Kot i jeż w jednym stali domu

Tekst Magdalena Smęder, zdjęcia Anna Zemanek

 Moja domowa kotka Sonia była dorosłą jedynaczką, kiedy w październikowy wieczór syn przyniósł w czapce jeża. Zawartość czapki była wielkości małego jabłka, za to głos, a raczej pneumatyczne fuczenie, które się stamtąd wydobywało, brzmiało jak lokomotywa. Był to wielce wkurzony jeż.
Miał swoje powody. Nie zdążył dorosnąć i podtuczyć się do zimowego snu, a do tego wczesne, jesienne przymrozki uniemożliwiały mu zdobycie pożywienia. Nadgorliwi ludzie zgrabili i wywieźli w plastikowych workach wszystkie liście. Być może wygrzebali go i nie udało mu się ponownie znaleźć schronienia? Miał jednak szczęście, ponieważ podwórkowa kotka dzieliła się z nim przez jakiś czas kolacją. Niestety, nie zaoferowała mu mieszkania w swojej ciepłej i przystosowanej dla kotów piwnicy. Tym sposobem, po nitce do kłębka, jeż trafił na mój strych. Wiedziałam, że jeż nie nadaje się na domowego pupilka, nie przejmuje się utrzymywaniem czystości, ma pchły i kleszcze, a do tego strasznie hałasuje i... brzydko pachnie. Wkrótce dowiedziałam się, że gryzie do krwi i chwyta ze złością za spodnie, tarmosi oraz rzuca się na gołe palce u nóg. Do tego był facetem. Egoistą i niewdzięcznikiem. Nazwaliśmy go Wasyl, a właściwie Don Vasyl, ze względu na grubiaństwo, brak dobrych manier i fatalne wychowanie. Pierwszą noc spędził w kartonowym pudle. Sonia wpadła w stupor z powodu tego czegoś, co zamieszkało i zapachniało w naszym salonie. Jej ogromne oczy osiągnęły rozmiar spodków od filiżanek. Była do tego stopnia poruszona, że słyszałam jej myśli: „Co to za prymityw?! Skąd to się tu wzięło?! To obraża moje poczucie zwierzęcości!" I w rzeczy samej miała dużo racji, bo jeż w porównaniu z kotem, to troglodyta. Ma szpikulcowate zęby i trójkątną szczękę, jak u rekina. Sonia spędziła całą noc na warcie przy kartonie, gdzie Wasyl, z podziwu godną zawziętością, wydrapał sobie drogę do wolności. Nareszcie cały dom był do jego dyspozycji. Pierwsze kroki skierował oczywiście do kociej miski. Kocica pobiegła za nim, ale bała się go dotknąć, a może próbowała i pokłuła sobie łapę? Musiała bardzo przeżywać te jeżowe poczynania, bo przyszła mnie obudzić. Miauczała krótkimi miauknięciami i chodziła po mnie w tę i z powrotem, aż się obudziłam. Wasyl w tym czasie rozgościł się w kuchni. Z jednej miski zjadł, z drugiej zjadł, w tej z wodą się wykąpał, a resztę rozlał i rozdeptał, oddając na koniec obficie stolec i mocz, w który oczywiście weszłam. Jeż fuczał i mlaskał z zadowolenia, jak dzika świnia, a ja miałam pomysł, żeby go wyrzucić na zbity ryjek. Na ten mróz. Jak zwykle bywa, po straszliwej nocy przychodzi dzień. Wasyl był zaspany, bo dla jeża dzień to noc. Ja również, bo dla mnie noc to noc, i nie dane mi było się wyspać.
Przyniosłam jedzenie, a jeż rozwinął się i zaczął węszyć. Czarny, wilgotny nos poruszał się jak antenka. Patrzył tymi ślicznymi czarnymi koralikami, a potem rzucił się na jedzenie z nieprawdopodobnym mlaskaniem. Już wiedziałam, że to jest miłość, choć od drugiego wejrzenia.
 Kupiłam ogromną plastikową szufladę na pościel, koci żwir, siano i trociny. Na szczęście mam dużą łazienkę, która świetnie nadaje się na różne hodowle i szpital dla zwierząt. Wasyl od razu zrobił sobie gniazdo, zachwycony bliskimi sercu zapachami i własnym domem. Został wykąpany i odrobaczony. Nauczył się trochę czystości, przynajmniej na tyle, żeby chodzi na jedną stronę. Chował się dobrze, przyzwyczaił się do mojego zapachu i gryzł już tylko obcych. Czasem spał na moich kolanach, ale Sonia musiała być bardzo blisko, żeby kontrolować sytuację. Mijała zima i wczesna wiosna. Sonia z Wasylem zaczęli się tolerować. Sonia parę razy obsiusiała żwirek w jego szufladzie, a Wasyl, jak tylko udało mu się nawiać z szuflady, odwdzięczał się jej tym samym na legowisku w szafie. Kotka i jeż spędzali ze sobą sporo czasu. Sonia siedziała nad szufladą i w niesamowitym napięciu obserwowała wszystko, co robił Wasyl. A robił wiele ciekawych rzeczy, o które nigdy bym jeża nie podejrzewała.  Spał na boku, jak szczeniaczek. Drapał się tylną łapą po igłach na czubku głowy. Przeciągał się jak kot. Może to od kociej karmy, którą uwielbiał i na której utuczył się tak, że mu się igły nie dopinały na brzuchu. A kiedy był już ogromny, prawie tak jak Sonia, nauczył się od niej otwierać szafę. Stawał na dwóch łapach, a przednimi i ryjkiem otwierał drzwi. Nie mam pojęcia, czy i jaka więź się pomiędzy nimi nawiązała, ale jakaś na pewno była. Choćby wspólna miłość do jedwabnych szali. Sonia zawsze się na moich szalach wylegiwała, a Wasyl pewnego dnia wciągnął moją jedwabną apaszkę do gniazda i pięknie się zamotał turkusowo-fuksjowym jedwabiem z Madrasu. Bardzo się do Wasyla przywiązałam, ale miejsce jeża jest na wolności, a nie na strychu. Pod koniec maja Wasyl przeprowadził się do bezpiecznego, ogrodzonego ogrodu mojego dziadka. Zamieszkał w komfortowej budce, dokarmiany przysmakami. Zimę przeżył w dobrej kondycji, a wiosną czekała na niego niespodzianka. W sąsiedniej budce zamieszkała mała Irinka, jeżynka przechowana przez zimę, tak jak kiedyś Wasyl. Mam nadzieję, że tego lata doczekamy się potomstwa. Sonia po wyprowadzce Wasyla mogła odespać nocne dyżury i mieć dom na własność. Nie wiedziała, że już pod koniec lata pojawi się u nas druga kotka - Jadzia i dopiero zaczną się atrakcje.

Re.Pl



Zapraszamy do odwiedzenia nowopowstałego portalu internetowego   www.re.pl
który działa pod hasłem - Odkryj Polskę na nowo.


Magazyn KOCIE SPRAWY został zaproszony do tego portalu jako partner, do tworzenia działu Koty w serwisie Pasje. 

Zapraszamy do odwiedzenia naszego forum KOTY w tym portalu


Wydawnictwo Elawet Sp. z o.o.
Projekt i Wykonanie: MediaConsulting.pl