Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

RUDO MI! - cały tekst

KOCIE SPRAWY Nr 128 – Czerwiec 2013

Z Magdaleną Kuflińską, autorką bloga rudomi.pl, rozmawia Ania Dąbrowska.

Zdjęcie:
Maciek Stefański,
futrografia.pl

Ania Dąbrowska: Koty pojawiają się w naszym życiu w różny sposób. Niektórzy kota planują, u innych pojawia się on przypadkowo i niespodziewanie. Jak było u Ciebie?
 Magdalena Kuflińska: Kiedy zamieszkał z nami Bambosz, nie umiałam chyba jeszcze dobrze chodzić ani mówić. Jednak dopiero Rysiek i Marchewka są tymi kotami, które pojawiły się w moim dorosłym, samodzielnym życiu.
Adopcji Ryśka nie planowałam, zaplanowały ją moja mama i siostra, a ja po prostu nie mam silnej woli i nie potrafiłam wyjść bez niego z odwiedzin w jego pierwszym domu. Przyjęcie nowego członka rodziny, Marchewki, było już zdecydowanie świadomą decyzją. Wiedziałam, że nie chcę, żeby Rysiek był samotny, kiedy znikam na całe dni.
I mimo że koty aż tak bardzo się ze sobą nie zaprzyjaźniły, to przynajmniej mają siebie, kiedy ich ludzie są poza domem.

Skąd wzięła się u Ciebie potrzeba prowadzenia bloga o kotach?
Co Cię zainspirowało?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta: koty (śmiech). To, jak wyglądają i cała gama typowych dla nich zachowań, tworzą razem na tyle barwną kompozycję, że szkoda by było jej w jakiś sposób nie upamiętnić.
Mój partner świetnie czuje się fotografując koty, a ja doskonale czuję się łącząc obrazy ze słowami. Z tego połączenia mógł wyjść tylko koci blog.

Zdjęcia faktycznie są zachwycające. Czy najpierw powstają fotografie, a potem pojawia się pomysł na treść, czy może jest na odwrót? Czy możesz zdradzić, jak wygląda przygotowywanie nowych wpisów?

Mnie też zachwycają zdjęcia kotów wykonane przez mojego O. (śmiech) Co do sposobu powstawania wpisów
 – nie ma reguły. Czasami najpierw przychodzi pomysł na tekst i na tej podstawie „przygotowujemy” sesję (trudno mówić o przygotowaniach, w końcu bohaterami zdjęć są koty). Bywa też zupełnie odwrotnie – przeglądam zrobione wcześniej zdjęcia i dostrzegam pewne historie, zwyczaje, zależności lub kocie cechy, które chcę opisać. Jednak chyba najczęściej są to wpisy spontaniczne, które powstają na bieżąco wtedy, gdy wydarzy się coś, co według mnie warto przedstawić na blogu. O. chwyta wówczas aparat, ja tworzę wpis. Zwykle są to nie tyle opisy, co – jak sama zauważyłaś – moje interpretacje. Staram się nie pokazywać tu życia z kotami takim, jakim ono jest, tylko takim, jakim ja je widzę.

Kto odwiedza Twoją stronę i czy masz z tymi osobami bliższą
interakcję?
Wbrew pozorom wiem o moich drogich Czytelnikach i Podglądaczach – których przyciągają na pewno te zdjęcia, całkiem dużo. Przede wszystkim ogromnie cieszę się i często wymieniam to jako jeden z głównych atutów posiadania bloga, że po drugiej stronie są tacy ludzie jak ja. Osoby, które kochają koty, mają do nich odpowiedni stosunek, opiekują się nimi w sposób odpowiedzialny, szanują je i traktują jak członków rodziny, a nie jako chwilowy kaprys. Jednak to nie wszystko. Mają też podobne poczucie humoru. To samo ich śmieszy, nie obruszają się, kiedy żartuję z kotów czy z nas,
kociarzy. Jestem pewna, że świetnie czuli byśmy się rozmawiając przy jednym stole, co zresztą miałam już okazję sprawdzić podczas trzecich urodzin bloga, w czerwcu ubiegłego roku. Myślę, że było to bardzo udane spotkanie i mam nadzieję, że nie tylko dla mnie. Może uda się je powtórzyć w tym roku?

Wydaje mi się, że kociarze mają pewną cechę, która ich łączy. Potrafią głęboko współczuć i może dlatego w internecie jest wiele stron, dzięki którym można na bieżąco pomagać kotom w potrzebie. Są to fundacje, stowarzyszenia, prywatne osoby etc. Dla nich wszystkie koty są ważne, zaś internet staje się wielką platformą wymiany informacji i świadczenia pomocy. Czy za pomocą swojego bloga włączasz się w podobne działania?
Chociaż mój blog jest miejscem, w którym głównie umieszczam różne zabawne scenki z udziałem kotów, i wiem, że Czytelnicy odwiedzają nas, żeby poprawić sobie nastrój (niedawno otrzymałam tytuł Najzabawniejszego Bloga Roku 2012 w plebiscycie Radia ZET), to staram się wykorzystywać popularność bloga także do innych celów. Czytelnicy wiedzą, jaki mam stosunek do kotów, i mimo że często piszę o nich w sposób żartobliwy lub z dystansem, to mam w sobie to ciepło i tę wrażliwość, które łatwo wyczytać między wierszami. Podczas wspomnianych urodzin bloga kulminacyjnym punktem programu była licytacja rękodzieła na rzecz wybranej fundacji, która opiekuje się kotami w potrzebie. Udało się zebrać naprawdę przyzwoitą kwotę, a zabawa przy tym była przednia – nie wiedziałam, że będę się tak dobrze czuć w roli prowadzącej aukcję, a jej uczestnicy tak aktywnie i z taką żarliwością będą licytować wystawione na aukcji przedmioty! Wiem, że motywował ich szczytny cel i to było naszym wspólnym sukcesem.
Oczywiście sam blog, podobnie jak i inne kanały promujące go w internecie, niejednokrotnie służyły mi i na pewno nadal będą służyć do promowania takich tematów, jak kocie adopcje czy odpowiedzialna opieka.  Zamieszczam też ogłoszenia adopcyjne, zachęcam do adopcji więcej niż jednego kota, podkreślam, że Rysiek i Marchewka są wysterylizowane i że są pod stałą kontrolą lekarzy weterynarii.
Nie mam wykształcenia weterynaryjnego ani psychologicznego, ale czasem wystarczy zainicjować dyskusję na ważny temat, a odzywają się Czytelnicy z odpowiednią wiedzą i zwyczajnie edukują innych.
W ten sposób blog staje się źródłem nie tylko rozrywki, ale także informacji, a łatwiej jest czerpać wiedzę w miejscu, w którym czujemy się jak u siebie, niż na przykład na forum pełnym anonimowych uczestników.

Dziękuję za rozmowę!