Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

MACIERZYŃSTWO WŚRÓD 16 KOCICH ŁAPEK CZ. 2 – Tekst: Zuzanna Wasiukiewicz-Balkowska

Tekst i zdjęcia: Zuzanna Wasiukiewicz-Balkowska,
GRUPA NEKO (WWW.GRUPANEKO.WROCLAW.PL)


Koci Tata
Nawet nie wiem, od czego zacząć. Temat rzeka.
Oczywiście mówię tu o Naszym Kocim Tacie. Mało jest mężczyzn, którzy nazywają się dumnie Kocimi Ojcami. Takich, którzy mają jednego kota, jeszcze się znajdzie, dwa – też, ale ojciec czwó
rki kotów! Poza Naszym Kocim Tatą innego nie znam.
Marzeniem mojego męża od zawsze było posiadanie kota. Wychował się w domu, w którym zwierząt nie było. Były tylko takie przychodzące. Z tego młodzieńczego okresu najbardziej znana mi jest historia Kojaka, dużego czarno-białego kota regularnie stołującego się w ogrodzie moich teściów, o ogrodach sąsiadów nie wspominając. Z opowiadań wiem, że był to typ kota, który z rybą w zębach przemaszerowywał przed pyskiem owczarka sąsiadów, nic sobie z tego nie
robiąc.
Ot, kot odważniak.
Sentyment do kotów drzemał od zawsze w Naszym Kocim Tacie. Jego wielkie prokocie serce pomieściło miłość dla czterech naszych sierściuchów: Vigusia, Tibra, Leenki i Tusi. Myślę, że największym zrozumieniem i odwagą wykazał się przy adopcji Tusi. Ja byłam już w zaawansowanej ciąży i umyśliłam sobie, że pragnę mieć kolejnego – czwartego kota. Zawsze chciałam mieć trikolorka, więc gdy zobaczyłam Tuśkę... chyba nie muszę tłumaczyć. Nie było żadnych kłótni, nagabywań, tylko obietnica, że na razie 16 łapek to liczba wystarczająca.
Zaangażowanie, z jakim Nasz Koci Tata oddaje się kotom, jest godne podziwu. Zawsze ma czas, żeby każdego kota obdarować głaskami. Dzielnie sprząta najbardziej nieciekawe zawartości kocich kuwet, jeździ do weta, a co najważniejsze – będąc bardzo zapracowanym, znajduje jeszcze czas na to, żeby pracą własnych rąk wyczarować coś dla naszych kotałek (domek z kartonów, półki…).
Teraz przed nami kolejny etap – narodziny dziecka.
Jak każdy przyszły rodzic i posiadacz kotów mój mąż też spotykał się przez ostatnie miesiące z pytaniem:
„Co wy zrobicie z kotami? Przecież będziecie mieli dziecko!” Dzięki naszym rozmowom dzielnie stawiał
czoło takim zarzutom, a cięte riposty (w których mój mąż jest mistrzem) nie pozostawiały złudzeń, że koty
były, są i będą w naszym domu.
Nasz Koci Tata ma złote serce i zawsze ogromną cierpliwość do naszych kotałek. To niebywałe, ile w mężczyźnie drzemie pokładów wrażliwości.

Zwierzęta w moim domu
Od dziecka pamiętam zwierzaki w rodzinnym domu.
Pierwsza była bura kotka o imieniu Kubusia (bo na początku miała być Kubą). Pojawiła się jeszcze przed moimi narodzinami. Gdy przyszłam na świat, Kubusia wykazała się matczynym instynktem i pilnowała mnie w łóżeczku. Przeżyła z nami 11 lat. To była prawdziwa dama, trochę zdystansowana – mizianie
odbywało się tylko wtedy, kiedy ona tego chciała.
W międzyczasie, gdy miałam 8 lat, pojawiła się Sunia, pies-znajda. Została z nami przez kolejne kilkanaście lat. To było zwierzątko, które nauczyło mnie wszystkiego. Przede wszystkim odpowiedzialności i bycia obowiązkową. Do mnie należały poranne i popołudniowe spacery, czesanie, mycie misek. A gdy byłam już starsza, również wizyty u weterynarza.
Wspaniała szkoła życia dla młodego człowieka, która zaprocentowała empatią zarówno w stosunku do zwierząt, jak i ludzi. Po Suni był rok żałoby, bez zwierzątek w domu. I pojawiła się Mrówa. Schroniskowa, wycofana psina, w której moja mama zakochała się od pierwszego wejrzenia. Mrówa do tej pory mieszka w rodzinnym domu. Jest już bardzo wiekową panią (17 lat) i mimo wielu starczych dolegliwości, nadal zachowuje pogodę ducha. To pies, który całym swoim psim serduchem odwdzięczył się za cudowne, spokojne życie.

W końcu przyszła kolej na to, by wymienić nasze koty. Vigo – przedstawiciel kociej arystokracji. Z zachowania, nie z urodzenia. Typowy przykład kota Bonifacego: „śpię, leżę, burczę, gdy się mnie budzi, reszcie udzielam rad lub nagan, pierwszy domagam się zapełnienia miski”. Kocia bida przygarnięta ze szkółki jeździeckiej. Kot, który na samym początku swojej bytności w naszym domu przeszedł bardzo intensywne leczenie zaburzeń neurologicznych spowodowanych głęboką awitaminozą. Najbardziej zapchlony kot świata. Kolejny to Grubcio (trochę z naszej winy, nie dopilnowaliśmy go trochę po kastracji, więc jest na wiecznej diecie). Wierny kompan w łóżkowym wylegiwaniu. Nasze najstarsze „kocie dziecko”. Tibro – szef stada. Zawsze wszystko musi mieć na oku. Wierny kompan Tuśki do zabawy. Kot o ogromnej cierpliwości i niezwykle pogodnym charakterze. Pierwszy miziak. Zawsze ma dużo do powiedzenia. Przygarnięty z wrocławskiego schroniska.

(...)


Narodziny

Łucja jest już na świecie! Wczoraj wróciliśmy do domu i za nami pierwsza kryzysowa noc.

Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY NR 164 CZERWIEC 2016