczyna się od dobrego odżywiania. Pani Hanna stara się zorganizować kotom wartościową karmę. Gotuje mięso indycze w jarzynach, a część daje im na surowo. Rozrabia płatki jęczmienne, dorzuca do nich  pietruszkę, koper, seler, czasem trafi się jakaś marchewka. Wtedy zwierzęta mają ucztę. Ale nie zawsze tak jest. Pani Hanna nie raz zaznała już strachu przed tym, że nie będzie co dać zwierzętom jeść. Jeśli karma się kończy, nie ma spokojnej nocy. Koty muszą wtedy zadowolić się tym, co jest, ale chodzą za właścicielką w nadziei, że na boku dostaną coś lepszego niż inne. Wszystkie chciałyby być traktowane „po znajomości". - Gdybym była bogata - mówi pani Hanna - wszystkie pieniądze wydałabym na zwierzęta.
Ale bogata nie jest.

Ona jest na końcu
Hanna Chombakow szuka ludzi, którzy lubią zwierzęta i chcą im pomagać. Bez wsparcia innych nie dałaby rady. Czasami pomagają jej szkoły chrześcijańskie. - Uczniowie i nauczyciele trochę mnie wspierają. Robią zdjęcia kotów i umieszczają je w internecie i dzięki temu choć niektóre mają wirtualnych opiekunów. Robią kocie loterie, zabawy i zbierają w ten sposób trochę pieniędzy na schronisko.
Ale pomocy nigdy za wiele.
Wyżywienie 70. kotów, to miesięcznie jakieś 3 tys. zł. Do tego dochodzą rachunki za ich leczenie, wodę, energię i opał - tysiące złotych. Skąd brać na to wszystko? Krótko mówiąc, w większości z żebraniny, bo to słowo lepiej chyba oddaje rzeczywistość, niż określenie „szukanie sponsorów". Gmina nie dokłada jej do schroniska ani złotówki, bo władze żadnego problemu nie widzą. Właściwie dlaczego miałyby widzieć, skoro trafiła się im taka „dziwaczka",  która rozwiązała ten kłopot.
Niejedna osoba i decydent grosza na zwierzęta nigdy nie przekazują, bo są przecież pilniejsze wydatki, na przykład na leczenie chorych dzieci. To prawda, ale te same osoby na chore dzieci też często nic nie dają. Państwo i samorządy nie opiekują się należycie chorymi ludźmi, a cóż dopiero zwierzętami (za to pomniki rosną u nas jak grzyby po deszczu). Zwierzęta są na szarym końcu, a Hanna Chombakow razem z nimi.

SKOŃCZYŁAM GRĘ NA SCENIE, ZACZĘŁAM COŚ INNEGO, ALE ZWIERZĘTA DAJĄ MI TYLE EMOCJI, ILE MIAŁAM W TEATRZE. OPIEKA NAD NIMI WCIĄGA, POTEM ZOSTAWIĆ ICH JUŻ NIE MOŻNA – MÓWI HANNA CHOMBAKOW.POMÓŻ Z W I E R Z A K O M
Pani Hanna potrzebuje do schroniska dwie zamrażarki i jedną dużą lodówkę. Jeśli ktoś ma te urządzenia sprawne, a zamierza wymienić na nowsze modele i chciałby się ich pozbyć, niech pomyśli o przekazaniu ich do Domu Kota. W schronisku potrzebna jest też szafa, do której można by schować wiele używanych tu rzeczy. Przydałyby się także narożne szafki kuchenne.Możemy też pomóc zwierzętom przekazując 1 procent z naszego podatku na rzecz schroniska w Jurczycach – Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva! KRS 0000135274, hasło „Oaza”.Jeśli ktoś w inny sposób chciałby wesprzeć schronisko, prosimy o kontakt z redakcją Konkretów pod nr tel. (76) 855 16 49.

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl