Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

NOWE ŻYCIE NA ETACIE – Tekst: Bernadetta Juras – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 172 – LUTY 2017

Tekst i zdjęcia: Bernadetta Juras

Co zrobić (zwłaszcza zimą) ze znalezionym kotem czy psem?
Najlepszym rozwiązaniem byłoby przyjąć takie zwierzę do własnego domu. Jeśli z jakiegoś powodu jest to jednak niemożliwe, zwróce
nie się o pomoc do schroniska dla bezdomnych zwierząt nie musi być jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji.
Bezdomnemu zwierzęciu można by stworzyć dom we własnym miejscu pracy, jeżeli dyrekcja czy w
łaściciele wyraziliby na to zgodę.

Jednym ze szczęśliwców, który zamieszkał w wygodnych i przytulnych warunkach, jest Wojtek – szarobury kot znaleziony dziesięć lat temu na krakowskim osiedlu. Wprowadził się on do dwupokojowego lokum, gdzie jego opiekunka, pani Ewa, przechowuje kwiaty i akcesoria do dekoracji grobów. Domek Wojtka znajduje się przy bramie głównej Cmentarza Batowickiego – największego cmentarza w Krakowie.
Kot ma tam wygodne legowisko na półce wśród kwiatów, naprzeciw wielkiego okna. W zimie nie marznie, bo domek jest ogrzewany, przede wszystkim ze względu na niego, ale również z uwagi na kwiaty.

Kot szybko zadomowił się w przycmentarnym pomieszczeniu. Opiekunce okazuje wielką wdzięczność. Robi to w sposób typowo koci: na przykład przynosząc w prezencie myszy. Ale towarzyszy też pani Ewie, sprzedając z nią kwiaty i znicze. Lubi przesiadywać na ladzie i mieć na wszystko baczenie. Jako koci sprzedawca podbija serca kupujących. Uwielbia ją patrzeć, jak z wielką gracją przechadza się wśród zniczy i wazonów z kwiatami, pozostawiając je nietknięte.
Klientom pozwala się głaskać, fotografować, niektórym nawet wziąć na ręce. Wszystkie jego uczucia są jednak zarezerwowane dla opiekunki, pani Ewy – to ona kiedyś uratowała go przecież od bezdomnej poniewierki.
Bezdomnemu, poniewierającemu się kiedyś kotu wyraźnie poszczęściło się w życiu. Dużo wolności, wielu przyjaciół, dobre jedzenie, ciepły dach nad głową i „stanowisko sprzedawcy” – to wszystko na pewno jest dla niego nie lada gratką.

Pani Ewa opiekuje się Wojtkiem w sposób budzący podziw. Ostatnio kot poważnie zachorował. Częste wizyty u weterynarza, wiele badań. Wnętrze jego domku zamieniło się w salę szpitalną, ponieważ kot musiał korzystać z kroplówek. Był tak chory, że na jakiś czas musiał zrezygnować ze wszystkich „obowiązków”. Teraz, choć wychodzi już przed domek, większość dnia spędza jeszcze w środku. Ma tam ciepło, jest dobrze żywiony.
Choć kroplówki nie są mu już potrzebne, ciągle musi zażywać lekarstwa. Ze swojego miękkiego legowiska na półce wśród kwiatów obserwuje przez okno kupujących oraz ptaki, które przylatują do wiszącego na przeciw okna karmnika.

Historia Wojtka-sprzedawcy nie jest jedyną tego typu. W pierwszej połowie lat 90. w garażach NIK w Warszawie rezydowało kilka kotów.
Współpracowały one z panem Franciszkiem, jednym z kierowców NIK. Wynagrodzenie za współpracę koty otrzymywały z pensji ówczesnego prezesa NIK, śp. Lecha Kaczyńskiego, a kolejny prezes, Janusz Wojciechowski, tę współpracę kontynuował.
Z kolei pewna leciwa labradorka Grappa została zatrudniona w jednym z seriali. Zarobiła w ten sposób tyle worków z jedzeniem, że wystarczyło na kilka miesięcy utrzymania jej samej i pozostałych dziesięciu psów, z którymi zamieszkuje w posiadłości pani Elżbiety i pana Krzysztofa.
Psy pracują też na niektórych krakowskich parkingach. Przy ulicy Saskiej można zobaczyć na przykład jedenastoletnią Figę i sześcioletnią Misię. Do niedawna towarzyszył im jeszcze dwunastoletni Pinio. Przez wiele miesięcy Pinio ciężko chorował. Właścicielka parkingu, pani Lucyna, wraz ze swoimi współpracownikami dołożyła wszelkich starań, żeby go ratować. Niestety w grudniu 2016 roku Pinio odszedł.

Na parkingu z Figą i Misiem przebywa jeszcze kotka Kicia-Kicia. W dzień wszystkie trzy zwierzęta spędzają czas w pomieszczeniach biurowych – w okresie świątecznym lubią przesiadywać pod choinką. W nocy psy pilnują parkingu na zewnątrz.

Również na parkingu przy ul. Reduty (niedaleko pani Ewy i Wojtka) zamieszkuje czworonóg – suczka Hana. Do swojej dyspozycji ma dużą, wspaniałą budę z oszklonym oknem, pomalowaną w kwiaty i ptaki. Tę przepiękną artystyczną oprawę budy wykonał pan Wojciech, jeden z pracowników parkingu. Hana jednakże w tej pięknej budzie rzadko przebywa, gdyż mieszka z panem parkingowym w stróżówce.
Ale i na parkingach zdarzają się dramaty. W lipcu ubiegłego roku do krakowskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt trafiły trzy psy, które przez dziesięć lat pomagały na jednym z parkingów stróżowi, panu Stanisławowi. Pan Stanisław został zwolniony z pracy, a wraz z nim Tores, Rambo i Luna. Czwórka przyjaciół spotyka się jednak kilka razy w tygodniu w krakowskim schronisku – aby odwiedzić swoje kochane psy, pan Stanisław przyjeżdża do nich na rowerze z odległej dzielnicy Krakowa.

Wojtkowy domek przy cmentarzu czy stróżówki na parkingach są jednak skromnymi, maleńkimi obiektami w porównaniu z budynkami bogatych firm, usytuowanych często wśród zieleni. W tych luksusowych biurowcach błyszczą wciąż bogato zdobione choinki. Szkoda, że nie mogą tam znaleźć schronienia bezdomne, przemarznięte zwierzęta, koczujące w piwnicach, na działkach, pod gołym niebem. A może właściciele tych luksusowych obiektów nie znaleźli czasu na refleksję o tym, że zima to okres głodu, a nawet śmierci dla bezdomnych zwierząt?
Ileż ludzkiego uznania i sympatii mógłby zyskać przedsiębiorca, który przyg
arnąłby do swojej firmy bezdomne koty czy psy? A i radość z „zatrudnienia na etacie” czworonoga gwarantowana!
Pies-pracownik w roli np. stróża, sprzedawcy czy asystenta nieustannie przypom
inałby pracodawcy o tym, że od pieniędzy ważniejsze są oddanie i wierność. Kot udowadniałby natomiast, że oprócz szerokich dróg do materialnego sukcesu istnieją też wąskie drogi do niematerialnych korzyści, jak na przykład mruczando szczęśliwego kota i chwila refleksji. Obecność zwierząt wpłynęłaby też na pewno pozytywnie na relacje międzyludzkie w danej instytucji.

Wśród aranżacji roślinnych, w które obfitują wnętrza i otoczenie budynków wielu firm, a które mają zapewniać ich właścicielom i pracownikom komfort psychiczny i doznania estetyczne, przygarnięty kot czy pies byłby, tak jak Wojtek, nawet zimą wśród kwiatów. A może do owych bogatych przedstawicieli społeczeństwa trzeba
po prostu zwrócić się z prośbą o udzielanie schronienia bezdomnym zwierzętom? Zachęcam wszystkich do działania!