Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

MACIERZYŃSTWO WŚRÓD 16 ŁAPEK CZ. 4 – Tekst: Jan Balkowski, Zuzanna Wasiukiewicz-Balkowska – cały tekst


KOCIE SPRAWY NR 169 – LISTOPAD 2016

Tekst:
Jan Balkowski, Zuzanna Wasiukiewicz-Balkowska

 Jan Balkowski:
Moja żona poprosiła mnie, żebym napisał kilka słów.
Nie lubię pisać wypracowań, ale dla niej spróbuję. Jakby co, to reklamacje do Kociej Mamy.
Przede mną mój pierwszy w życiu Dzień Ojca. Niestety z dala od moich dziewczyn. Cóż, takie życie.
Mam cichą nadzieję, że odbiję sobie chociaż częściowo te wszystkie wyrzeczenia i czas, kiedy musiałem być poza domem.
Nie wiem za bardzo, o czym miałbym pisać. Może parę słów o tym, jak to jest wracać po całym tygodniu
do domu.

Zawsze czekam na piątek. Prosto z pracy wsiadam w auto i pędzę do domu (oczywiście przepisowo, do innej jazdy to auto się nie nadaje). Dwie godziny w samochodzie, w którym muszę cały czas mieć włączone ogrzewanie ze względu na zepsute chłodzenie silnika (niestety pojazd wymaga masy większych i mniejszych napraw, a mnie już się nie chce dokładać kolejnych pieniędzy do tego grata), nie należy do przyjemności. Korki już od samego wjazdu do Wrocławia podnoszą mi ciśnienie. Często wracam do domu ugotowany i wkurzony na cały świat.
Do niedawna jeszcze zaliczałem po drodze zajęcia sportowe (dodatkowy stres, żeby zdążyć na czas).
Wszystko jednak mija po wejściu do domu. Od progu wita mnie żona i Leenka – bo tak naprawdę w oryginale pisze się jej imię. Choć najpierw muszę przejść kontrolę celno-paszportową. Vigo siedzi na kartonowym domku pod drzwiami i pomiaukując tylko czeka, żeby czmychnąć na klatkę schodową. Zaraz za nim Tuśka robi przegląd wszystkich bagaży, z wypisanym na pyszczku „Co mi przywiozłeś? To dla mnie? A to jest fajne, co szeleści. To będzie dla mnie”.
Żona chyba jest trochę zazdrosna, bo za nim się z nią przywitam, to muszę pogłaskać Lenkę (bardzo to rozładowuje stres), a dopiero potem jest kolej na żonę.

Tibro zazwyczaj siedzi gdzieś w pokoju i ma wszystko w nosie (dokładnie mówiąc to z drugiej strony, ale nie bardzo wypada pisać), chociaż łaskawie daje się pogłaskać. W pokoiku w łóżeczku łobuzuje Łucja. Jak tylko się nad nią pochylam, uśmiecha się szeroko. Teraz, gdy Zuza ją rehabilituje, to z tygodnia na tydzień widać zmiany. Mała próbuje obracać się na brzuch i strasznie się denerwuje, gdy jej to nie wychodzi. Jest taka dzielna. I uparta.

Półtora dnia w domu mija bardzo szybko. Staram się pomagać, jak tylko potrafię. Nakarmię Łucję, pobawię się z nią, wykąpię. Coś naprawię, posklejam, wymienię. Ot drobiazgi.
W sobotę szybki wypad na działkę (gdy dobra pogoda, to we trójkę) lub idziemy razem na spacer, potem zakupy, gotowanie, pranie i na koniec kąpiel Lusi.
Wieczorem czasem film, ale rzadko udaje nam się wytrzymać do końca. W niedzielę tradycyjnie kościół, wspólne śniadanie i robienie porządków, których nie zdążę zrobić w sobotę. I czas jechać z powrotem (ze względu na stan auta i charakter mojej pracy nie mogę jechać w poniedziałek nad ranem).
Często Zuza goni mnie do roboty, bo sama jest już bardzo tym zmęczona, że cały tydzień wszystko na jej głowie. Mam nadzieję, że chociaż trochę jej pomagam. Kocia Mama to super żona, chociaż czasem reaguje bardzo emocjonalnie (niektóre modele tak mają). Zawsze mam wszystko poprane i naszykowane na wyjazd. Nie lubię wyjeżdżać. Rozstania są trudne. Już od wyjścia z domu odliczam czas do następnego piątku.

Zuzanna Wasiukiewicz-Balkowska:
Dzisiaj słów kilka o pomysłach na zabawę naszego najmłodszego kociego dziecka. Gdy Tusia do nas przybyła, już od pierwszych chwil było wiadomo, że to „kobieta z charakterkiem”. Wyszła z transporterka i od razu spenetrowała bez jakichkolwiek obaw nowy świat, poszła po zabawki, do misek i stwierdziła, że zostaje. Nie byliśmy kompletnie przygotowani na to, co miało nadejść.
Tusiowym temperamentem można by obdzielić całe stado kotów. Pozostała nasza trójka w porównaniu z Tuśką to aniołki. Tusiula ma tysiąc pomysłów na minutę i każdy stara się zrealizować. Na przykład dzisiaj rano postanowiła, że warto przyjrzeć się z bliska piórku, które zawisło na siatce w oknie w górnym lewym rogu. Nieważne, że ta akurat połówka okna była przymknięta. Tuśka wpełzła między okno a siatkę i wdrapała się po siatce po piórko. Dobrze, że siatka jest solidna. Takie numery odstawia zawsze wtedy, kiedy nie mogę zareagować, bo np. właśnie karmię Łucję, więc nie mam ani jak podejść, ani jak jej spłoszyć, bo krzycząc rozbudziłabym małą.
Inną ulubioną zabawą jest turlanie kulki w plastikowym torze, co może nie jest aż tak tragiczne. Najważniejsze jest to, że w dzień jej ta zabawka niespecjalnie interesuje, a najciekawsza robi się około czwartej nad ranem, kiedy jest to naprawdę głośne zajęcie.
Jej sztandarowym numerem jest też ściąganie prania z suszarki. Włazi pod nią, robi przyczajkę i hop na wiszące pieluchy, a że przy okazji spadnie jej cała suszarka na głowę, to nic. Ważne, że można pobaraszkować pod czystymi pieluchami. Kolejny z jej popisowych numerów to zabawa papierem toaletowym w łazience. Nie, nie tym na rolce, tym który właśnie sobie przyszykowałam. Jedynym sposobem, żeby za moment nie mieć Tuśki na sobie, a co gorsza w spodniach, to urwać jej kawałek papieru i wrzucić do wanny (pustej oczywiście). Wtedy mam kota z głowy.
Niestety przy kąpieli też nie mam spokoju. Tuśka kocha wodę i z wielką fascynacją obserwuje na przykład,
jak kapie z kranu. Ostatnio jednak podniosła sobie poprzeczkę i postanowiła dołączać do mojej kąpieli.
To nie wszystko. Regularnie podkrada myjki i gąbki, i biega z nimi po mieszkaniu, z lubością ciumkając.
Przykłady można by mnożyć, ale i na Tuśkę jest sposób. Piórko. Nie takie byle jakie z kupnej wędki, tylko prawdziwe, ptasie, znalezione podczas spaceru z psem. Wystarczy umyć, sparzyć wrzątkiem i mam gotową najlepszą zabawkę na świecie, a Tusia ma zajęcie na cały dzień.
W końcu w każdym domowym sierściuchu drzemie tygrys.
Cdn.