Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KOTY W OBIEKTYWIE – Rozmowa z Moniką Małek – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 162 KWIECIEŃ 2016

Monika Małek mieszka we Wrocławiu i robi piękne zdjęcia, a swój fotograficzny talent wykorzystuje, aby wspierać różnego typu akcje społeczne dotyczące adopcji i zdrowia kotów. Jej zdjęciami, które można obejrzeć pod internetowym adresem mmalek. pl, zachwyciłam się już dawno. Monika potrafi uchwycić w kadrze piękne momenty z kociego życia, a jej zdjęcia pulsują żywymi obrazami i miłością do tych wyjątkowych czworonogów.

Z Moniką Małek rozmawia Ania Dąbrowska.

 Ania Dąbrowska: Koty, koty i jeszcze raz koty. Co zmienia kot w życiu człowieka?
Monika Małek:
Czasami mam wrażenie, że zaczęłam istnieć dopiero wtedy, gdy w moim życiu pojawił się mój pierwszy kot, pierwsze zwierzę, które całkowicie było ode mnie zależne. To ode mnie zależała jego przyszłość. Od moich trafnych i mniej trafnych decyzji. Gdy adoptujesz kota, twoje życie diametralnie się zmienia. Jeśli nie dasz mu jeść, będzie głodny, jeśli się z nim nie wybawisz, będzie nadpobudliwy i będzie chciał wszystko zniszczyć, jeśli nie będziesz chodził z nim do weterynarza, zachoruje bądź złapie coś, czego by uniknął, gdyby był tylko zaszczepiony. Mając kota, uczysz się być odpowiedzialnym za drugą istotę. Jest od ciebie zależna, to ty ją formujesz, „nadajesz jej kształt”. To bardzo poważne zadanie: bycie odpowiedzialnym za to, jaki ktoś kiedyś będzie.

Co daje Ci życie z kotami?

Ja i koty to jedno. Nie umiem spojrzeć na siebie inaczej, niż poprzez koty. Trudno mi jest w ogóle myśleć, że kiedyś było inaczej.
Często słyszę pytanie, za co najbardziej kocham koty. To śmieszne, ale po myśli: „za wszystko”, nasuwa mi się też: „za mruczenie”. To coś, czego nie jestem w stanie sfotografować. Mogłabym godzinami siedzieć z głową przyłożoną do któregoś z moich kotów i słuchać, jak mruczy. To mnie uspokaja, dodaje otuchy, sprawia, że sprawy beznadziejne zaczynają wyglądać lepiej.

Kiedy zaczęłaś robić zdjęcia kotom? Jak wygląda Twoja praca?

Nie od zawsze mieszkam we Wrocławiu. Pochodzę z Legnicy, tam się wychowałam, ale w wieku 19 lat przeprowadziłam się właśnie do Wrocławia. Wtedy zaczęłam się też zastanawiać, co lubię i co chciałabym robić w życiu. Było mnóstwo pomysłów, ale dla żadnego z nich… nie weszłabym do wanny w butach, nie trudziłabym się, trzymając w jednej ręce parasol, a w drugiej aparat, i próbując jeszcze przy tym zwrócić uwagę kota i go sfotografować.
Fotografowanie tych zwierząt to jednocześnie moja
odskocznia od smutków, złej strony życia, pasja i praca, której poświęcam mnóstwo czasu. Nie lubię stać w miejscu. Zawsze jestem niespokojna, niecierpliwa. Ciągle chcę się rozwijać. Szukam nowych fotograficznych wyzwań. Co rusz wpisuję nowe pomysły na cykle zdjęć do mojego tajnego notesiku.

Chciałabym tyle zrobić i tak ciężko jest mi przetłumaczyć samej sobie, że „spokojnie, nie wszystko od razu, najpierw jedno, potem drugie”. Co dziwne, pomimo braku cierpliwości, gdy fotografuję koty, nie narzekam, że kot nie chce tu i teraz mi zapozować. Rozumiem to. Muszę sobie zasłużyć na jego zaufanie.
Dlaczego ni
by miałby
się przede mną otwierać? Warto poświęcić godzinę, dwie, leżąc na dywanie i czekając, aż odważy się wyjść. Aż jego ciekawość przezwycięży lęk. Może jak wyjdzie, powącha moją rękę, to stwierdzi, że wcale nie jestem taka zła i straszna?

Jakie są koty, które masz pod swoją opieką? Jak do Ciebie trafiły?
W sumie nie wiem czemu, w moim domu nie wisi jeszcze tabliczka z napisem „Tu rządzą koty”. Dokładnie dwie sztuki: Filemon i Blania. Filemon był pierwszy, pojawił się wraz z moim narzeczonym.
Przygarnęliśmy go ze schroniska, gdy miał dwa miesiące. Gdy podeszliśmy do jego klatki, zobaczyłam, jak leży przygnieciony pod innym kotem.

Stwierdziłam, że ten i żaden inny. I tak zaczęły się czasy rządzenia kotów… Na początku baliśmy się, że Filemon sobie sam nie poradzi i nigdy nie nauczy się skakać, dlatego mu pomagaliśmy, głównie wspinać się na jakieś rzeczy, ale dość szybko stwierdził:

Ej, człowieki. Sam se wskoczę, przecież dużym już jestem kotem”. W wieku trzech miesięcy Filek złapał okropny świerzb, który zaatakował uszy i skórę.

Pierwszy weterynarz, do którego się udaliśmy, nie wykrył choroby. Kilka tygodni leczyliśmy go na chyba wszystkie choroby skórne, oprócz świerzbu. Filemon wyglądał przerażająco. Jego ciałko z dnia na dzień stawało się coraz słabsze, miał problemy z podniesieniem powiek, bo jego skóra na całym ciele była zgrubiała i zbyt ciężka dla tak małego kota. W tamtym okresie mnóstwo razy przychodził do nas i kładł nam się na brzuchu i zasypiał. Nie byłoby w tym nic przerażającego, gdyby nie to, że załapaliśmy od niego chorobę i gdy na nas leżał, wszystko swędziało nas jeszcze bardziej. W momencie, kiedy weterynarz powiedział, że jedyne, co nam pozostało, to uśpienie go, żeby się nie męczył, stwierdziłam, że to odpowiednia pora, żeby zmienić lekarza. I tak trafiliśmy do kliniki i do pani dermatolog Agnieszki Cekiery. Gdyby nie jej pomoc, pewnie naszego Filemona by dzisiaj już nie było. Trochę to trwało, ale wyszedł na prostą i dziś jest pięknym, szalejącym kotem.

Blania to nasz drugi kot, którego postanowiliśmy przygarnąć, aby Filemon miał kocie towarzystwo. Wiadomo, we dwoje zawsze raźniej. Blanka nie była taka odważna jak Filemon, wręcz przeciwnie. Dostaliśmy ją wraz z wielką metalową klatką, żeby łatwiej się oswoiła. Gdy trafiła do nas, była dzikuskiem.
Syczącym i bojącym się wszystkiego. Dzień po dniu cierpliwie pokazywałam jej, że jestem obok i że nie jestem przeciwko niej. Siadałam z laptopem lub książką obok klatki i pozwalałam jej przyzwyczajać się do mojego towarzystwa. Bawiłam się, karmiłam z ręki, głaskałam. Gdy dzisiaj myślę o tamtych okresie, mam wrażenie, jakby to było naprawdę bardzo dawno temu, a nie zaledwie siedem miesięcy wstecz. Dzisiaj przychodzi, mizia się do nóg. Domaga się pieszczot, pomiaukuje. Już się nas nie boi.

W jakich kocich kampaniach społecznych brałaś udział do tej pory?
Poza swoimi projektami – o niepełnosprawnych oraz o czarnych kotach, jestem też fotowolontariuszką w akcji społecznej „Mój kot ma dom”. I właściwie poza tą akcją w niczym innym nie biorę udziału.
Większość czasu pochłaniają moje własne projekty.

Czy poza fotografią zajmujesz się jeszcze innymi, nomen omen, kocimi sprawami?

Niedawno otworzyłam swój sklep internetowy, w którym można kupić kocie zakładki, notesy, kalendarze, zdjęcia wywołane na płótnie. Cały czas mam wrażenie, że jest za mało małych kocich gadżetów i postanowiłam, że muszę tę lukę wypełnić.
                      

* Fotografie Moniki Małek można oglądać na specjalnej wystawie pt. „13 twarzy kota”. Dolnośląska Biblioteka Publiczna im. Tadeusza Mikulskiego we Wrocławiu, Rynek 58, Wrocław.
Wystawa czynna do 21 kwietnia 2016.