Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KOCIE BLOGI – ŻYCIE Z KOTAMI

Na wsi, nieopodal Tucholi, mieszkają Karolina i Bartosz, autorzy fotobloga zkotami.blogspot.com. Opowiedzieli KOCIM SPRAWOM zarówno o swojej ciekawej działalności, jak i o życiu z gromadką niepowtarzalnych, charakternych kotów.

Z autorami fotobloga –
Karoliną Kabat i Bartoszem Ostrowskim – rozmawia Ania Dąbrowska.
Zdjęcia: Bartosz Ostrowski


 Ania Dąbrowska: Ile macie kotów?
Bartosz Ostrowski: Często spotykam się z pytaniem: „Ile ty właściwie masz kotów?”. Od jakiegoś czasu odpowiadam: „Już nie liczę”. Jeśli mocno się zastanowię i uruchomię do tego wszystkie palce, liczydło i kalkulator, to uda mi się określić właściwą liczbę. Problem w tym, że gdy ktoś pyta o liczbę kotów, to ja musiałbym zadać pomocnicze pytania:
„Czy chodzi o koty, które z nami mieszkają?
Czy chodzi o koty, którymi się opiekujemy?
Czy chodzi o koty, które karmimy?”

Karolina Kabat:
Z uwagi na to, że mamy miękkie serca, liczba kotów w naszym domu głównie się powiększa. Bo jak można przejść obojętnie obok małego bezbronnego stworzenia, które bez pomocy nie da sobie rady?

B.O.:
Naszą przygodę ze wspólnym „wychowywaniem” kotów rozpoczęliśmy klasycznie od jednego kota – Rufiego.

K.K.:
Wcześniej każde z nas miało w swoich domach jakieś koty, więc było to dla nas raczej naturalne, że adoptowaliśmy kota.

B.O.:
Było to w 2006 roku. Rufi był maleńkim kotkiem, jednym z wielu, jakie urodziły się u naszego sąsiada na dalekiej poniemieckiej wsi. Mały biedny z chorymi oczkami. Od samego początku musieliśmy się nim dość intensywnie opiekować. Gdy Rufi nieco podrósł, tego samego roku w Bydgoszczy na parkingu galerii handlowej spotkaliśmy małego kotka błąkającego się między samochodami. Nie było innego wyjścia, jak uratować go od  niechybnej zguby. Nazwaliśmy go Steven.
Od tego czasu z każdym właściwie rokiem zaczęły dochodzić do nas nowe mruczki. Na początku tylko dokarmiane na dworze (np. Bunia, Chrapcio, Renkloda), z czasem zamykane na zimę w piwnicy, w końcu trafiły do naszego jednopokojowego mieszkania.
Potem przygarnialiśmy małe koty, które spotkaliśmy: Pim-Pim, Cynamon i w końcu Rocherek. Ta trójka była po prostu napotkana gdzieś na drodze – ratowana z jakiejś niebezpiecznej (dla kota) okolicy.
Rocherek znaleziony był jako bezbronny i pozostawiony bez opieki maluch.
Zatem wszystkie koty, które przygarnęliśmy (od Stevena począwszy), znalazły się pod naszą opieką nie z powodu chęci „posiadania”, ale z powodu miękkiego serca i współczucia.

 Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 134-135 – Grudzień 2013/Styczeń 2014