Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KOT SYBIRAK – Tekst Bogusława Klimek – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 187 MAJ 2018

Tekst: Bogusława Klimek

Chciałabym opowiedzieć o małej dziewczynce, Irenie, której kot pomógł przetrwać tragiczne lata dzieciństwa. Irena to moja mama, dziś blisko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Coraz mniej pamięta z przeszłości, ale ożywia się, kiedy proszę, by opowiedziała mi o swoim kocim przyjacielu z Syberii.

 Mój dziadek, Czesław – legionista, ułan – został osadnikiem wojskowym na Wołyniu. Ożenił się z Jadwigą. Wraz z trzema córkami – Zofią, Wandą i najmłodszą Ireną – stworzyli szczęśliwą rodzinę w otoczeniu przyjaznej przyrody i wielu ukochanych zwierząt. Niestety, nie ominął ich, jak wiele tysięcy rodaków, tragiczny wojenny los. W lutym 1940 r. zostali wywiezieni na Syberię. Pierwsze dwa lata przebywali pod kołem podbiegunowym, a ostatnie cztery w Kazachstanie. To tam właśnie, w kolejnym miejscu tułaczki, pojawił się KOT. Irena miała wówczas blisko dziesięć lat. Któregoś dnia babcia Jadwiga przyniosła do domu (nędzna, kilkumetrowa ziemianka z jednym okienkiem) malutkiego wynędzniałego kotka. Dostała go od znajomej Rosjanki z pobliskiego kołchozu. Babcia wiedziała, jak dziewczęta tęsknią za zwierzętami i że otoczą kota opieką i czułością. Wysłały Irenkę do kuźni, do ojca, by pozwolił go pozostawić. Jednak Czesław, choleryk, wybuchnął strasznym gniewem i kategorycznie zabronił. Tłumaczył, że nie mogą odejmować sobie od ust głodowych racji żywnościowych, by karmić jeszcze kota. Dorosły pracujący otrzymywał na cały dzień tylko kilogram czarnego, gliniastego chleba, kobieta – o ile pracowała – pół kilograma, a dzieci po dwadzieścia dekagramów. Irena wpadła w rozpacz, ale ojciec był nieugięty. Zapytała, co w takim razie ma zrobić z kociakiem? Odpowiedział, że najlepiej by było, gdyby go utopiła, bo mniej by cierpiał…
Rozszlochana, załamana, ale posłuszna Irenka poszła w stronę rzeki. Tama spiętrzała wodę, tworząc głęboki zbiornik. Za Ireną szło kilku rosyjskich chłopców, którzy słysząc awanturę, zaczęli z niej drwić. Irena podjęła decyzję – skoro Tatuś kazał jej utopić kotka, to i ona się utopi! Będzie Tatuś miał za swoje! Doszła do brzegu, pocałowała kotka i rzuciła go do lodowatej wody. Widziała, jak rozpaczliwie walczy. Na szczęście wypłynął. Gdy zobaczyła jego oczy, wskoczyła, by go ratować! Oczywiście nie umiała pływać! Złapała kociaka i machając w panice rękoma, próbowała utrzymać się na powierzchni. Na ratunek rzuciło się paru chłopców, a reszta pobiegła po ojca dziewczynki. Wspólnymi siłami udało się im wyciągnąć oboje z wody. Gdy nadbiegł Czesław, ukląkł i całując córkę, zaczął ją przepraszać i dziękować Bogu za uratowanie jej życia.
Po tak dramatycznych wydarzeniach kot został w rodzinie. Rosyjscy chłopcy nabrali dla Ireny takiego szacunku, że obiecali nawet, iż będą go karmić. I rzeczywiście codziennie przynosili, co mogli, a kot rósł, mężniał, piękniał.
Był czarny, miał białe skarpetki i krawacik oraz ogon puszysty jak lisia kita. Waśka, bo takie imię do niego przylgnęło, był jedynym kotem w kołchozie, więc wszyscy go znali. Znakomicie polował. Potrafił wykonywać różne sztuczki, co dziewczynki wykorzystywały, pokazując Waśkę na targu w pobliskim miasteczku, za co dostawały coś do jedzenia. Waśka miał zwyczaj odwiedzać domowników w pracy, w kuźni. Kiedy wchodził do środka, dziadek Czesław salutował z okrzykiem: Wasze błagorodie, żełaju zdarowia!
Następny rok był czasem nieurodzaju. Nadchodziła zima i trzeba było zgromadzić zapasy. Ktoś zaproponował zamianę kota na worek ziemniaków.
Udało się wytłumaczyć dziewczętom, że inaczej umrą z głodu. Dziadek zabrał kota na prom, gdzie dokonał jego wymiany na ziemniaki. Jednak nim wrócił do domu, Waśka już tam był! Nie wiadomo, kiedy uciekł i jak dostał się przez wielką rozlaną syberyjska rzekę, ale był! Ustalono jednak, że kot wróci do Rosjanki, od której go dostali, a Irena będzie go odwiedzać raz w tygodniu, nosząc mu jedzenie. Z radością biegała przez las do sąsiedniej wioski, a potem Waśka ją odprowadzał i zostawał kilka dni. W czasie wspólnej drogi Waśka szalał – wspinał się na drzewa, chował się, a ona się śmiała, śpiewała. Mama wspomina dziś, że te chwile w lesie były najszczęśliwszymi w tamtym czasie…
Nadszedł rok 46 i cudem udało się złożyć dokumenty wymagane na powrót do domu. Zapakowali nędzne zapasy jedzenia i dotarli do stacji, gdzie gromadzili się sybiracy. Waśka był z nimi do ostatniej chwili. Żegnał się ze wszystkimi, a kiedy pociąg ruszył – wyskoczył i nie odwracając się, z podniesionym ogonem odszedł. I takiego go zapamiętali.
Mama miała później jeszcze kilka cudownych kotów, ale Waśka to ten wyjątkowy, to kot jej życia. Niezwykły w tej całej historii jest fakt, że całej rodzinie udało się przetrwać na Nieludzkiej Ziemi i szczęśliwie wrócić do Polski. Na wspólnym grobie wyryta jest inskrypcja dedykowana Babci Jadwidze autorstwa mojego męża – Franciszka Klimka:
Wśród ruin ludzkich sumień
Wśród okrucieństw serii
Przeprowadziła dzieci
przez piekło Syberii
Z pamięci o Niej bierzcie
Dziś wiarę i siłę
I za Jej święte życie
Czcijcie Jej mogiłę

Serdecznie pozdrawiam Czytelników KOCICH SPRAW.