Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

MACIERZYŃSTWO WŚRÓD 16 KOCICH ŁAPEK CZ. 3 – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 167 WRZESIEŃ 2016

Tekst i zdjęcia:
Zuzanna Wasiukiewicz-Balkowska,
GRUPA NEKO (WWW.GRUPANEKO.WROCLAW.PL)


Trudne początki
Minął już tydzień, odkąd jesteśmy w domu. Trudny tydzień. Pełen frustracji, łez, z baby bluesem i z brakiem snu.

Zaczęło się od problemów z karmieniem. Łucja ma ogromny apetyt, jednak moja „farma mleczna” nie nadążała za potrzebami maleństwa. Było niespokojne, budziło się, płakało, a ja robiłam wszystko, żeby zaspokoić jego potrzeby. Lecz zamiast być lepiej, było coraz gorzej. Łucja pragnęła coraz więcej jedzenia, a ja nie byłam w stanie jej go zapewnić. Ona płakała i ja płakałam. Dzięki temu, że wiele lat przepracowałam w środowisku położniczym, na wyciągnięcie ręki miałam dostępne wszelkie laktacyjne konsultacje, za co z całego serca dziękuję. Podjęłyśmy z Lusią wiele prób pobudzania laktacji – herbatki, stałe pory odciągania pokarmu, przystawianie (które było dodatkową męką ze względu na pogryzione do krwi brodawki – ps. wędzidełko dziecko ma dobre, jakby ktoś pytał). Szczytem mojej frustracji był fakt, że mała niewiele przybierała na wadze. Załamałam się. Poczułam, że zawodzę własne dziecko i siebie. Koniec końców odpuściłam. Sięgnęłam po butlę.
I stał się cud.
Łucja jest zadowolona, bo brzusio pełny i można spokojnie spać. Ja odzyskałam wiarę w siebie, znalazłam czas dla siebie i na sen. Ja jestem szczęśliwa i spokojna, i moje dziecko też.

Uświadomiłam sobie, że nie można robić czegoś na siłę. Wszyscy wiemy, że karmienie piersią jest rzeczą naturalną i najlepszą dla noworodka, ale czasami matka natura zawodzi. Bardzo pragnęłam karmić naturalnie i nadal trochę próbuję, ale naszą podstawą jest karmienie butelką. Dzięki temu jestem spokojna, a szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Na takich przyziemnych problemach minął nam pierwszy tydzień.
Kociarnia coraz mniej uwagi przywiązuje do nowego członka rodziny. Jest z nami „małe, różowe kocie” i już.
N
ajwięcej uwagi dziecku poświęca Tuśka, która sama powoli wchodzi w hormonalny okres, więc dodatkowo wymaga naszej uwagi. Tusia kocha leżeć tam, gdzie dzidziuś. Uwielbia kraść mi wyparzone smoczki do butelek lub akurat psocić wtedy, gdy nie mogę zareagować, bo obie ręce zajęte.

Vigo natomiast jak „Strażnik Teksasu” patroluje teren i wymownym miauczeniem daje znać, że wszystko jest pod kontrolą (to miauczenie, które momentami bywa nieznośne, ma coś wspólnego z kocim sąsiadem zza ściany, jemu też trzeba wszystko zrelacjonować!)
Dzisiaj nam trochę smutno, bo musieliśmy pożegnać Naszego Kociego Tatę, który pojechał do pracy do innego miasta. Jak co tydzień. Na weekend znów będzie z nami, ale mimo wszystko tęsknota pozostaje.

Kocia miłość
Życie powoli się normuje. Łucja ma już za sobą pierwszy spacer, pierwszą wizytę u lekarza i wiele innych rzeczy, które robiłyśmy po raz pierwszy.
A ja pierwszy raz w życiu zobaczyłam na własne
oczy dowód kociej miłości.
Jak już wspominałam, znam koty, bo mam je od dawna, ale z takim kocim zachowaniem spotkałam się po raz pierwszy.
W momencie, gdy Łucja jest karmiona, jej łóżeczko jest oczywiście regularnie zajmowane przez Tuśkę, która zwija się w kłębek i błyskawicznie zasypia. A gdy chcę położyć Łucję po karmieniu do łóżeczka, kotka patrzy na mnie tymi swoimi figlarnymi oczkami pytająco: „Pańcia, a ja kiedy będę miała takie legowisko? Jestem w domu dłużej niż «to różowe» i też chcę takie…” i leży dalej, więc jedną ręką wyjmuję Tuśkę, a drugą trzymam małą. Nawet nie wiem, kiedy zrobiłam się „specjalistą od zadań jednoręcznych”. Tusia w ogóle tym nie zrażona układa się w nogach małej i śpią dalej razem. A w ostatni piątek w całej tej ceremonii miało miejsce jeszcze jedno zdarzenie. Podczas posiłku, gdy ja i Łucja byłyśmy skupione na karmieniu, Tuśka zrobiła rzecz niezwykłą... przyniosła małej do łóżeczka prezent.
Była to wierzbowa gałązka z baziowymi kotkami, którą moja mama zerwała na spacerze z psem.
Gałązka oczywiście nie umknęła uwadze Tuśki. Po chwili znęcania się nad nią stwierdziła widocznie, że „małe różowe” też może się nią pobawić, i tak gałązka znalazła się w łóżeczku Łucji.
Tuśka uwielbia towarzyszyć nam przy karmieniu, najlepiej, jakby udało się wejść między mnie a Łucję. Niestety zazwyczaj taka operacja jest niewykonalna, należy więc znaleźć jakieś inne rozwiązanie.

Ostatnio podczas nocnego karmie nia, wykonywanego „na śpiocha”, Tuśka jak zawsze próbowała się na mnie wgramolić. Niestety nie było jej to dane, więc stwierdziła, że pozaczepia „to coś różowe” i zaczęła pchać swój pyszczek w małą różową rączkę, która nagle się otworzyła, a mały różowy Tusiowy język mógł z lubością wylizać resztki mleka znajdujące się na różowej łapce dziecka.
Jako fizjoterapeuta wiem, jak ogromne znaczenie mają takie gesty, które są niczym innym jak ogromną stymulacją układu nerwowego. Ale jaka to radość zobaczyć, jak odbiera je moje dziecko!
Stabilizacja w domu sprawiła, że koty wróciły do łask. Mam czas, żeby je wymiziać, pogadać z nimi, pobarankować.

Tak naprawdę w ich planie dnia się nic nie zmieniło. Rano jeść, potem mizianie, spanie, wieczorem jedzenie, rozrabianie i znowu spanie. Teraz tylko częściej zaglądają do małego pokoju, żeby zobaczyć to „małe, różowe coś”.