Kot, który reklamował adopcję kotów

Tekst Barbara Ogonowska
KOCIE SPRAWY - Nr 88 LUTY 2010

Drogie „Kocie Sprawy"
Śpieszę przekazać wrażenia z wyprawy w niezupełnie koci świat. Oto trafiła się okazja dalszej podróży i poznania paru pobratymców zza oceanu. A jak już tam byłem, nie omieszkałem wybrać się czym prędzej do jednej ze słynnych, lokalnych atrakcji: a mianowicie Sea World. Nie zamierzam się tu jednak rozwodzić nad tresurą delfinów, fok czy orek, prezentowanych tam na scenie, zwłaszcza że to dość wilgotna okoliczność, która zachwytu w kocich pobratymcach raczej nie wzbudzi. Tylko najbardziej zatwardziali wielbiciele pluskających ogonów siadają w niższych rzędach amfiteatrów. A i to najczęściej przykryci nieprzemakalnymi płachtami.
Jednakże działalność Sea World nie ogranicza się jedynie do tresury, badań i ochrony naturalnej mieszkańców oceanów. Jest tam jeszcze jeden teatr, który oferuje widowiska dwa razy dziennie przy szczelnie wypełnionej widowni. Prezentowany jest tam pokaz zwierząt domowych. Głównie psów i kotów. Mimo niejakiego oporu części rodziny („Eee, to tylko dla dzieci...") udaliśmy się jednak na widownię. Zasiadamy. Bramy się zamykają. Przycupnąłem sobie wygodnie, wachlując się nieco ogonem, gdyż dzień był upalny. Wtem od tyłu, korytarzami między rzędami widzów, wpadają milczkiem dwie grupy psów. Już sierść mi się zjeżyła na grzbiecie i ogon zamarł w bezruchu, gdy nagle widzę, za psami podążają zwartym szykiem ...koty! A w chwilę potem - ponownie psy. I wszystkie zgodnym truchtem podążają ku scenie. Na którą wskakują z wdziękiem (koty rzecz jasna, bo gdzie tu szukać wdzięku u psów, najwyżej bezrozumny entuzjazm) i udają się w pośpiechu, ale też w znakomitym porządku do licznych drzwi, drzwiczek, klap, zasłon, skrzyń i innych elementów dekoracji, w kórych znikają.
Następnie na scenie pojawili się dwaj młodzi ludzie, którzy zaczęli tłumaczyć publiczności, jak ważne jest dobre traktowanie zwierząt domowych, dbanie o ich dobre samopoczucie, zdrowie i rozrywki. Po czym zaczęli kolejno wywoływać na scenę rozmaite psy i rzucać im to piłeczki, to frisbee. Było też skakanie przez skakankę, którą trzymały inne psy. W tym skakaniu to nawet uczestniczyły koty. Wszystko to sprawiało wrażenie jakiegoś baletu, bo jedne psy wchodziły, inne wychodziły. Koty wyłaniały się spoza zasłon lub zapadni, wchodziły po schodach, wdrapywały się po sznurach do okien, wywieszały plakaty, większe psy pomagały małym wyłazić z pudła, otwierając klapę. Jeden z moich krewnych zaprezentował akt wymagający nie tylko odwagi, ale i znakomitej równowagi duchowej: wdrapał się mianowicie na wielki drąg, po czym na wezwanie skoczył prosto w ramiona treserki. Zdaje się, że i koty wzięły udział w jakiejś akcji ratowniczej. Na scenie panował ciągły ruch i pomieszanie gatunków. Wystąpiły nawet świnie (wywieszając plakat zapowiadający ich panowanie, usunięty zresztą natychmiast przez słusznie oburzone koty), stadko gołębi i papuga.
Prawdę powiedziawszy, nie zwróciłem szczególnej uwagi na hasła, pojawiające się co pewien czas na płachtach, gdyż usiłowałem śledzić wzrokiem poszczególne koty (a nawet psy), co w zamęcie akcji nie było takie proste.
Słowem, nie był to żaden cyrk i żadna z pokazywanych „sztuczek" nie wymagała jakieś wyrafinowaej tresury. Za to jaka radość panowała zarówno na scenie, jak i na widowni! Wszystkie psy i koty demonstrowały zapał, maniery godne salonów i całkowitą zgodność: nikt nie warczał, nie drapał i nie jeżył sierści. A występowały obok siebie psy wielkie, średnie i małe, (pokazał się nawet jakiś amstaff, pittbull, rottweiler czy inny mastiff - pojęcie niebezpiecznych ras jest tam nieznane). Rasowe i nierasowe. Podobnie z naszymi pobratymcami: koty jednobarwne i wielobarwne, pręgowane i cętkowane, długo- i krótkowłose.
Aż nareszcie papuga obwieściła koniec programu. Podówczas młodzi ludzie w otoczeniu swoich pupili wyjaśnili, że wszystkie psy i koty występujące na scenie pochodzą ze schronisk dla bezdomnych zwierząt i zostały uratowane przed eutanazją, zaadoptowane i wyedukowane przez nich (oczywiście przy poparciu Sea World). Celem tego przedstawienia jest pokazanie, że każde zwierzę może i powinno być szczęśliwe i dobrze wychowane i to niewielkim kosztem. I że każdy, kto pragnie mieć psa czy kota, powinien go szukać w schroniskach, gdzie bije niejedno wierne serce, często nadaremnie czekające na przyjaciela i nierzadko już skazane na śmierć.
Po czym zaproszono widzów do bliższego zapoznania się z aktorami. Widzowie skorzystali z tego zaproszenia nader ochoczo i przez dłuższy czas nie mogłem się docisnąć do sceny. Zrozumiałe, że przezornie nie pchałem się specjalnie w pobliże psów (by potem ktoś o mnie nie rzekł: „mądry kot po szkodzie"). Udało mi się jednak w końcu zbliżyć do paru kotów, mogłem nawet dość szczegółowo obwąchać nader sympatycznego devon rexa, który budził podziw wielu dwunogów.
Niestety, żadnych zdjęć z tego wydarzenia zaprezentować nie mogę, bo nie tylko ja siedziałem zapatrzony z otwartym pyszczkiem, zapominając o całym świecie.
Mogę tylko dołączyć swój koci głos do przesłania tego wydarzenia: Niechaj każdy kot ma swój dom i swoją rodzinę. Dajcie odpór kociej nędzy i kociemu nieszczęściu. Kot tak niewiele potrzebuje: miseczkę krokietów, miseczkę wody i suchy, ciepły kącik do spania. Adoptujcie koty. Kochajcie je. Na pewno się Wam odwdzięczą nie tylko przytulnym mruczeniem. (Tylko: Co to jest eutanazja? Moi ludzie nie chcieli mi tego objaśnić).
Z przyjaznym pomrukiem
Rangoon

PS Znalazłam ten tekst Rangoona w komputerze. Zasadniczo zgodny jest z wydarzeniami. Chętnie się pod jego apelem podpisuję. Barbara Ogonowska.

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl